Description
Kochani!
Zwracamy się do Was z sercem pękniętym na pół, ale wciąż pełnym nadziei. Dzisiaj Kubuś ma już 3,5 roku. Podczas gdy inne dzieci w jego wieku uczą się mówić pierwsze pełne zdania, biegają śmiejąc się do rodziców i odkrywają świat, nasz synek codziennie stacza cichą, wycieńczającą walkę o własne zdrowie. A my... my żyjemy w ciągłym, paraliżującym strachu i wielkiej niewiedzy.
Niewidzialny wróg, który odbiera nam dziecko.
Kubuś cierpi na ciężką padaczkę lekooporną. To jednak nie jest zwykła choroba – to okrutny objaw czegoś innego, głębszego, co wciąż niszczy jego organizm od środka, a czego lekarze dotąd nie potrafią nazwać. Przetestowaliśmy już 6 różnych leków przeciwpadaczkowych, przeszliśmy ciężką terapię sterydową... I nic. Jesteśmy dokładnie w tym samym punkcie, w którym byliśmy, gdy Kubuś miał półtora roczku. Nic na niego nie działa.
Ataki padaczkowe dopadają go codziennie. Bywały dni, w których jego malutkie ciało przeżywało nawet 30-40 napadów dobowo. Do tego dochodzą nagłe, niebezpieczne spadki cukru (hipoglikemia), które wycieńczają go jeszcze bardziej.
Cień choroby rośnie razem z nim. Kubuś nie mówi. Nie potrafi utrzymać z nami kontaktu wzrokowego, nie bawi się z nami tak, jak marzy każdy rodzic. Choć stawia kroki, nie rozumie tego, co do niego mówimy. Poznawczo nasz 3,5-letni syn żyje na poziomie rocznego maluszka. Przez lekooporną padaczkę jego rozwój po prostu się zatrzymał.
Co zrobiliśmy dzięki Waszym gorącym sercom?
Nie siedzieliśmy z założonymi rękami. Dzięki środkom z poprzedniej zbiórki przeszliśmy przez prawdziwy maraton medyczny, wierząc, że w końcu usłyszymy diagnozę:
- wykonaliśmy badania WES Trio, badania metaboliczne oraz mikromacierz ACGH,
- przeprowadziliśmy 3 rezonanse magnetyczne i 2 traumatyczne punkcje lędźwiowe. Wszystkie wyniki wracają jako „prawidłowe”,
- opłacaliśmy ciągłe konsultacje u specjalistów (neurologów, genetyków, immunologów, dietetyków), rehabilitacje, leki, suplementy i dojazdy.
Każdy kolejny prawidłowy wynik badania był dla nas sekundowym wytchnieniem i równocześnie ogromnym ciosem w serce – bo wciąż nie wiemy, jak pomóc naszemu dziecku.
Walczymy o każdy dzień – leczenie objawowe
Kubuś pozostaje pod opieką Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Próbujemy wszystkiego, co dawałoby mu chociaż cień szansy:
-dieta ketogenna: pierwsza próba zakończyła się nawrotem groźnej hipoglikemii, ale w listopadzie podejmujemy kolejną waleczną próbę,
- terapia sprowadzanym sterydem (Synacthen): jeśli dieta zawiedzie, musimy zdobyć lek sprowadzany z USA, wyjątkowo trudny do pozyskania, ale dający nadzieję na wyciszenie ataków,
- wzmocnienie immunologiczne: wywalczyliśmy miejsce w rocznym programie lekowym w Łodzi. Co tydzień spędzamy godziny w drodze i szpitalu, by Kubuś otrzymywał immunoglobuliny,
- nieprzerwana rehabilitacja: syn goni czas na zajęciach logopedycznych, fizjoterapii i Integracji Sensorycznej (SI).
To wszystko to jednak walczenie ze skutkami, ciosy zadawane po omacku w ciemności. Aby uratować przyszłość Kubusia, musimy trafić w samą przyczynę.
Nadzieją na odnalezienie źródła choroby jest WGS Trio (dla Kubusia oraz dla nas, rodziców). Wykonuje się je wtedy, gdy absolutnie wszystkie inne metody zawiodły.
Cena badania WGS Trio, połączona z codziennym kosztem nieprzerwanej rehabilitacji, cotygodniowych wyjazdów do szpitali w Łodzi i Warszawie, suplementami i kolejnymi konsultacjami, przerasta nasze możliwości finansowe. A nie możemy się zatrzymać ani na jeden dzień.
Chcemy tylko jednego – usłyszeć kiedyś od Kubusia pierwsze słowo, zobaczyć świadomy uśmiech w jego oczach i dać mu szansę na życie bez codziennego bólu i strachu przed kolejnym atakiem.
Sami nie damy rady. Prosimy Was z całego serca – bądźcie z nami w tej walce.
Każda wpłacona złotówka, każde udostępnienie tej historii i każda dobra myśl to dla Kubusia ogromna szansa na diagnozę i życie.
Dziękujemy za każdą pomoc, za każdy gest dobra!❤️🧸
Mama i Tata Kubusia
Dla Kubusia od Kajtusia😘 trzymamy kciuki