Adopcja wirtualna Mawro
Adopcja wirtualna Mawro
Description
Historia Mawro (dzisiaj dostałby na imię Mawros, bo lepiej znam grecki) poruszyła wiele serc: to jeden z naszych pierwszych podopiecznych. Przyszedł do nas w grudniu, z bratem. Chłopaki mieli nie więcej niż 1,5 mc. Obydwoje przeraźliwie bali się człowieka, ale umierali z głodu. Co stało się z ich matką? Nie wiemy. Wtedy jeszcze nie mogłam zabrać ich do domu, tam gdzie wynajmowałam mieszkanie, właściciel nie zgadzał się na koty. Thanasis się nad nimi zlitował i zabrał je do swojego warsztatu.
Mawro bał się wszystkiego: ludzi, wysokości, innych zwierząt. Kochał tylko swojego brata. Jego brat – Aspro, cierpiał na syndrom głodu. Mimo, że odkąd do nas trafił nie brakowało mu jedzenia, rzucał się na wszystko. Nawet na obierki z warzyw. Któregoś dnia wyszedł z warsztatu i udał się do kojca psów myśliwskich dalszego sąsiada. Pewnie skusiło go jedzenie w ich miskach. Znaleźliśmy jego szkielet.
Mawro przeraźliwie płakał za swoim bratem. Wszędzie go szukał.
Po jakimś czasie bardziej otworzył się na ludzi. I zaprzyjaźnił z innym kotem, który do nas trafił – z Piratem.

Chłopaki kochali się z całego serca. Któregoś dnia Pirat też zaginął. Szukaliśmy go wiele dni. Wszędzie. Na wsi. Po polach. W lasach. Nigdy nie znaleźliśmy nawet śladu Pirata. Trutka albo zabiły go psy.
Wszyscy mieliśmy złamane serce: Mawro i my. Mawro zaczął sikać krwią. Wtedy zaczęły się jego problemy z pęcherzem.
Na szczęście mniej więcej w tym czasie Mawro wreszcie mógł się stać kotem niewychodzącym. Ogromnie związał się wtedy z nami, z ludźmi, a Thanasis stał się jego ukochanym człowiekiem.
Jednak każda zmiana, stres powodowała jego problemy z pęcherzem, a te w końcu zaczęły powodować struwity.
Mawro wielokrotnie musiał być hospitalizowany i cewnikowany, aż wreszcie udało się opanować jego stan odpowiednimi lekami i karmą. Nadal jest jednak kotem niesamowicie wrażliwym: jak Mawro kocha, to robi to CAŁYM sercem. Jednak nie radzi sobie z ogromem swoich emocji i zapewne ma to związek z tym, że bardzo szybko został sierotą.
Gdyby Mawro nie zamieszkał w domu, ze swoją wrażliwą naturą, prędzej czy później umarłby straszną, bardzo bolesną śmiercią z zatkaną cewką moczową. Chyba, że wcześniej zjadłby trutkę, padłby ofiarą psów, złych ludzi, zginął pod kołami samochodu...
Wiele lat bardzo aktywnie szukałam mu domu. Dzisiaj Mawruń ma około 6 lat. I trudno mi uwierzyć, że jeszcze ma szansę na dom. Ale my robimy wszystko, by ten dom dla niego stworzyć.