id: ab7nes

Śleputek potrzebuje wsparcia.

Śleputek potrzebuje wsparcia.

 
Karolina Kosała

Description

Nasz śleputek ma szansę na pomoc ❤️

Edit : Będzie długo, ale jak masz czas to przeczytaj. 


🗓️Niedzielne popołudnie. Dostaję zgłoszenie – niewidomy pies leży na poboczu między Pszczółczynem a Jeżewem.


Nie mogłam pojechać od razu. Ale kiedy tylko było to możliwe – ruszyłam.


Mimo iż minęło sporo czasu, to leżał dokładnie tam, gdzie został zgłoszony. Nieruchomy... jakby już nie żył. Ale żył. I kiedy podeszłam – ostatkiem sił wstał.


To miejsce było bardzo niebezpieczne, więc ściągnęłam go do rowu. Tam próbowałam założyć kaganiec i złapać go na pętlę. Bał się, warczał, burczał... ale się nie poddałam. Dzięki jedzeniu udało się – kaganiec założony, pętla też.


Byłam sama. On był bardzo słaby. Ja – zmagająca się z osłabieniem mięśni. Każdy krok był wyzwaniem. Ale w pewnym momencie jakby zrozumiał, że chcę mu pomóc. Ruszył. Powoli, krok po kroku doszliśmy do auta stojącego na awaryjnych po drugiej stronie drogi.


Do auta nie miałam już siły go wsadzić.


Trzy samochody nas minęły mimo mojego machania ręką z prośbą o zatrzymanie... dopiero czwarty się zatrzymał. Obcy człowiek wysiadł i pomógł mi go włożyć na tylne siedzenie. Bez niego by się nie udało.


Niedziela – brak możliwości załatwienia czegokolwiek w gminie. Jeździłam, szukałam pomocy, zgłosiłam sprawę na 112, żeby wszystko było odnotowane. Pani sołtys chciała pomóc, ale nie miała jak go zabezpieczyć. Ustaliłyśmy, że zabiorę go i będę działać dalej.


Nie miałam dla niego miejsca.


Dlatego najpierw do powrotu męża z pracy zabezpieczyłam go po prostu w samochodzie, a później z pomocą męża – w dużym psim kontenerze przenieśliśmy go do pomieszczenia piwniczno-garażowego. To nie były warunki, jakie chciałabym mu zapewnić, ale jedyne bezpieczne, jakie miałam. Nie mogłam wsadzić go do kojca, gdzie wcześniej było parwo.


Już następnego dnia, z samego rana, pojechałam z nim do weterynarza.


Został dokładnie przebadany, pobrana została krew, dostał zabezpieczenie na pchły i kleszcze oraz tabletki na robaki... ale to nie wszystko. Był odwodniony i skrajnie wygłodzony, dlatego dostał również zastrzyki oraz kroplówki nawadniające i witaminowe. Koszt wizyty: 475 zł.


Był bardzo słaby... ale kiedy zjadł, napił się i dostał pomoc, zaczął wracać do sił. Po wizycie u weta zabrałam go na mały spacer na łąkę i do lasu. 


Dzięki pomocy Dorotki 🩷 udało się go ogłosić. 

Na Jej profilu jest o nim post, możecie sobie zobaczyć i poczytać te komentarze, na które z resztą nie było kiedy odpisywać na bierząco, bo byliśmy zajęci szukaniem mu pomocy. 

Komentarzy – jak zawsze – było mnóstwo. Dobrych rad jeszcze więcej. Ale realnej pomocy prawie wcale. Tylko pytania „co z pieskiem” dla ciekawości, a nie dla chęci zaproponowania pomocy, bo przecież jakbyśmy nie pomogli, to byłoby kogo hejtować prawda ? 

Komentują najwięcej Ci, co nie mają pojęcia o tym jak to wszystko wygląda realnie, gdzieś coś przeczytali, gdzieś coś zobaczyli na internecie i nas pouczają - nas osoby na codzień tym się zajmujące, będące w razie problemów w kontakcie z gminami i służbami ( policją ). 

Ja nie mówię, że jesteśmy idealni, ale rady typu : wezwijcie schronisko, to nie dla nas, bo my nie chcemy wsadzać psów do schronisk, my je przed schroniskami ratujemy i zapamiętajcie to sobie raz na zawsze ciocie i wujkowie dobra rada. 


Dzięki nagłośnieniu przez Dorotę pojawiła się Ania🩷. To ona zaproponowała dla niego miejsce – awaryjne, ale dające nadzieję.


Pojechaliśmy tam z mężem... i na miejscu okazało się, że to nie koniec dobra. Pies został zabezpieczony u sąsiadki Ani – cudownej Julity🩷. Miała dla niego dużą, ocieplaną budę, ale bez kojca. Jednak dla chcących pomóc, nie ma rzeczy niemożliwych 💚 

💙Mąż Ani Patryk z pomocą moje męża 💙wspólnymi siłami na szybko zrobili dla niego kojec z paneli ogrodzeniowych🫶. Pies tam został, a my wróciliśmy do domu szczęśliwi, że pies jest wreszcie dobrze zabezpieczony. 


Opieka, dobre jedzonko, spokój i Śleputek odżył🥹


Przestał warczeć. Zaczął ufać. Daje się głaskać. Bawi się zabawkami. Okazało się, że to nie staruszek... ma około 4 lat.


Nie widzi. Kuleje. Przed nami kolejne wizyty – szczepienia, diagnostyka, trzeba przebadać łapy i coś zrobić z oczami, które najprawdopodobniej go bolą. 


Ma już zapewnione kolejne miejsce u Marzeny🩷 w Wilczym Siole 🤎 Dziękuję za chęć pomocy mu🫶 

U nas na Podlasiu znaleźć takiemu psu miejsce na dłużej, to jak wygranie w totolotka. 

A u Marzeny może wydarzy się cud i ktoś go wypatrzy i pokocha?🥹 bo już widzimy, że to fajny pies 🐕 😊


Powstała zbiórka – ustawiłam ją tak po prostu bez przeliczania na początku na 3000 zł., ale zwiększyłam, bo już wiemy, że pies będzie potrzebował wizyt u specjalistów i być może operacji oczu.

Na tą chwilę 475 zł zostało wydane na pierwszą wizytę, nie licząc wożenia, a przed nami kolejne koszty: leczenie, szczepienia, kastracja, transport, specjaliści ( od łap i oczu ), może i operacja oczu, które możliwe, że go bolą 🥺


Ta zbiórka to jego bezpieczeństwo.


💞Dziękuję każdemu, kto już pomógł ❤️ – Dorotce za ogłoszenia, Ani za znalezienie miejsca, Julicie za serce i opiekę, Patrykowi i Marcinowi za zrobienie kojca i Panu, który się zatrzymał... i najważniejsze : tej jednej jedynej, która się zatrzymała i pochyliła się nad jego ciałem i losem i mi go zgłosiła - Asi 🩷 żeby nie Ona, to zapewne już by nie żył.. I każdemu z Was za wpłaty🫶.


Wiem, że to trudny, przedświąteczny czas... ale jeśli możesz wpłać kilka złotych dla niego. Dla psa, który leżał na poboczu i czekał... aż ktoś się zatrzyma.


Dziękuję z całego serca ❤️


Comments 3

 
2500 characters
We prioritize safety. If you have any concerns, please report this fundraiser using