Pomóżmy wolontariuszce Beacie uratować kotkę Pyzę
Pomóżmy wolontariuszce Beacie uratować kotkę Pyzę
Description
Kochani...
czasem los sprawdza tych, którzy przez całe życie nieśli pomoc innym.
Beata - opiekunka pięciu kotów i dwóch psów, wieloletnia wolontariuszka schroniska „Cztery Łapy” w Szczytnie, osoba, która nigdy nie przeszła obojętnie obok cierpienia - dziś sama potrzebuje naszego wsparcia. Nie dla siebie, ale po to, by ratować życie swojej ukochanej kotki PYZY.
Pyza to kot, który nigdy nie poradziłby sobie w schronisku. Cicha, wycofana, żyjąca na własnych zasadach. Taka, którą łatwo przeoczyć, a która najmocniej przywiązuje się do jednego człowieka. Do Beaty.
Historię Pyzy opowiada sama Beata:
„Jej właściciele wyjechali za granicę. W mieszkaniu zostały pies i kot. Pies znalazł nowy dom jako pierwszy. Kot przez jakiś czas był dokarmiany przez znajomą właścicieli. Na wiosnę 2020 roku, pięcioletnia wtedy kotka trafiła do mnie.
Od początku była samotnikiem. Warczała, gdy inne zwierzę do niej podchodziło. W schronisku nie poradziłaby sobie.
To bardzo spokojna kotka, mało ruchliwa, lubiąca wylegiwanie się. Na inne koty patrzy z dystansem. Do dziś żaden kot ani pies nie może się do niej zbliżyć. Nawet na mnie potrafi zawarczeć, gdy coś jej nie pasuje.
Bardzo przeżywa pojawienie się nowych zwierząt. Być może stres związany z pojawieniem się Puszkina wpłynął na jej obecny stan zdrowia. No i choroba Puszkina.
Puszkin trafił do mnie późną jesienią jako pięciodniowy kociak. Nie mogłam zostawić go wyziębionego w schronisku - do rana by go nie było. Udało mu się przeżyć... ale tylko trzy miesiące.
Pyza zaczęła chudnąć, choć jeszcze jadła. Potem z dnia na dzień jadła coraz mniej. Wyniki krwi były dobre. W końcu prawie przestała jeść. USG - płyn w jamie brzusznej. Test PCR - dodatni.”
Diagnoza.... FIP.
Dla Beaty to kolejny cios po stracie Puszkina. Kolejna walka, której nie chce przegrać.
Bo Pyza to nie „kolejny kot”. To dom, bezpieczeństwo i zaufanie, budowane latami.
Leczenie, które może uratować Pyzę, potrwa trzy miesiące.
Jego koszt to około 8 tysięcy złotych.
Jedna dawka leku na około 10 dni to 600 zł, do tego badania i stałe kontrole.
Beata nigdy nie prosiła o pomoc. Zawsze była tą, która pomagała.
Dziś jednak sama nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru.
Nie pozwólmy, żeby została z tym sama.
Pomóżmy Beacie uratować PYZĘ.
Każda złotówka to kolejny dzień życia.
Każde udostępnienie to kolejna szansa.



