id: 72w7p6

Pani Beatka Kontra Rak Jelita Grubego z Przerzutami

Pani Beatka Kontra Rak Jelita Grubego z Przerzutami

Our users created 1 186 869 fundraisers and raised 1 247 657 093 zł

What will you fundraise for today?

Updates1

  • Czas na aktualizację, bo działo się na prawdę wiele.


    13.03 mama stawiła się na onkologii na pierwszy wlew chemii. Po pobraniu krwi i wstępnych badaniach dostała napadowego częstoskurczu serca gdzie jej puls był ponad 180. Lekarze w klinice szybko zareagowali, a mama natychmiast trafiła na salę intensywnego nadzoru. Chemia została chwilowo zawieszona i skupiono się na kardiologicznych sprawach, a te wleką się za mamą po zatorowości, bo skrzeplina choć ciut mniejsza nadal jest. Po tygodniowej hospitalizacji (20.03.24) lekarz zadecydował o podaży chemii, my też się cieszyliśmy, że w końcu coś rusza! 

    Po trzydniowym wlewie mama wyszła do domu i była na prawdę w fajnej formie, spotykała się ze znajomymi, miała ochotę na krótkie spacery, a i pogoda była sprzyjająca. Kolejny wlew chemii był ustalony za 2tyg czyli na 03.04.24 


    Mniej więcej 4-5 dni po pierwszym wlewie mama zaczęła słabnąć, chciała leżeć, była jakby bardzo zmęczona. Doszły potężnie owrzodzenia całego ciała, bardzo rozległe rany w całej buzi i mimo bólu w buzi mama starała się cokolwiek jeść i pić. Zwalaliśmy wszystko na skutki uboczne leczenia i pierwszego wlewu. Smarowaliśmy licznymi przepisanymi maściami przez internistę, buzię mama płukała chyba wszystkim czym można z polecenia i od lekarza, ale bez rewelacji. Mama bardzo słaba, ledwo chodząca stawiła się na kolejny wlew chemii i zaczęło się.


    Okazało się, że mama jest odwodniona, a w jej organizmie jest bardzo dużo toksyny, nerki prawie stanęły, mama była nielogiczna, nikt nie mógł wyczuć mamy tętna, ani pulsu. Trafiła natychmiast ponownie na salę intensywnego nadzoru: ciśnienie było 60/40,  pulsoksymetr nie pokazywał nic.

    Natychmiast włączono nawadnianie, sterydy, antybiotyki, leki przeciwkrwotoczne, żywienie dożylnie. 

    Po około 3dniach mama zaczęła mówić i było widać już efekty podjętych działań. Zaistniała sytuacja kolejny raz wstrzymała podaż chemii. 


    Po rozmowie z lekarzem dowiedziałam się, że zaszło podejrzenie wystąpienia bardzo rzadkiej mutacji DPYD - co wpływa na wzrost toksyczności chemii i znacznie zwiększa działania niepożądane. Zachodzi silna toksyczna reakcja chemii z krwią. 

    Przypuszczenia się niestety potwierdziły. Na razie chemia wstrzymana.


    10.04 mama wyszła ze szpitala jeszcze nie w dobrej formie, ale w zdecydowanie lepszej. Jednak po trzech dniach ponownie nas zaniepokoiła, słabła, była ospała i pojawiły się ponownie spadki ciśnienia.  Tym razem nie czekaliśmy. W poniedziałek 15.04 pojechałam z mamą do hospicjum na założenie igły do portu aby mogła mieć podawane kroplówki w domu, wtedy podczas wizyty w hospicjum mama zasłabła, zaczęła mówić nielogicznie, saturacja pokazała 77, ciśnienie niewyczuwalne. Pracownicy hospicjum wezwali pogotowie. Żaden z aparatów załogi karetki nie mógł mamie zmierzyć ciśnienia, saturacja podskoczyła do 85 po podaniu tlenu. Przewieziono mamę do szpitala gdzie aktualnie przebywa. Ponownie włączone zostało leczenie nawadniające - mama miała skrajny poziom sodu i innych pierwiastków. Podany wcześniej steryd to zrobił, bo upośledził nadnercza. Mamie zaczęły mocno wypadać włosy, łuszczyć się całe ciało, jednak już po 24h była kolosalna różnica w zachowaniu i formie mamy, a po drugim dniu mama zaczęła już sama spacerować, miała niesamowity apetyt, nawet zachcianki. Skutki uboczne jak włosy, sucha skóra - przeżyjemy. Oby była już dobra forma i można było zacząć dalsze leczenie. 


    załączam zdjęcie mamy, która dziś zeszła do szpitalnego lobby na kawę ❤️

    VxaBq8X0NOGB5okq.jpg


    w imieniu mamy, całej rodziny oraz przyjaciół

    DZIĘKUJEMY za okazaną pomoc i prosimy o dalsze udostępniania i pomoc ❤️

    0Comments
     
    2500 characters

    No comments yet, be first to comment!

    Read more
There are no updates yet.

There are no updates yet.

Description

Witam wszystkich, którzy czytają tą zbiórkę.


Historia jest przede wszystkim o mojej mamie, bo jej leczenia dotyczy, ale i o mnie.


Mam na imię Kasia i jestem córką Pani Beaty.


Pani Beatka, bo tak wszyscy kojarzą moją mamę od początku swojego dorosłego życia do

teraz nauczyciel przedszkolny z powołania, z ogromnym sercem do pracy, ukochana ciocia wielu dzieci.

Staje teraz do najważniejszej walki życia o życie.


Postaram się zwięźle i zrozumiale - choć sama jeszcze raczkuję w mamy chorobie.

