Na leczenie szczurków - Samuela i Klemensa
Na leczenie szczurków - Samuela i Klemensa
Updates8
-
Nie mam dobrych wieści :(
Wizyta kontrolna w piątek.
Niestety inhalacje nie pomogły, więc je odstawiliśmy.
Weterynarz wykonał RTG Samuelowi i Klemensowi - nie było tam cech zapalenia, więc nie włączyliśmy żadnego antybiotyku.
U Klemensa trzeba było dołączyć dwa leki: cardisure i furosemid.
Dodatkowo okazało się, że cała trójka ma świerzb😕 więc dostali leczenie też na to.
Niestety w weekend u Samuela było źle, więc w poniedziałek pojechałam znowu do weterynarza. Samuel miał duszności - na tyle duże, że weterynarz zaproponował zostawienie szczurka w szpitaliku. Tam był pod tlenem, dostawał leki.
We wtorek przy odbiorze czuł się bardzo dobrze! Dostaliśmy recepty na leki, w tym jeden nowy - Salbutamol.
Niestety… poprawa nie trwała długo. Samuel znowu ma duszności i prawdopodobnie dzisiaj znowu pojadę na wizytę :(


0CommentsNo comments yet, be first to comment!
Add updates and keep supporters informed about the progress of the campaign.
This will increase the credibility of your fundraiser and donor engagement.
Description
Rok temu adoptowałam 3 szczurki, cudowne istoty, dawały mi bardzo dużo radości, nauczyłam je sztuczek takich jak obroty czy skakanie mi na rękę, rosły jak na drożdżach❤️
Niestety… w maju tego roku jeden ze szczurków (nie mając jeszcze nawet roku!) zachorował. Zaczął chrumkać, udaliśmy się do weterynarza, początkowo nie było paniki - pewnie to zapalenie płuc, dostał antybiotyk, wet powiedział, ze to młody szczurek powinien szybko z tego wyjść. Niestety… tydzień później nie było żadnej poprawy a wręcz bardzo duże pogorszenie :/ Wylądowaliśmy na nocnej wizycie emergency ze szczurkiem i usłyszałam diagnozę - obrzęk płuc, oraz to że szczurek może nie dożyć do rana. Samuel został na noc w szpitaliku, pod tlenem, dostając leki. Ciężka to była noc i dla niego i dla mnie, ale.. przezył!! Niestety to był dopiero początek dalszych przygód…
Zapalenie płuc, pomimo zmiany antybiotyku, nadal nie chciało się wyleczyć. Na jednej z wizyt kontrolnych weterynarz zwrócił uwagę na dziwną masę wyczuwalną na szyi zwierzaka i to, że Samuel niesamowicie schudł. Zrobiliśmy zdjęcie RTG i okazało się, że pomiędzy tchawicą a przełykiem znajduje się jakiś guz. Nie wiedzieliśmy co to, ale doktor zdecydował się operować i okazało się, że był to wielki naczyniak. Na szczęście zmiana łagodna, ale nie wiadomo było czy nie zacznie nawracać. Kilka dni później zdiagnozowano u niego też kardiomiopatie rozstrzeniową - więc od razu dostał masę nowych leków. Mijały tygodnie, leczenie przynosiło wymierne skutki. Aż na jednej wizycie znowu masa pod szyją zaczęła być wyczuwalna. Niestety w USG wyszło, że tym razem masa nacieka już na tchawicę. Początkowo rokowania były złe - doktor nie wiedziała do końca co mi zaproponować. Ostatecznie szczurek zaczął przyjmować chemioterapie. Niestety masa guza nie zmniejszała się, ale z drugiej strony też nie urosła. Postanowiliśmy podawać mu dalej wszytskie leki tak by jak najdłużej mógł w komforcie cieszyć się swoim szczurzym życiem, a gdy przyjdzie czas pożegnać go😞
Od diagnozy nowotworu minęły już dwa miesiące. Jka na szczura to bardzo duża przeżywalność! Zbliża się rok akademicki i ja powróciłam do Warszawy, a tam byłam na wizycie u weterynarza, który usuwał mu naczyniaka. A ten powiedział… że o dziwo guz wgl nie wzrasta, wcale nie jest taki duży i gdyby miał być złośliwy to Samuel już dawno by nie żył. Hura! Mogę żyć w mniejszym strachu o to, że jutro może być jego ostatni dzień.

Ale… to wszytsko kosztuje. Co gorsza od dwóch tygodni drugi szczurek też chrumoli i też dostaje leki. Nie poprawia mu się, musiał mieć zmieniony antybiotyk, a niewykluczone, że tu również zdiagnozowana będzie choroba serca i leki zostaną włączone na stałe.
Te koszta powoli zaczynają przerastać moje możliwości, od maja na leczenie wydałam ponad 2 tys złotych, a w samym wrześniu 500zł… Sama nie wiem jak przez te ostatnie kilka miesiący udawało mi się wyczarowywać te pieniądze, ale to pewnie zasługa tego, że w roku akademickim odłożyłam sobie trochę pieniędzy z korepetycji których udzielam. Niestety te oszczędności się kończą :\
Ja jestem studentką, udzielam korepetycji i stąd mam trochę pieniędzy, ale z tych pieniędzy opłacam także swoją terapię. Nie jestem w stanie wziąć więcej godzin, bo studiuję dośc wymagajacy kierunek - lekarski i muszę mieć też trochę czasu na nauke.
I tutaj zrodził się mój pomysł by założyć zbiórkę. Myślę, że kwota 3000zł powinna wystarczyć na około pół roku leczenia. A co dalej? Zobaczymy, może w tym czasie uda mi się odłożyć pieniądze z korepetycji na kilka kolejnych miesięcy leczenia. Pieniądze te wydałabym na wizyty u weterynarza i wszystkie potrzebne badania czy zabiegi, a także leki, na które w ostatnich tygodniach wydawałam niebotyczne jak na mój budżet kwoty.
W zdjęciach załączam dotychczasowe paragony i zapisy z wizyt, a kolejne wizyty też na bieżąco bym relacjonowała.
Ja, Samuel, Tymon i Klemens będziemy wdzięczni za tę pomoc <3



Proszę o wykonanie rysunku ze zdjęcia
Poproszę o rysunek, prześle mailem zdjęcie :)
zdrówka dla ogonków!