Maksiu żyje!! Walczymy dalej ❤️💪💪
Maksiu żyje!! Walczymy dalej ❤️💪💪
Description
Witam wszystkich serdecznie to nie będzie krótki opis więc zatrzymaj się proszę na chwilę i przeczytaj naszą cudowną historię. Maksiu jest moim przyjacielem od 12 lat. Trafił do mnie zupełnie przypadkiem połamany i tak zaczęło się nasze wspólne życie. W ostatnim roku przydarzyło nam się coś bardzo złego. Maksiu podupadł na zdrowiu i zaczął chorować. Długo szukaliśmy przyczyny po kilku miesiącach okazało się że Maksiu ma nowotwora w jamie nosowej. Bidulek przeszedł jedną operację usunięcia guza. Guz niestety odrósł większy. Byliśmy na wizycie w Czernicy gdzie powiedziano nam wyraźnie że jedyną szansą na przedłużenie życia mojemu przyjacielowi jest naświetlanie które mogę wykonać w Warszawie lub na Słowacji ponieważ guz jest nie operacyjny. Specjalnie w tym celu że założyłam zbiórkę w której uzbierałam naprawdę bardzo dużo pieniążków za co jestem wszystkim ludzi bardzo ogromnie wdzięczna. (nie zakładam zrzutki na tym samym profilu z takiego powodu że na pomagam nie mogę założyć zbiórki zostałam tam zablokowana całkowicie z powodu tego że mam komornika więc dlatego zakładam drugą zbiórkę na innym portalu.) W Czernicy przepisano nam chemioterapię farmakologiczna i wyjaśniono że ratuje nas tylko to naświetlanie megawoltowe. Zapytałam wprost ile mój pies przeżyje bez tej chemioterapii. Powiedziano mi że maksymalnie dwa miesiące a było to we wrześniu 2025.Kupilam Palladia po pierwszej dawce była tragedia nonstop krwawił... przerwałam to nie mogłam patrzeć na to... umówiłam się na konsultacje w Warszawie online i powiedziano mi tam że mogą przedłużyć życie mojemu pieskowi o pół roku może rok ale zostałam powiadomiona również o wszystkich skutkach ubocznych tych naświetleń(koszt leczenia 18 000 zl bez dojazdów I noclegów) i podjęłam decyzję że nie chcę sprawiać takiego cierpienia mojemu przyjacielowi dzięki rozgłosnieniu mojej zbiórki przez Macieja Kontrowersjusza trafiłam na wspaniałych ludzi. Poznałam cudowna i wspaniałą kobietę Anne ❤️która poleciła mi lekarza który leczy zwierzęta holistycznie. Postanowiłam zaryzykować postawiliśmy wszystko na jedną kartę nie chciałam Maksia męczyć chemią i skutkami ubocznymi bo dla pół roku życia 4 miesiące skutków ubocznych to by było tylko cierpienie dla niego a ja nie myślę o sobie tylko o nim . I tak Tym sposobem trafiliśmy z Maksiem do Opola do doktora Mirosława Tarki. Pierwszą wizytę w Opolu mieliśmy dnia 21 października. Maksiu miał wykonany biorezonans i Doktor przepisał mu od groma suplementów naprawdę od groma 😊 nie powiem że było łatwo zacząć to wszystko suplementować ale jest to możliwe. Kolejna wizytę mieliśmy 28 listopada😊kolejny biorezonans, kolejne suplementy, usunięcie dwóch zebow, dodatkowo wprowadzony wodor😊Maksiu czuje sie dobrze naprawde aż mi samej ciężko w to uwierzyć ale mój przyjaciel oddycha noskiem gdzie niestety wczesniej mial problemy z oddychaniem I oddychał pyszczkiem. Dziś jest 26 Styczen a Maksiu bez chemioterapii zyje I ma się naprawdę dobrze nie widze zadnego pogorszenia czy pogłębienie choroby. Jestem wdzięczna losowi za to wszystko i za tych ludzi cudownych których poznałam. 28 stycznia mamy kolejna wizytę i tu przychodzę z prosba do cudownych ludzi aby nas wsparli I abyśmy mogli kontynuować leczenie w Opolu. Wszystkie uzbierane pieniążki z poprzedniej zbiórki zostały w całości wydane na leczenie Maksia na wszystko mam paragony 😊 faktycznie troszkę to wszystko kosztowało ale naprawdę było warto. Ja przez to wszystko troszke mało pracowałam Bo jednak to wszystko wymaga czasu poświęcenia wiary i nadziei. Otworzyłam oczy na wiele innych rzeczy i wreszcie zaczęliśmy się cieszyć życiem razem kroczymy I mysle że oboje szczęśliwsi I silniejsi❤️💪 nie mam pojęcia ile to wszystko jleszcz e bedzie kosztowalo ale wiem jedno każde życie jest bezcenne a pieniądze są rzeczą do nabycia. Ja wiem również że niedługo też odbije się od finansowego dna ale jeszcze pracy troszkę muszę na to poświęcić a leczenia nie powinno czekac. Dlatego bardzo proszę wszystkich o modlitwę udostępnienia I wsparcie nas. Od niedawna naprawdę wierzę w cuda i wierzę w to że uda nam się po raz kojemy z waszym wsparcie uzbierac na leczenie. Mam też głęboka nadzieję że nasza historia otworzy oczy na to że nie zawsze to co powiedzą lekarze musi być prawda... Na to że antybiotyki i chemia nie są jedynym "lekiem".... Natura potrafi zdziałać cuda 🍀🍀🍀
Dziekuje z calego serduszka za przeczytanie naszej historii. Życzę wam wszystkim samych dobroci. Kochani wierzcie walczcie I nigdy sie nie poddawajcie💪🍀❤️