Chcę jeszcze normalnie żyć — pomóż mi wygrać tę walkę
Chcę jeszcze normalnie żyć — pomóż mi wygrać tę walkę
Description
Jeszcze kilka lat temu byłam pełną energii, uśmiechniętą i aktywną dziewczyną. Dziś, patrząc w lustro, widzę osobę wyniszczoną chorobą. Ważę zaledwie 34 kg przy 160 cm wzrostu. Boje się, że z wyniszczenia, wychudzenia...umrę...Widać każdą kość, każdy kręg kręgosłupa. Moje ciało od lat walczy o przetrwanie, a ja razem z nim.
Zmagam się z ciężkimi chorobami układu pokarmowego — gastroparezą, zaburzeniami wchłaniania oraz motoryki jelit. Mój żołądek funkcjonuje jedynie w 30%, przez co organizm nie potrafi prawidłowo przyswajać składników odżywczych. Nie mogę jeść pokarmów stałych.
W listopadzie 2025 roku przeszłam bardzo poważną operację w Szpitalu Rydygiera w Krakowie. Lekarze usunęli ponad trzy czwarte mojego jelita grubego. Operacja była konieczna, ale niestety nie przyniosła upragnionego powrotu do zdrowia. Pozostałe części jelit nadal nie pracują prawidłowo, a mój organizm jest coraz bardziej wyczerpany.
Choroba doprowadziła do poważnych niedoborów witamin, minerałów i aminokwasów. Cierpię na anemię, osłabioną odporność i skrajną niedowagę. Aby utrzymać organizm przy życiu, muszę codziennie stosować specjalistyczne wysokokaloryczne odżywki, drogie suplementy o wysokiej jakości i dobrej wchłanialności. Potrzebuję także regularnej fizjoterapii, która pomaga mi odzyskać choć odrobinę siły, ale niestety nie jest refundowana.
W wyniku choroby i częstych problemów trawiennych straciłam większość zębów. Zostało mi ich tylko kilka, które stale się kruszą. Wizyty u dentysty są dla mnie codziennością — to nie kwestia estetyki, ale możliwości normalnego jedzenia i funkcjonowania. Marzę o tym, by kiedyś znów móc uśmiechnąć się bez wstydu.
Po operacji pojawiły się kolejne powikłania. Cierpię na ciężką hipoglikemię reaktywną — poziom cukru potrafi spaść nawet do 40 mg/dl, co stanowi bezpośrednie zagrożenie życia. Zdarzają się omdlenia, nagłe osłabienia i momenty, gdy organizm dosłownie odmawia posłuszeństwa. Najbardziej boję się nocy. Niedocukrzenia pojawiają się nagle podczas snu, kiedy nie jestem w stanie odpowiednio szybko zareagować.
Ogromnym wsparciem są dla mnie sensory monitorujące poziom glukozy. Dzięki nim mogę odpowiednio wcześnie zauważyć niebezpieczny spadek cukru i uniknąć tragedii. Niestety nie mam cukrzycy, dlatego urządzenia nie są refundowane. Jeden sensor działa jedynie 10 dni, a miesięczny koszt ich zakupu to setki złotych, których często po prostu brakuje.
Do cierpienia fizycznego dochodzi także ogromne obciążenie psychiczne. Zmagam się z nerwicą lękową, która każdego dnia odbiera mi poczucie bezpieczeństwa i spokoju. Kiedyś korzystałam z terapii, ale z powodów finansowych musiałam ją przerwać.
Od lat nie jestem w stanie pracować. Utrzymuję się z niewielkiej renty i pomocy mojej mamy emerytki. Koszty leczenia, suplementów, rehabilitacji, wizyt lekarskich i dojazdów do specjalistów są ogromne i z miesiąca na miesiąc coraz trudniejsze do udźwignięcia.
Mimo wszystko nadal walczę. Każdego dnia próbuję zrobić choć mały krok w stronę lepszego życia. Marzę o czymś, co dla wielu osób jest zwyczajne — o życiu bez bólu, strachu i ciągłej walki o przetrwanie. Chciałabym odzyskać siły, zdrowie i poczuć, że jeszcze mogę normalnie żyć.
Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Każda wpłata daje mi szansę na dalsze leczenie, rehabilitację i bezpieczeństwo. Daje mi nadzieję, że jeszcze kiedyś odzyskam siebie.
Dziękuję każdej osobie, która zatrzyma się przy mojej historii i pomoże mi zawalczyć o życie.