Pomóż mi stanąć na nogi po raku ❤️
Pomóż mi stanąć na nogi po raku ❤️
Description
Drodzy Znajomi i Nieznajomi,
Dawno już myślałam o założeniu tej zbiórki, ale wiecie - człowiek się długo zastanawia zanim poprosi o pomoc.
Szczerze Wam powiem, że pomyślałam jednak, że ludzie zbierają na tak różne rzeczy i jakoś im się udaje, że i ja spróbuję.
Na co jest moja zbiórka napiszę trochę niżej, a teraz kawałek mojej historii, której wielu z Was nie zna...
Nie chwaliłam się tym wszem i wobec, ale miałam nowotwór piersi - złośliwy. Guz był w zaawansowanym stadium i trzeba było natychmiast rozpocząć leczenie. Miał 6 cm i nadal szybko rósł. Nie pytajcie jak można przeoczyć taką morele w piersi... Ano można. Brak czasu, praca główna i dorabianie w drugiej, stres. Brak myślenia o sobie i zrzucanie wszystkiego na "jakoś to będzie, może przejdzie samo".
Mój rak to rodzaj raka potrójnie ujemnego, hormononiezależnego. ( Na szczęście nie jest genetyczny 🥳) . Niestety typ jest trudniejszy do leczenia i częściej może dawać wznowy i przerzuty. Cóż, jak wygrywać na loterii, to już najlepsze ! 👌🏻
Pierwszą diagnozę otrzymałam 12 sierpnia 2025, czyli dokładnie dzień przed moimi 44 urodzinami. Domyślacie się jak je świętowałam...
Tak naprawdę najpierw wpadłam w panikę, chowałam już się w grobie i myślałam kto zajmie się moim 17 l.synem - biorąc pod uwagę, że od zawsze wychowują go sama i jestem matką singielką.
Po pierwszej dobie płaczu i strachu otrząsnęłam się i stwierdziłam, że helloł ? przecież muszę się wyleczyć, po prostu !
Nie przeklęłam choroby, ani tego świata, nie zaczęłam walczyć z moim rakiem. Po prostu zaakceptowałam go, jako część mojego ciała i przyjęłam lekcje od Wszechświata z pokorą. Wiedziałam, że to wiadomość dla mnie ode mnie, że pora zacząć dbać o siebie, zmienić nawyki żywieniowe i ogólnie styl życia, przestać się tyle stresować i denerwować. Zrozumiałam też, że dostałam szansę - i że jeśli to zmienię - przeżyć drugie tyle lat co do tej pory.
W wielkim zaufaniu w wyzdrowienie i lekarzy oraz całą opiekę zdrowotną, którą zostałam otoczona, przeszłam przez chemioterapię białą i czerwoną oraz immunoterapię. Codziennie praktykowałam wdzięczność za to, że mam dostęp do takiego leczenia. Za ludzi, którzy mnie otaczają i są dla mnie tak wspaniali. Nauczyłam się jeszcze bardziej niż wcześniej czuć wdzięczność dosłownie za wszystko co nas otacza, a na co normalnie nie zwracamy uwagi. Uważamy, że nam się to należy i że wszystko co posiadamy jest jakby naturalne. Uwagę zwracamy głównie na braki.
Ano nie jest to, Moi Drodzy, wszystko takie naturalne. Dopiero, gdy przez miesiąc nie możesz czuć smaku czegokolwiek co jesz, bo masz tak ohydny smak w ustach po białej chemioterapii, doceniasz smak wszystkiego, co włożysz do ust, jakby to była najlepsza potrawa na świecie.
Chemioterapię przechodziłam różnie - raz lepiej, raz gorzej, ale uważam, że na tle wielu innych kobiet, które naprawdę cierpią, mogę być wdzięczna i za to.
Jak widzicie straciłam włosy, brwi, rzęsy, o innych skutkach ubocznych już nie będę wspominać, bo jest ich cały pakiet. Np. odporność, która znikła i pobyty w szpitalu związane z neutropenią. ( Brak neutrofili ), problemy żołądkowe, skórne, zawroty głowy, ciągłe zmęczenie itd. itp.
Aktualnie zakończyłam chemioterapię - mój guz zniknął, jak i maleńki przerzut do węzła chłonnego.
Oczekuję teraz na operację oszczędzającą, którą planowo mam za półtora tygodnia, a potem miesiąc na wynik histopatologiczny. Wierzę głęboko w to, że chemioterapia wybiła wszelkie komórki rakowe w moim organizmie i wynik histopatologiczny będzie czysty.
Jeśli wierzycie razem ze mną, to już na pewno tak będzie ❤️ Proszę, abyście nie martwili się o moje zdrowie ! Martwienie się w moim przekonaniu nie wytwarza dobrej energii wokół mnie. Potrzebuję Waszej pewności, że jestem już zdrowa i że dożyję co najmniej 90 !
A przechodząc do sedna, czyli mojej zbiórki to najzwyczajniej w świecie potrzebuję kasy. Przez cały okres choroby starałam się pracować ile mogłam i się nie obijałam. Kto ze mną rozmawiał bo akurat wiedział o tej mojej chorobie, może to potwierdzić, nie jestem leniem ! 🤪
Ci, co mnie znają wiedzą, że całe życie mojego syna, jak i swoje wcześniejsze, ciągnę dom na swoich i tylko swoich barkach. No i choroba do tych moich barków tyle dołożyła, że siadłam finansowo.
Wiecie, leczenie co do zasady jest darmowe, ale są konsultacje, na które chcecie iść i za to się już płaci, same dojazdy bardzo częste do placówek zjadły hektolitry paliwa, plus suplementy oczywiście te mądre i większości naturalne, które jak wiecie wcale nie są tanie, plus kupowanie leków, które nie wszystkie są refundowane, plus wszystko to co się składa na reperowanie swojego zdrowia każdą możliwą metodą.
To wszystko spowodowało duże dziury w moim budżecie, a przez to i długi w rachunkach i nie tylko. Dlatego potrzebuję Waszego wsparcia.
Oczywiście każda wpłata, każda cegiełka, będzie dla mnie bardzo ważna. Może macie akurat taki czas w życiu, kiedy Wam się dobrze wiedzie - i oby tak było zawsze, tego Wam życzę ❤️- i możecie mnie teraz wspomóc ?
Nie wiem ile uda mi się zebrać, chociaż w cuda już wierzę 🤩 ale każda kwota to będzie więcej niż mam teraz.
Ja już z góry dziękuję Wam za Waszą pomoc, nawet jeśli będzie ona tylko przekazaniem zbiórki dalej, bo akurat taką macie teraz możliwość.
I życzę Wam też, żebym nie musiała się Wam odwdzięczać :)
Na koniec powiem Wam jedno - chodźcie do lekarzy i się badajcie, bo ja ich unikałam chyba całe życie 🤔i chodziłam do lekarza jak już naprawdę padałam na twarz. Teraz - od czasu diagnozy nadrobiłam ilość konsultacji, badań wszelkiego rodzaju od TK po rezonanse, przez inne jeszcze badania, na pewno za całe moje życie.
Dołączyłam zdjęcia z chemioterapii ( tak, to duży szok widzieć mnie taką), moje zdjęcie w peruce oraz foto z izolatki w szpitalu. Działo się !
Jeżeli możesz przesłać link do tej zrzutki komuś, kto może chcieć mi pomóc - całym sercem dziękuję!
Zdrówka !
Dziękuję ❤️