Description
24 sierpnia o godzinie 23:30 nasze życie w jednej chwili zamieniło się w koszmar.
Sławek obudził się z potwornym bólem głowy i po chwili stracił przytomność. Wtedy wiedziałam, że liczą się sekundy. Ułożyłam go w pozycji bezpiecznej, złapałam za telefon i w ciągu kilkudziesięciu sekund od jego upadku rozmawiałam już z dyspozytorem pogotowia.
Na karetkę czekaliśmy około 10 minut. Dla mnie była to wieczność.
Zabrali go do szpitala na SOR. Jeszcze w domu odzyskał przytomność, dlatego do ostatniej chwili miałam nadzieję, że wszystko skończy się dobrze. Po godzinie 2 w nocy lekarze powiedzieli mi, co się stało.
Pęknięty tętniak mózgu.
Nie mogłam w to uwierzyć. Jak to możliwe? Sławek nigdy poważnie nie chorował. Ostatnio trochę bolała go głowa i kark, dlatego przyjmował leki związane z problemami z kręgosłupem. Nic nie wskazywało na to, że wydarzy się coś tak strasznego.
Dla mnie to było jak film. Myślałam, że za chwilę się obudzę i okaże się, że to tylko zły sen.
Niestety, około dwóch godzin później jego stan się pogorszył. Lekarze musieli go zaintubować. Zdecydowano również, że nie będzie można przetransportować go do Poznania na operację i trzeba będzie operować go na miejscu.
Operacja trwała 6 godzin.
Przez cały ten czas siedziałam pod drzwiami bloku operacyjnego. Wyganiali mnie, gdy musieli przejść lekarze, pielęgniarki czy personel, a ja po cichu wracałam i czekałam dalej.
Bałam się jak nigdy w życiu.
Operacja się udała. Lekarze zaklipsowali tego „dziada”, który tak nagle odebrał nam normalne życie.
Około godziny 14 Sławek trafił na Oddział Intensywnej Terapii. I tam jest do dziś.
W ciągu niespełna doby doszło również do udaru.
Przez dwa dni był utrzymywany w śpiączce farmakologicznej. Później lekarze przestali podawać leki usypiające i pojawił się z nim niewielki kontakt. Reagował na proste polecenia, ściskał rękę.
Najlepiej reagował na mnie.
Może czuł, że to ja. Może czuł, jak bardzo go kocham.
Wczoraj przeprowadzono tracheotomię, żeby pozbyć się męczącej go rurki. Po zabiegu Sławek był na silnych lekach przeciwbólowych. Od dwóch dni nie mamy z nim kontaktu.
Czekamy.
Jestem przy nim codziennie. Mówię do niego, opowiadam mu różne rzeczy, masuję go, całuję i trzymam za rękę. Chcę, żeby wiedział, że jestem. Że nie jest sam. Że jestem w tej walce razem z nim.
Nie tylko ja na niego czekam.
Czekają nasze dzieci, w tym nasza 8-letnia córka. Czeka rodzina i przyjaciele. Wszyscy wierzymy, że Sławek jeszcze do nas wróci.
Lekarze na tę chwilę dają mu szansę. Jest silnym, młodym mężczyzną i ma dla kogo walczyć. Ale jego stan nadal jest bardzo ciężki i zagrażający życiu. Każdy dzień jest wielką niewiadomą.
Ja jednak wierzę.
Wierzę, że nadejdzie dzień, kiedy zaczniemy rehabilitację, dalsze leczenie i będziemy krok po kroku walczyć o jego sprawność i samodzielność.
Tylko że powoli zaczynam rozumieć, jak ogromna walka jest jeszcze przed nami.
Niestety, oprócz ogromnego bólu i strachu o życie Sławka, z dnia na dzień pojawiły się również bardzo duże problemy finansowe.
Całe nasze dotychczasowe życie i plany zostały nagle zatrzymane. Pojawiły się koszty dojazdów do szpitala, codziennego funkcjonowania, załatwiania niezbędnych spraw, a przed nami prawdopodobnie długa i kosztowna rehabilitacja oraz dalsze leczenie.
Nie wiemy jeszcze, jak będzie wyglądała nasza przyszłość i jak długo Sławek będzie potrzebował intensywnej pomocy.Jesli wszystko pójdzie w dobra stronę zostanie przetrasportowany na oddział udarowy w Świebodzinie. Może tez tak byc ze bedzie musial trafić do prywatnego ośrodka rehabilitacyjnego gdzie miesieczny koszt to 30 tys zl.
Ja również obecnie nie mogę normalnie pracować. Jestem na zwolnieniu lekarskim i pod opieką psychologa. Nie wiem, jak długo będę mogła pozostać na zwolnieniu. Wiem jednak, że w pewnym momencie będę musiała wrócić do pracy, żeby móc utrzymać siebie i naszą córkę.
Z dnia na dzień znaleźliśmy się w sytuacji, której finansowo po prostu nie jesteśmy w stanie udźwignąć sami.
Zawsze byliśmy samowystarczalni. Zawsze radziliśmy sobie własnymi siłami i nigdy o nic nie prosiliśmy.
Dzisiaj jednak muszę odłożyć dumę na bok.
Muszę myśleć nie tylko o sobie, ale również o naszej 8-letniej córce, o naszej przyszłości i przede wszystkim o Sławku.
Chcę zrobić wszystko, co będzie możliwe, żeby wyciągnąć go z tego i zapewnić mu najlepsze warunki do powrotu do życia.
Dlatego dzisiaj po raz pierwszy proszę o pomoc.
Każda złotówka będzie dla nas ogromnym wsparciem. Pomoże mi być przy Sławku, pokrywać koszty dojazdów i codziennego funkcjonowania, a przede wszystkim przygotować się na rehabilitację i dalsze leczenie,oraz warunki po mieszkanie na 4 piętrze bez windy tez bedzie dla nas ogromnym utrudnieniem kiedy tylko Sławek będzie gotowy na kolejny etap tej walki.
Nie wiem, jak długa droga przed nami.
Nie wiem, co przyniosą kolejne dni.
Wiem tylko jedno — nie zamierzam się poddać.
Sławek musi teraz odpoczywać i zbierać siły.
A ja będę przy nim.
Będę mówić, trzymać za rękę, całować, czekać i wierzyć.
Proszę Was o pomoc. Ale przede wszystkim proszę — trzymajcie z całej siły kciuki za Sławka.
Jeśli możecie wpłacić choćby symboliczną kwotę — będziemy ogromnie wdzięczni. Jeśli nie możecie pomóc finansowo, udostępnijcie proszę tę zbiórkę dalej. Każde udostępnienie może sprawić, że dotrze ona do kolejnej osoby, która będzie chciała nam pomóc.
Dziękuję mojej rodzinie, bliskim, przyjaciołom i wszystkim, którzy są z nami w tym najtrudniejszym momencie.
Dziękuję za każdą złotówkę, każde dobre słowo, każdą wiadomość, każde udostępnienie i każdą modlitwę.
Miśku , walcz.
Czekamy na Ciebie.
Kochamy Cię. ❤️
Trzymamy kciuki!!!
Dziękuję ❤️
Trzymaj się się Paulina jesteśmy z wami ❤️
Dziękuję ❤️
Będzie dobrze. Trzymaj się Paulina.
Bardzo dziękuję Madziu❤️