Na spełnienie marzeń
Na spełnienie marzeń
Description
Witam nazywam się Sylwia jestem mężatką oraz z mamą trójki dzieci. Wydawać by się mogło że wszystko będzie dobrze,bo oboje z mężem pracujemy i staramy się jak możemy zagwarantować naszym dzieciom wszystko. Niestety nam się nie udaje .
Początkowo mając już faceta i dzieci chcieliśmy razem zamieszkać bez rodziców,więc zaczęliśmy wynajmować mieszkanie niestety nie na długo bo w ciągu trzech lat mieliśmy ze cztery wynajmowane mieszkania.
Niestety problem zawsze był ten sam że dziecko jest zbyt głośno,hałasuje,skacze i biega. Ewidentnie Sąsiedzi widocznie nie mieli swoich dzieci. Które też w jakiś sposób musiały się wychować.
Zaczynając na dobrą sprawę od początku nasza rodzina to rodzice i trójka dzieci niestety najstarsze dziecko jest od pierwszej klasy miały problemy z zachowaniem więc zostaliśmy skierowani do poradni psychologiczno-pedagogicznej aby dziecko zdiagnozować dostaliśmy opinie. O braku koncentracji dziecka i wymagania od poradni dla nauczycieli pomoc, która mogłaby być dla tego dziecka pomocną niestety wydaje mi się że żaden chyba z nauczycieli nie był w stanie dostosowywać się do wszystkich zaleceń. Dziecko dalej było nieznośne strasznie każdemu dokuczało w szkole oraz było agresywne i ciągle na jego dzienniczku wychodziły nowe uwagi. Po braku pomocy z poradni stwierdziliśmy że pójdziemy z nim do psychiatry dziecięcego a może uda nam sie coś ważnego wyhaczyć, po wizycie okazało się że dziecko ma zaburzenia psychokinetyczne nadmierną ruchliwość i problemy z koncentracją.Zostały mam przepisane leki tabletki które niestety widocznie były zbyt mocne i strasznie go otumaniały, jakby nie był sobą po prostu,później znowu dostał syrop,który usypiał dziecko. Prawdopodobnie wszystkie leki były dla niego zbyt mocne w końcu po prośbach nauczycieli zrezygnowaliśmy z nich wszystkich. W drugiej czy trzeciej klasie nawet zgłoszona była sprawa do opieki ponieważ dziecko było agresywne w szkole. Na chwilę obecną dziecko jest w piątej klasie nie ma praktycznie żadnych uwag już nie mówiąc o zachowaniu które jest na chwilę obecną super.Dodatkowo dziecko ze szkoły dostało informację że ma nadwagę. Ważąc około 60kg.
Przy drugim dziecku problem emocjonalny był okej ale niestety na chwilę obecną dziecko boryka się z dużą nadwagą ma 10 lat a waży około 70 kg i siły mimo dużej wagi ma naprawdę sporo siły w swoim ciele.Aby pomóc naszemu dziecku zapisaliśmy młodego na siłownię z trenerem personalnym a żeby nie był sam i tata go wspierał,poszli razem niestety jest to kosztowna sprawa. I czasami bardzo trzeba zacisnąć pasa aby było wszystko w porządku do ostatniego dnia miesiąca.
Na końcu nasza córeczka,perełka,która w 21 roku została zaatakowana przez psa sąsiadki na podwórku naszej kamienicy. Niestety dziecko doznało poszarpania policzka przez ugryzienie z drugiej strony podrapał ją dosyć mocno. Do tej pory staramy się aby jej buźka wróciła do pełnej sprawności. Po całym zdarzeniu tydzień czasu była na oiomie w śpiączce, później około dwóch tygodni dochodziła do siebie na sali szpitalnej,gdzie na nowo uczyła się chodzić,mówić,jeść (ogólnie funkcjonować).
Jeżeli chodzi o mnie to od co najmniej trzech lat borykam się z depresją. Moim zdaniem depresja zaczęła się około 2 lata po wypadku córeczki gdzie ani ja ani mąż,nie potrafiliśmy sobie z tym w żaden sposób poradzić. Na chwilę obecną leczę się farmakologicznie i czekam na lepszy dla mnie czas.
Jeżeli chodzi o męża po wypadku córki wpadł w bardzo źle i ciężkie dla nas towarzystwo.Mimo że dla nas mąż stara się wyjść z towarzystwa i tego co było dostępne. Niestety ciężko jest mu funkcjonować normalnie. Sama starałam się też mu pomóc. Były wszywki był naltex i inne leki od psychiatry w międzyczasie nabawił się nerwicy lękowej przez pracę w której w danym momencie był. Od kilku lat było nam naprawdę ciężko ja pracuję jako sprzątaczka żeby dorobić coś do domowego budżetu mąż od kilku lat mimo że stara się zarabiać to zmienia pracę ze względu na to że nie wypłacają mu normalnej pensji. Zawsze coś ucinają, mówiąc że coś było nie tak.
