id: 26397n

Pożar wybuchł za pokojem dzieci. Tragedia w środku nocy....

Pożar wybuchł za pokojem dzieci. Tragedia w środku nocy....

 
Emilia Lengiewicz

Description

Tragedia rozegrała się w środku nocy. Pożar wybuchł za pokojem dzieci.


- Ogień zauważył syn, Adrian. Około pierwszej w nocy wstał do łazienki - opowiada Jerzy, który stracił w pożarze dom.


Stoi przed zgliszczami w przejściowej kurtce, mimo dużego mrozu. Tyle mu zostało. To, co ma na sobie. Wszyscy z domu wybiegali wprost z łóżek, łapiąc po drodze cokolwiek, nie swoje buty, jakiekolwiek okrycia. Malutkie dzieci wynosili z domu w piżamkach, owinięte tylko w kołderki. Ogień nie daje czasu do namysłu, do spakowania czegokolwiek. To żywioł, który jak żaden inny obnaża bezsilność.


W pamięci jego i bliskich mroźna noc z 22 na 23 stycznia zostanie na zawsze. Nic nie zapowiadało tragedii. Komin był czyszczony, instalacja elektryczna konserwowana. Po rodzinnym wieczorze do łóżek położyli się jak zawsze: Jerzy, jego żona, córka, syn z synową i wnukami.


To właśnie Adrian ich uratował. Nie obudziły go żadne hałasy czy swąd. Po prostu wychodząc z toalety spojrzał na drzwi strychu, w szparze których widać było już ogień. Potem wszystko toczyło się bardzo dynamicznie.


Pożar zaczął rozwijać się na poddaszu, za ścianą, od strony pokoju dzieci. Spały w nim niespełna 3-letnia Roma i jej 14 miesięczny braciszek. Kiedy rodzice chwycili z łóżeczek śpiące maluchy, w pokoju już było zadymienie.


Adrian z Jerzym jeszcze próbowali ratować dom gaśnicami. Ale było za późno. Jak bardzo zaawansowany był pożar już w tamtym momencie, przekonali się strażacy 15 minut później widząc z daleka rozgrzaną do czerwoności blachę dachu. Mówią o dużym szczęściu pogorzelców, bo od śmierci dzieliły ich dosłownie minuty.

Rozumie też to Jerzy i jego rodzina, cieszą się, że żyją. Ale na razie nie są w stanie myśleć o przyszłości. Póki co, próbują otrząsnąć się po tym, co wydarzyło się kilkanaście godzin wcześniej.


Ich dom latami dopieszczany rękami Jerzego i Adriana nadaje się tylko do rozbiórki. Niestety, rzeczy, które nie spłonęły, są tak okopcone, że nadają się tylko do wyrzucenia.


Pierwsze potrzeby tej 7-osobowej rodziny zostały zapewnione przez sąsiadów i mieszkańców gminy. Tyle że tym ludziom potrzebny jest dach nad głową. Jak najszybciej. Jak mówi Jerzy, chcą odbudować cokolwiek. Żeby było gdzie spać i ugotować. To właśnie znajomi założyli zbiórkę, bo nikt nie ma wątpliwości, że dziś pieniądze z ubezpieczenia nie wystarczą na odbudowę domu.


Jerzy i jego żona nigdy dotąd nie musieli prosić o pomoc. Ta zawsze szła z ich strony. Krystyna jest pielęgniarką w białostockim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym zawsze z czułością i zaangażowaniem opiekowała się dziećmi. Nigdy nie odmówiła pomocy, gdy była potrzebna, nawet po dyżurach, nie oczekując nic w zamian. Dlatego teraz my prosimy o pomoc dla niej i jej rodziny. Pomóżcie nam odbudować ich dom. Będziemy wdzięczni za każdą, najmniejszą wpłatę.


Drobną wpłatą nie zmienisz całego świata, ale zmienisz cały świat tej rodziny.

Comments 16

 
2500 characters
  •  
    Anonymous user

    Wychowała mnie pielęgniarka, pomogę jak mogę 🤲🏻

    PLN 20
  •  
    Patrycja

    Pielęgniarka z zagramanicy też pomoże

    PLN 50
  •  
    Zuzu

    Trzymajta się tam

    PLN 20
  •  
    User unregistered

    Piguły trzymają się razem !

    PLN 10
  •  
    Anonymous user

    Od pielęgniarki dla pielęgniarki

    hidden
We prioritize safety. If you have any concerns, please report this fundraiser using