Gucio.
Gucio.
Description
Zbiórka dla Gucia.
Cytuję post z FB.
Bardzo długo zastanawiałam się nad tym postem. Co napisać, jak zacząć... Targało mną za dużo emocji, myśli... Nadszedł jednak czas by przedstawić Wam kota, który jest już u nas od miesiąca. I możecie sobie pomyśleć o mnie co chcecie, to napiszę tu po prostu to, co myślę. Mam dość usprawiedliwiania ludzi za ich brak chęci, zrzucanie odpowiedzialności na innych...
Już jak zabrałam go spod Darłowskich bloków, wiedziałam, że jest źle. Bardzo źle. Te jego oczy... Nie zapomnę tego wzroku nigdy. Te oczy miały w sobie tyle bólu, niezrozumienia. Były wręcz takie... obłąkane...
16.02 Damian zawiózł go do lecznicy w Siemianicach i tam już został.
W dzień kota, w święto naszych mruczków….
otrzymałyśmy z lecznicy od Dr Anity zdjęcia, które zmroziły w naszych żyłach krew ….
Poznajcie Go, nim będzie za późno.
Oto Gucio.
Żył w Darłowie pod blokami kilka długich lat. My go wykastrowałyśmy. W miarę regularnie dostarczyłam dla karmicieli karmę, przywiozłam karmę pod blok, podrzucałam kropelki na odrobaczenie i odpchlenie, każdemu nowemu kotu który pojawił się w tym miejscu starałam się znaleźć nowy dom i to udawało się.
Od jakiegoś czasu dostawałam wiadomości, że Gucio schudł. Nie jestem jednak w stanie się rozerwać, zasugerowałam żeby karmiciele sami zaczęli działać, przecież weterynarza opłacimy. Jednak jedyne co Gucio otrzymał to... porada od zaznajomionej ukraińskiej weterynarki z facebooka.
Wiecie ile takich miejsc jest? Ja nie jestem w stanie się rozerwać. Nie jestem w stanie odpowiedzieć natychmiast na każde zgłoszenie. Nie mogę pomóc wszystkim na czas... Dlaczego jedna "pani Kinga" MUSI dać radę, musi zareagować, musi zrobić to po prostu własnymi rękoma mając setki problemów, kotów, długów, a innym ludziom jest tak ciężko ruszyć się do weterynarza? Czy nazwa "stowarzyszenie" zobowiązuje do pomocy wszędzie, a jeśli jest się niezwiązanym człowiekiem, to już nie ma obowiązku udzielenia pomocy zwierzęciu? Mam wrażenie, że ludzie bardzo często swoją pomoc kończą na powiadomieniu nas. Zawsze jest jakaś wymówka - praca, kot w domu, alergia, dzieci, rozwód. Moim zdaniem najczęściej jest to po prostu lenistwo, wygodnictwo i tyle. Możecie pomyśleć co chcecie, ale za długo się tym zajmuję, by nie wysnuć takich wniosków. Tak jest.
Jak coś się dzieje - telefon do Pani Kingi i Pani Kinga przyjedzie, zawiezie, zrobi a później zostanie z tym kotem sama, zdana na pomoc rodziny i ludzi z facebooka, do których będzie pisać błagalne posty by spłacić wielotysięczne zadłużenie za ratowanie kota w takim stanie. Nikt takiego kota nie adoptuje, nikt takiego kota nie weźmie na tymczas prócz nas lub Nowakowskich. Taka też jest prawda. Jesteśmy jedynymi dwoma domami, do których trafiają koty w najgorszym stanie. To my patrzymy każdego dnia na ich cierpienie, ból, jesteśmy z nimi w czasie ich śmierci. Musimy przełamać swoje emocje, opanować je, by np. oczyścić rany kotu z oskórowaną nóżką, nakarmić sondą kota po poważnej operacji. Owszem, od tego tu jestem, by pomagać. Ale czy jestem w stanie uratować wszystkie zgłoszone zwierzęta z całego powiatu? Czy powiadomienie mnie, zwalnia innych ludzi z obowiązku udzielenia pomocy zwierzęciu? Z takiego po prostu ludzkiego odruchu ? Najlepiej dać smutną minkę na facebooku pod postem zmaltretowanego kota. Krytykować innych, oceniać innych ludzi za to co zrobili zwierzęciu. Ale pamiętajcie, obojętność i lenistwo też zabija, często. Potrafimy oceniać w sieci, użalać się nad zmaltretowanymi zwierzakami pokazywanymi na stronach fundacji, a sami w rzeczywistości mamy klapki na oczach i brak zaangażowania w realną pomoc.
