Description

Kiedy słyszysz diagnozę „rak”, na początku nie myślisz o pieniądzach. Myślisz o jednym — chcę żyć. Straciłam mamę, siostrę, straciłam ciocię, nie chcę by moje dzieci straciły mnie bo wiem jaki to ból...

Dopiero później okazuje się, że choroba zmienia nie tylko Twoje ciało, psychikę i całe dotychczasowe życie. Zmienia również sytuację finansową. Jestem po amputacji piersi, węzłów chłonnych i nacieku poza wezel. Jestem w trakcie chemioterapii która z dnia na dzień coraz bardziej wyniszcza Moj organizm. Później radioterapia. Później cykliby i hormonoterapia. Czeka mnie usuniecie zmiany na nodze ponieważ zmiana nie podoba się Pani dermatolog, będzie biopsja-kolejna. Czeka mnie usuniecie jajników ponieważ jak twierdzi Pani Doktor onkolog- rak piersi bardzo lubi się z jajnikami... Przede mną jeszcze bardzo długa droga... Ah..

Moje życie od miesięcy podporządkowane jest leczeniu. Chemioterapia, badania, wizyty lekarskie, kontrole. Zdarzają się tygodnie, kiedy muszę dojeżdżać do szpitala nawet trzy razy w tygodniu. Każdy taki wyjazd to paliwo i kolejne wydatki.

Do tego dochodzą dodatkowe badania, które czasami wykonuję prywatnie, kiedy nie chcę lub nie mogę czekać. Leki i preparaty potrzebne przy skutkach ubocznych leczenia, środki do pielęgnacji, suplementy, które stosuję, oraz odpowiednie jedzenie i produkty, po które sięgam, próbując jak najlepiej zadbać o organizm w czasie terapii. Osobno każdy z tych wydatków może wydawać się niewielki. Kiedy jednak leczenie trwa miesiącami, a kolejne koszty pojawiają się niemal bez przerwy, robi się z tego ogromna suma.A jednocześnie od miesięcy praktycznie nie zarabiam. Firma od miesięcy nie ma pieniędzy na wypłatę mojego wynagrodzenia. Przez ten czas mogłam funkcjonować przede wszystkim dzięki pieniądzom z mojej poprzedniej zbiórki. To właśnie pomoc ludzi, którzy wtedy mnie wsparli, pozwoliła mi opłacać codzienne życie i wydatki związane z chorobą w miesiącach, w których sama nie byłam w stanie normalnie zarabiać.

Jestem za tę pomoc ogromnie wdzięczna. Te pieniądze nie były dla mnie „dodatkiem”. Dały mi kilka miesięcy bezpieczeństwa i możliwość skupienia się na leczeniu, zamiast każdego dnia zastanawiać się, za co będę żyła.

Ale leczenie trwa nadal, zgromadzone środki się kończą, a moja sytuacja zawodowa niestety się nie poprawiła. Prowadzę własną firmę, której funkcjonowanie przed chorobą w ogromnej mierze opierało się na mojej codziennej pracy. Pracowałam, pilnowałam spraw, rozwiązywałam problemy, zdobywałam zlecenia i dbałam o to, żeby wszystko się spinało. Dzisiaj nie jestem w stanie pracować tak jak wcześniej. Są dni, kiedy po chemii praktycznie nie wstaję z łóżka. Są dni, kiedy brakuje mi siły na najprostsze rzeczy. Czasami pracuję właśnie z łóżka, z laptopem na kolanach, bo wiem, że pewnych spraw nikt za mnie nie zrobi.

Ale kilka godzin pracy wtedy, kiedy organizm akurat mi na to pozwoli, nie zastąpi tego, jak pracowałam przed chorobą.Próbuję więc szukać innych możliwości.

Między innymi właśnie dlatego założyłam TikToka. Zaczęłam pokazywać tam swoje prawdziwe życie z chorobą — bez udawania, że każdego dnia jestem silna i uśmiechnięta. Mam nadzieję, że z czasem uda mi się rozwinąć konto na tyle, aby również ono zaczęło przynosić mi jakiś dochód. Może niewielki, może dopiero za jakiś czas, ale dziś chwytam się każdej uczciwej możliwości, która w przyszłości może pomóc mi odzyskać finansową samodzielność.

Nie chcę całe życie prosić o pomoc. Chcę znowu sama na siebie zarabiać. Skoro moje zdrowie nie pozwala mi dziś pracować tak jak kiedyś, próbuję znaleźć sposób na pracę, którą będę mogła wykonywać również wtedy, kiedy mój organizm pozwala mi tylko siedzieć albo leżeć z telefonem w ręku. Kiedy ja nie pracuję, przychody firmy spadają. Koszty jednak nie znikają.

Składki, zobowiązania i bieżące wydatki trzeba regulować niezależnie od tego, czy danego dnia jestem w pracy, w szpitalu, na chemii czy leżę bez siły w domu.

W pewnym momencie przychody stały się mniejsze niż koszty. Tak zaczęło powstawać zadłużenie. I ono nadal rośnie. To chyba jeden z najbardziej brutalnych paradoksów mojej choroby: żeby ratować firmę, powinnam pracować więcej. Żeby ratować siebie, muszę pozwolić organizmowi odpoczywać i przejść przez leczenie. Nie potrafię być jednocześnie pacjentką onkologiczną na pełen etat i pracować tak, jak robiłam to przed diagnozą. Dlatego ponownie zdecydowałam się poprosić o pomoc. Ta zbiórka ma pomóc mi przetrwać finansowo czas leczenia, pokrywać wydatki, które przyniosła choroba, oraz zatrzymać narastające zadłużenie firmy, zanim sytuacja stanie się niemożliwa do uratowania.

Nie chcę rezygnować z firmy, którą przez lata budowałam, a mam nadzieje ze jak wrócę do zdrowia to dalej z sukcesami będę ja prowadziła. Nie chcę też wybierać pomiędzy odpoczynkiem po chemii a pracą tylko dlatego, że kolejnego dnia trzeba zapłacić następne zobowiązanie. Chcę przede wszystkim wyzdrowieć.

Chcę dokończyć leczenie, odzyskać siły i wrócić do pracy. Chcę dostać szansę, żeby sama ponownie stanąć na nogi i zacząć naprawiać to, co przez miesiące mojej choroby zaczęło się rozpadać. Dzisiaj jednak ponownie potrzebuję pomocy, żeby do tego momentu dotrwać.

Jeśli możesz wpłacić choć kilka złotych — dziękuję.

Jeśli nie możesz — proszę, udostępnij moją zbiórkę. Czasami jedno udostępnienie może dotrzeć do osoby, która będzie mogła pomóc.

Rak zabrał mi już wiele. Bardzo nie chcę, żeby zabrał mi również dorobek wielu lat mojego życia.

Dziękuję każdemu, kto pomógł mi wcześniej i każdemu, kto zdecyduje się być ze mną również teraz. To dzięki Wam przez ostatnie miesiące mogłam przede wszystkim walczyć o zdrowie. ❤️

Comments 1

 
2500 characters
  •  
    Monika Piesiakowska

    Monika i Paweł trzymamy kciuki do zobaczenia w Skorzęcinie

    PLN 100
We prioritize safety. If you have any concerns, please report this fundraiser using