Walka Wolontariusza Wołodymyra - pomoc, niewola, choroba.
Walka Wolontariusza Wołodymyra - pomoc, niewola, choroba.
Description
Cywilów, nie bierze się do niewoli.
Cywile są cywilami. Kolejarz, listonosz, policjant, wolontariusz, strażak – to nie są żołnierze. W żadnym konflikcie zbrojnym, w którym strony udają przynajmniej, że rozumieją granice barbarzyństwa, cywilów nie bierze się do niewoli i nie trzyma w obozach.
Ale Rosja takim krajem nie jest. Dlatego wzięła do niewoli wolontariusza Wołodymyra Umańca i trzymała go w niewoli ponad 400 dni.
Wołodymyr przed wojną prowadził małą firmę, wymieniał szyby w samochodach. Kiedy wybuchła pełnoskalowa wojna, zgłosił się na ochotnika do Obrony Terytorialnej. Odprawiono go z powodu wady wzroku. Wtedy krok po kroku stał się wolontariuszem. Z początku pomagał w zarządzaniu domem opieki dla starszych osób w Kijowie. Gdy do stolicy powrócili mieszkańcy, zaczął wozić zaopatrzenie i pomoc humanitarną do wschodnich obwodów: Czernihów, Orichow, Zaporoże, Chersoń, Donbas. Celem nie były tylko duże ośrodki miejskie, ale też osady, wsie, do których nikt poza wolontariuszami nie docierał. W samym tylko 2023 r. takich kursów Wołodymyr miał na koncie 38. Czyli wychodzi niewiele mniej niż jeden w tygodniu. Przywoził to, co było potrzebne, a wyjeżdżając, ewakuował ludzi, którzy samodzielnie nie zdołaliby wyjechać. Staruszkowie, matki z dziećmi, mieszkańcy z niepełnosprawnościami. Kiedy pytali go, kogo reprezentuje i komu dziękować, odpowiadał tylko: „Wołodymyr jestem”.
W 2024 r. podczas kursu ewakuacyjnego wpadł w zasadzkę nieopodal Wowczańska. Został postrzelony w nogę, a chociaż nie był żołnierzem – russkij mir wziął go do niewoli.
Spędził w niej ponad rok, w warunkach trudnych do opisania.. W czasie przesłuchań oprawcy poważnie uszkodzili mu kolano i wybili kilka zębów. Został zwolniony w czasie wymiany jeńców na Dzień Niepodległości, 24 sierpnia 2025 r. Radość ze zwolnienia nie trwała długo: okazało się, że w niewoli zaczął chorować na raka.
Ponieważ Wołodymyr formalnie nie jest i nie był członkiem sił zbrojnych – nie jest też objęty specjalnymi programami pomocowymi dla wojskowych. Dlatego potrzebuje pomocy ludzi takich jak my, wolontariuszy.
Na pokrycie najpilniejszych potrzeb zdrowotnych – zabiegów, wizyt kontrolnych i leków – potrzebna jest równowartość 50 tys. złotych. Zaraz po wymianie jeńców Wołodymyr przeszedł operację usunięcia guza, której koszt wyniósł ponad 3 tys. dolarów. Aby zapobiec nawrotom choroby, konieczna będzie radioterapia i chemioterapia, a w Ukrainie to bardzo kosztowne zabiegi. W następnej kolejności należy zająć się kolanem, uszkodzonym w niewoli. Potrzebna będzie także protetyka szczęki i operacja rany postrzałowej, która nie zagoiła się prawidłowo. Jeśli cokolwiek zostanie, chcielibyśmy opłacić kilka sesji pomocy psychologicznej, które pomogłby mu choć trochę przepracować to, co przeżył w ciągu ostatnich lat.
W formacjach zbrojnych wielu cywilizowanych państw obowiązuje zasada - czasem zapisana w regulaminach, a czasem nie – że swoich się nie zostawia. Nieważne czy żywy, ranny czy poległy – nie zostawiamy swoich.
Wolontariusz Wołodymyr nie był wojskowym, ale był jednym z nas, jednym z wielu działaczy nieoficjalnej formacji wspierającej armię ukraińską – wolontariuszem. I uznaliśmy, że skoro tamci swoich nie zostawiają, to my swojego też nie zostawimy. To dobry obyczaj. Także nasz obyczaj.

Razem do zwycięstwa!
Bo jest takie słówko: trzeba