Szczerze, to jest tylko odrobinka tego, co myślę.
Tego nie da się opisać jednym postem.
Wracając do Gucia.
Gdy już pojechałam na miejsce i go zobaczyłam - ścisnęło mnie w żołądku.
Boże, jak on wyglądał. Nie mogłam uwierzyć, że to jest Gucio!! Nie mogłam uwierzyć, że kot w stanie agonalnym do tego czasu nie dostał od nikogo pomocy weterynaryjnej !!! Najbliższy gabinet weterynaryjny jest może z 50m od miejsca gdzie żył Gucio !! Drugi dosłownie 5 minut pieszo !! Patrzało na niego całe blokowisko !!
Gucio UMIERAŁ Z GŁODU !
A karmicielka pisała do Pani Kingi elaboraty i patrzyła jak umiera !
Kto jest temu winien ? JA ! No przecież, ja !
Bo nie przyjechałam gdy dostawałam kolejne i kolejne wiadomości...
Dlaczego tylko ja miałam mu pomóc ?
Dlaczego inni nie mogli tego zrobić?
Dlaczego wszyscy czekali na mnie?
Wiecie dlaczego UMIERAŁ Z GŁODU?
Tak, to nie jest przenośnia, czy dramatyzowanie.
Kot umierał śmiercią głodową, bo miał uszkodzony język i nie był w stanie pobierać pokarmu!!! Cisną mi się na usta złe słowa. Czy wyobrażacie sobie, że nie możecie nic zjeść mimo ogromnego uczucia głodu i tego, że ktoś podstawia wam pod nos talerz z pysznym obiadem? Siedzisz, wąchasz, patrzysz, wykręca ci żołądek, a nie możesz nic przełknąć, bo masz uszkodzony język i związane ręce. U kota język to tak jakby nasze ręce i język w jednym....
JAK MOŻNA NAWET JEŻELI JA NIE PRZYJECHAŁAM - NIE ZABRAĆ GO DO WETA !!!!
Pomoc ludzi kończy się w momencie napisania do mnie wiadomości i JA MAM SIĘ TYM ZAJĄĆ. Ja mam dwie nogi, dwie ręce, prace zawodową, kilkanaście zwierząt w domu pod opieką, plus nieustannie zmieniająca się ilość zwierząt po zabiegach kastracji KTÓRE TEŻ WYMAGAJĄ OPIEKI ! Mam prawie całe stowarzyszenie na głowie, nie da się opisać wszystkich moich obowiązków, a wciąż od kilkunastu lat wypruwam sobie żyły by zrobić ile się da, ale należy pamiętać, że wszystkiego nie dźwignę!
Zakończę, bo po prostu nie chce mi się już nic więcej pisać.
Nie chce mi się tłumaczyć tego ile my mamy na głowie i ile potrafimy jeszcze pomóc, zrobić. Po prostu nie wiem czy to ma jakikolwiek sens i czy cokolwiek to zmieni, ale czułam że muszę to z siebie chociaż w odrobinie wywalić.
Zaangażuj się. Zacznij realnie działać.
Nie zrzucaj odpowiedzialności na innych.
Nie szukaj więcej wymówek.
Pomóż. Realnie pomóż.
Gucio jest oczywiście u Nowakowskich.
To dla niego ostatnio prosiłam o Pronefrę.
Jest źle.
W kolejnym poście dokładniej opiszemy jego stan zdrowia, diagnozę, rokowania.
Trzymajcie kciuki za Gucia.