Moja mam pod koniec października trafiła do szpitala w ciężkim stanie, okazało się, że mama ma zatorowość płucną, ponad 2 tygodnie leżała na OIOM'ie, a potem kilka dni na oddziale kardiologicznym.

Po kilku dniach z dumnym frazesem "w stanie ogólnym dobrym" mama została wypisana do domu.

Chwila szczęścia w domu nie trwała długo, bo po 10 dniach mama ponownie trafiła do szpitala, ponownie z zatorowością płucną, OIOM i leczenie. Tym razem jednak mama trafiła na cudowną lekarz, Panią Paulinę. Pani Doktor była ogólnie zaniepokojona, coś

jej nie dawało spokoju i przebadała moją mamę, dokładnie.

Dokładne badania pokazały potwora o wymiarach 11cm/7cm/9.5cm Zmiana została zlokalizowana w miednicy.

Badania nie były w stanie określić miejsca z którego wychodzi nowotwór, czy to trzon macicy, czy jelita.


Mama wyszła ze szpitala 19.12.2023 i 21.12.2023 wracała na pierwsze zabiegi i badania na ginekologię.

Po zabiegach ginekologicznych, po badanaich obrazowych RTG, TK, MR wiemy, że guz jest w jelicie, a dokładnie essicy i ma przerzuty do węzłów chłonnych biodrowych wewnętrznych, jelito cienkie, prawy moczowód i może dalej, to określi badanie PET.


Chyba ziścił się zły sen, najgorszy scenariusz, a rozmiar gnoja z którym przyszło się nam mierzyć jest na prawdę ogromny.

Zaczęłam szybko działać, ale to wszystko jest jakieś "chore" Tak, poza moją mamą, jest chory cały ten system. Jak każda córka chcę pomóc mamie jak najbardziej i przede wszystkim najszybciej.

Udało się, mamy koordynatorką leczenia okazała się kolejna cudowna osoba, Pani Marta, która bardzo nam pomogła i działała jak błyskawica.

Dziś mama jest po dwóch masywnych zatorach, po trzech operacjach i kilku zabiegach.

Najgorsze na tą chwilę dla mamy było wyłonienie ileostomii (stomia na jelicie cienkim, bo guz całkowicie wszedł w jelito i powstała niedrożność) - była przerażona, ale opanowaliśmy nowy nabytek.

Później, zaledwie po dwóch dniach zaszła konieczność założenia cewnika JJ z uwagi na zamykające się światło w prawym moczowodzie i braku schodzenia moczu z nerek do pęcherza - powstało wodonercze - a druga nerka jest

zagrożona, bo guz wypełnia całą miednicę.


Badania obrazowe w marcu pokazały, że guz ma już 16cmx11cmx12cm guz się praktycznie podwoił w niedługim czasie! SZOK

Mimo zaproponowanego leczenia "przed operacyjnego" usłyszeliśmy, że to

niestandardowe, że guz jest ogromny i nie operacyjny, że nie robi się chemii przed

operacją - co jest totalną bzdurą!

To niestandardowe leczenie w ich opinii jest niestandardowe dla tej placówki lub NFZ na więcej nie pozwala!


Na NFZ zaproponowano mamie już tylko paliatywne leczenie tzn zmienili z przed operacyjnego na paliatywne, ale my wierzyliśmy, że jest coś jeszcze i jest, ale to leczenie jest strasznie kosztowne i częściowo prywatne.


Musimy działać, nie czekamy! zbieramy pieniążki na testy na wrażliwość raka, na różne rodzaje cytostatyków i inne środki w tym naturalne - koszt takich badań plus badanie komórek macierzystych, to około 15.000zł

[ https://centrumimc.pl/oferta/badanie-komorek-nowotworowych-i-chemiowrazliwosc/ ]

Plus dodatkowe badania i konsultacje.


Miesięczne koszty leków, witamin, suplementów ,środków pielęgnacyjnych,

specjalistyczne jedzenie - to około 1.500zł



MUSIMY ZEBRAĆ TE PIENIĄŻKI


Sama jestem samotną mamą. Moja córka w styczniu 2017 roku zachorowała na białaczkę, a

w 2019 roku zakończyła leczenie, jednak w grudniu 2023 na badaniach końcowych wyszły powikłania po leczeniu kardiologiczne i nefrologiczne - córka jest w trakcie leczenia.


Wszystko jest na mojej głowie, zajmuje się mamą, jej pielęgnacją i córką. Zawodowo

prawie nie pracuję - choć o siłę się nie boję, to psychicznie często podupadam i

najgorszą zmorą są pieniądze - niby szczęścia nie dają, ALE DAJĄ SPOKÓJ i dzięki nim można więcej i szybciej.


Czas u nas gra kluczową rolę.


Oszczędności się już kurczą, a to dopiero początek.


Proszę Was o pomoc i wsparcie.

Wsparcie na leczenie, na badania i konsultacje dla mamy, ale i na życie.


Córka Kasia.

yFmxL0FBo2QzkZJK.jpg

52pZypMPVL4hacN6.jpg

There is no description yet.

There is no description yet.

Location

The world's first card for receiving payments. The Payment Card.
The world's first card for receiving payments. The Payment Card.
Find out more

Moneyboxes

Add moneybox

Nobody created moneybox for this fundraiser yet. Your moneybox may be the first!

Donations 376

preloader

Comments 2

 
2500 characters
  • Anna Dobosz

    Pani Kasiu, ściskamy mocno - jakby było trzeba oddawac krew dla Pani Beatki, prosimy o informację - kiedyś oddawaliśmy dla Pani córki, oddamy i dla Pani Beatki!

  •  
    Anonymous user

    Wytrwałości!

    50 zł