Na badania Teodorki
Na badania Teodorki
Updates5
-
10.03.
Wizyta u kardiologa.
Parametry echo serca nie wyszły rewelacyjne - tętno nieco poza górną granicą, prawdopodobnie rekompensuje zbyt słabą siłę skurczów. Zostały wprowadzone odpowiednie leki, mamy pojawić się na kontroli za ok. miesiąc.
Z dobrych wieści - problemy stomatologiczne się nie pogłębiają i nie utrudniają małej jedzenia, na razie brak konieczności korekty pod narkozą, która niepotrzebnie by ją osłabiła. Przyszły też dzisiaj wyniki badania krwi i możemy wykluczyć cukrzycę, co bardzo mnie cieszy! 🎉 Ogólnie reszta wyników też wyszła bardzo ładnie, więc suplementacja wątroby i nerek działa. 💊





Add updates and keep supporters informed about the progress of the campaign.
This will increase the credibility of your fundraiser and donor engagement.
Description
Cześć!
Jestem Ada, nikt niezwykły, człowiek, jakich wielu i nie o mnie tu chodzi.
Niedawno udało mi się odebrać od prywatnej osoby ze złych warunków królika miniaturkę. Królik, a dokładniej królica, dostała u nas imię - Teodora, swój kąt, ciepło i miłość, na jaką zasługiwała od dawna.
Według krótkiego wywiadu z poprzednią właścicielką (bo opiekunka i opieka to to niestety nie były - relacja oparta na posiadaniu, a nie dbaniu...) Teosia około 6 lat swojego życia spędziła zamknięta w klatce na ogródkach działkowych, siedząc na własnych odchodach i moczu, starym sianie, jedząc to, czego nie powinna. Nikt się nią nie interesował, poza dorzucaniem jej nieodpowiedniego dla niej jedzenia, nikt nie zabrał jej do weterynarza, nie zaszczepił, nie obciąl pazurków, ani nie pogłaskał. W mojej ocenie, to byla bardziej wegetacja, niż życie - ponad 6 samotnych lat, mroźnych zim i braku ruchu. Do teraz nie mogę o tym myśleć, ani mówić, bez łez w oczach, nie wiem, jakim cudem to maleństwo przeżyło coś takiego i dlaczego musiało tyle wycierpieć.
Teodora mnie do siebie po prostu zawołała - zobaczyłam ogłoszenie na OLX, jedno z wielu, ale nie mogłam o niej zapomnieć. Kilka dni później jechałam już samochodem pod Opole, w umówione miejsce przekazania Teosi (wtedy jeszcze bezimiennej). W jeden dzień, ba, w kilka godzin w czwartek 5. lutego zorganizowałam wszystko - odbiór Teośki, dom tymczasowy na krótką kwarantannę, wizytę u weterynarza, wyprawkę dla małej. Pomogli mi w tym wspaniali ludzie - moi rodzice i pan Piotr, z którym łączy mnie pewna królicza historia.
Kolejnego dnia Teosia była już ze mną. 400km, 6h w samochodzie, niezwykły stres, czy wszystko pójdzie dobrze.
No i poszło dobrze. Niestety do czasu...
Szybko udało mi się umówić wizytę u specjalisty, bo termin ustalony był już po 3 dniach odkąd Teosia trafiła na "przechowanie" do pana Piotra (ze względu na dwa inne króliki w domu nie mogłam wziąć jej do siebie od razu). Badania początkowo dawały nadzieję - dobre wyniki morfologii i biochemii, ogólna kondycja, biorąc pod uwagę warunki, całkiem niezła. Niestety na usg stwierdzono guzy macicy - nowotwór, który spotyka ponad 70% niekastrowanych samic królika. Obraz RTG pokazał jeszcze coś gorszego - spore przerzuty do płuc... Dla Teosi nie ma już ratunku. Nie ma co się oszukiwać. Ale odpowienimi lekami mogę spowolnić rozwój nowortworu i sprawić, że reszta jej życia będzie ciepła, komfortowa, bezbolesna i przepełniona miłością.
Wyniki będę konsultować jeszcze w innej klinice, zobaczymy, czy możliwa jest chemioterapia i czy przyniosłaby ona więcej szkód, czy korzyści, dla tak malutkiego organizmu - Teosia nie waży nawet 1,5kg...
Pierwsza wizyta przerosła niestety spodziewane koszty, w niedalekiej przyszłości czekają nas kolejne wizyty i badania usg, ewentualna chemioterapia. Jeżeli chciałbyś pomóc mi w leczeniu Teosi i zachowaniu komfortu jej życia, będę Ci bardzo wdzięczna!
Grosik dla królinki ❤