Pożar wybuchł za pokojem dzieci. Tragedia w środku nocy....
Pożar wybuchł za pokojem dzieci. Tragedia w środku nocy....
Description
Tragedia rozegrała się w środku nocy. Pożar wybuchł za pokojem dzieci.
- Ogień zauważył syn, Adrian. Około pierwszej w nocy wstał do łazienki - opowiada Jerzy, który stracił w pożarze dom.
Stoi przed zgliszczami w przejściowej kurtce, mimo dużego mrozu. Tyle mu zostało. To, co ma na sobie. Wszyscy z domu wybiegali wprost z łóżek, łapiąc po drodze cokolwiek, nie swoje buty, jakiekolwiek okrycia. Malutkie dzieci wynosili z domu w piżamkach, owinięte tylko w kołderki. Ogień nie daje czasu do namysłu, do spakowania czegokolwiek. To żywioł, który jak żaden inny obnaża bezsilność.
W pamięci jego i bliskich mroźna noc z 22 na 23 stycznia zostanie na zawsze. Nic nie zapowiadało tragedii. Komin był czyszczony, instalacja elektryczna konserwowana. Po rodzinnym wieczorze do łóżek położyli się jak zawsze: Jerzy, jego żona, córka, syn z synową i wnukami.
To właśnie Adrian ich uratował. Nie obudziły go żadne hałasy czy swąd. Po prostu wychodząc z toalety spojrzał na drzwi strychu, w szparze których widać było już ogień. Potem wszystko toczyło się bardzo dynamicznie.
Pożar zaczął rozwijać się na poddaszu, za ścianą, od strony pokoju dzieci. Spały w nim niespełna 3-letnia Roma i jej 14 miesięczny braciszek. Kiedy rodzice chwycili z łóżeczek śpiące maluchy, w pokoju już było zadymienie.
Adrian z Jerzym jeszcze próbowali ratować dom gaśnicami. Ale było za późno. Jak bardzo zaawansowany był pożar już w tamtym momencie, przekonali się strażacy 15 minut później widząc z daleka rozgrzaną do czerwoności blachę dachu. Mówią o dużym szczęściu pogorzelców, bo od śmierci dzieliły ich dosłownie minuty.
Rozumie też to Jerzy i jego rodzina, cieszą się, że żyją. Ale na razie nie są w stanie myśleć o przyszłości. Póki co, próbują otrząsnąć się po tym, co wydarzyło się kilkanaście godzin wcześniej.
Ich dom latami dopieszczany rękami Jerzego i Adriana nadaje się tylko do rozbiórki. Niestety, rzeczy, które nie spłonęły, są tak okopcone, że nadają się tylko do wyrzucenia.
Pierwsze potrzeby tej 7-osobowej rodziny zostały zapewnione przez sąsiadów i mieszkańców gminy. Tyle że tym ludziom potrzebny jest dach nad głową. Jak najszybciej. Jak mówi Jerzy, chcą odbudować cokolwiek. Żeby było gdzie spać i ugotować. To właśnie znajomi założyli zbiórkę, bo nikt nie ma wątpliwości, że dziś pieniądze z ubezpieczenia nie wystarczą na odbudowę domu.
Jerzy i jego żona nigdy dotąd nie musieli prosić o pomoc. Ta zawsze szła z ich strony. Krystyna jest pielęgniarką w białostockim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym zawsze z czułością i zaangażowaniem opiekowała się dziećmi. Nigdy nie odmówiła pomocy, gdy była potrzebna, nawet po dyżurach, nie oczekując nic w zamian. Dlatego teraz my prosimy o pomoc dla niej i jej rodziny. Pomóżcie nam odbudować ich dom. Będziemy wdzięczni za każdą, najmniejszą wpłatę.
Drobną wpłatą nie zmienisz całego świata, ale zmienisz cały świat tej rodziny.
Wychowała mnie pielęgniarka, pomogę jak mogę 🤲🏻
Pielęgniarka z zagramanicy też pomoże
Trzymajta się tam
Piguły trzymają się razem !
Od pielęgniarki dla pielęgniarki