Tak więc o to nasza rodzinka no nie jest to rodzinka z obrazka ale tacy są normalni ludzie, którzy przeżyli w życiu traumę,krzywdy bądź straty kogoś najważniejszgo.
Mieszkamy w kamienicy około 50 m2 po śmierci pradziadków staraliśmy się wyremontować ją jak najlepiej od samego początku dołożyliśmy centralne ogrzewanie i podwiesiliśmy sufit. Na tyle ile nam starczyło na dany moment zrobiliśmy w tym mieszkaniu wszystko. Niestety minęła pierwsza zima kamienica jest nieocieplona przez co mieszkania w tym i nasze są strasznie zawilgocone. Mamy jeden pokój zewnętrzny w którym śpią dzieci oraz kuchnię z naszym jakby salonem i łóżkiem do spania oraz kawałek korytarza toaleta i WC osobno. Nic ciekawego bo niestety taki metraż na taką ilość osób jest dosyć mały. Mieszkanie należy do towarzystwa budownictwa społecznego i nie płacimy za nie Bóg wie jakich pieniędzy bo czynsz jest w granicy 400 zł dodatkowe nasze wszystkie media i opłaty. Nie wspomnę już o prądzie który nas zżera co całe dwa miesiące.
Niemniej jednak dalej tu mieszkamy ale jest coraz gorzej mimo że podwiesiliśmy sufity założyliśmy centralne ogrzewanie to mieszkanie bez ocieplenia kamienicy strasznie wilgocieje. Dzieciaki od samego początku zaczęły chorować właśnie przez tą wilgoć z którą nie możemy sobie każdej zimy i wiosny poradzić. Żadne płyny nic innego nie pomaga kamienica jest nieocieplona a zawsze najzimniej mamy w pokoju dzieci i w łazience z wanną. Więc zimą kąpanie dzieci jest naprawdę na szybko z otwartymi drzwiami i dogrzewaniem porządnie mieszkania.
Zrzutkę zakładam po to abyśmy mogli zacząć normalnie żyć nie tylko ja,nie mąż ale zwłaszcza dzieci które w pokoju mają największy kłopot.
Naszym największym marzeniem jest mieszkanie bez wilgoci oraz poprawienie buziaczka córki,które jest w bliznach. Robimy wszystko to co lekarz każe, ale niestety blizny są nadal widoczne. Pomimo laseroterapii i fizjoterapii oraz wypróbowania bardzo dużej ilości kremów bądź maści dalej buźka nie wygląda najlepiej.
Tak więc bardzo bym prosiła was wszystkich o wsparcie naszej zrzutki abyśmy mogli zacząć normalnie żyć aby zapewnić naszym dzieciom zdrowe otoczenie bez wilgoci. Aby mogli cieszyć się dzieciństwem. Bez chorób i problemów z drogami oddechowymi ze względu na wilgoć w mieszkaniu. Bardzo też bym was prosiła o pomoc, aby nasza córeczka mogła funkcjonować normalnie. Mimo że sami staramy się pomagać jak możemy, pracując oboje i dostając wynagrodzenie niestety na pięć osób z problemami nie zawsze to wystarcza. Przeważnie brakuje nam do końca miesiąca i zazwyczaj musimy użyczać pieniążki aby móc przetrwać. Sami nie jesteśmy w stanie zapewnić dzieciom godnego życia zwłaszcza w tym mieszkaniu. Niestety na inne nas nie stać. Staraliśmy się jak mogliśmy żyć samodzielnie niestety nie udało nam się. Stąd też proszę o pomoc niekoniecznie dla nas ale dla dzieci. Rodzina pomogła jak potrafiła zwłaszcza przy remoncie mieszkania,które co roku wymagało odświeżania a po katastrofie córki gdzie był zrobiony całkowity remont mieszkania aby wszystko było czyste i sterylne dla małej aby buziakowi nic nie zaszkodziło. Mieszkanie na chwilę obecną jest w stanie opłakanym,ciągle widoczna wilgoć,która unosi się w powietrzu, odparzające się ściany przez które wszystko co jest położone na ścianie odpada.
Jeśli ktoś dotarł do końca mojej historii dziękuję. Niestety nie każdy bo w dzisiejszych czasach potrafi pomoc. Wiem że jest bardzo dużo dzieci które chorują na choroby nieuleczalne bądź uleczalne ale za dużą ilość pieniążków. Mimo wszystko bardzo bym prosiła o pomoc dla mnie, i dla dzieciaczków.
Zostawiam zdjęcia córeczki buziaczkiem kilka dni po laserze oraz naszego mieszkania gdzie jest wilgoć oraz wszystko odpadające ze ściany. Zdjęcia są z ostatnich dni i mimo wietrzenia mieszkania wilgoć nie znika a zostaje. Nie mówiąc o tym że zimą jest i jeszcze gorzej bo wilgoć wychodzi wszędzie i w toalecie i w wc, oraz w kuchni i najbardziej pokoju dzieci.
My jako rodzice nie jesteśmy idealni, nie ma takich osób. Ale staramy się z całych sił ,aby naszym dzieciom było jak najlepiej i miały normalne warunki do życia.