Za bezlitosny kwiecień
Za bezlitosny kwiecień
Description
Kwiecień nas przeczołgał...
Było bieganie od kota do kota, łapanie oddechu między jednym „dzieje się coś niedobrego” a drugim „trzeba jechać natychmiast”. Komunikatory wrzały i człowiek już nawet nie zastanawiał się, czy to zła wiadomość, tylko jaka 
To był miesiąc, w którym nie było „może się uda”.
Było tylko: teraz albo nigdy.
I wybraliśmy „teraz”.
Ferduś, Figaro, Fragile, GuMo, Ignacy, Kenzo, Kurka, Lala, Lusi, Łapek, Medek/Rybcia, Mimek, Pako, Rybka, Rysio, Tora, Tosia, Wiktor, Wojtek, Yoda - to nie są imiona na liście. To są życia wyrwane z ulicy, z bólu, z choroby, z momentu, w którym nikt inny już nie chciał się zatrzymać.
A my się zatrzymaliśmy. Za każdym razem.
Nawet kiedy nie było już siły. Nawet kiedy ręce trzęsły się ze zmęczenia. Nawet kiedy wiedzieliśmy, że może się nie udać.
Bo jak się odwrócić?
Jak spojrzeć w oczy kota i powiedzieć: „nie tym razem”?
Nie umiemy 
Dzisiaj te koty to profilaktyka, kroplówki, badania, kastracje, kolejne wizyty, powroty, pogorszenia, poprawy i znowu pogorszenia. To godziny walki o każdy oddech. Noce, podczas których ktoś nie spał, bo czekał, czy kot przeżyje do rana. Decyzje podejmowane z żołądkiem ściśniętym ze strachu i bezsilność, której nikt nie widzi, bo czyta tylko kolejny post
A potem przychodzi faktura.

I ona nie ma pojęcia, że człowiek był na granicy sił. Że spał po 3 godziny. Że czasem nie wiedział już, czy będzie potem z czego dołożyć do tego wszystkiego.
Ona po prostu jest. Konkretna kwota. Bezlitosny papier.
I to jest chyba najbardziej chory moment w tym wszystkim, że kiedy ratujesz, działasz na adrenalinie. Nie myślisz, tylko jedziesz, organizujesz, walczysz. A potem przychodzi rachunek i nagle zostajesz sam z całym tym chaosem, który już się wydarzył. Z ciężarem, którego nie masz nawet kiedy poczuć wcześniej, bo cały czas trzeba było działać.
Jeśli tej faktury nie opłacimy, kolejne koty po prostu nie dostaną szansy. Koniec. Kropka. Nie będzie kolejnych „bierzemy”. Nie będzie „spróbujmy jeszcze”.
Bo nie będzie za co
A gdzieś już są następne koty. Już ktoś je znalazł i dzwoni, że stoi z transporterem i nie wie, co dalej.
I wiecie co jest najgorsze? Że to się nigdy nie kończy. Nie mamy już złudzeń.
Jest tylko ciągłość:
ratowanie → leczenie → rachunek.
I albo możemy iść dalej, albo gasimy światło.
Nie ma w tym romantyzmu. Jest brudna, ciężka odpowiedzialność za życie, którego nikt inny nie chciał wziąć. Uwierzcie nam, ratowanie jest piękne tylko z zewnątrz. Od środka to jest ciągła walka, żeby samemu się nie rozsypać...
Bo można odmienić cały świat jednej istoty
Ale tylko wtedy, jeśli potem ktoś pomoże zapłacić za to, że odważyliśmy się spróbować
Dziękuję w imieniu naszych futrzaków❤️
Dzięki za to co robicie!
Dziękujmy za wsparcie, to dzięki Waszej pomocy możemy dalej robić, to co robimy