Description

Nazywam się Grzegorz, choć wielu z Was zna mnie jako Emila z Mindful Palette Studio. Zawsze byłem człowiekiem czynu, wolałem dawać, niż brać. Dzisiaj zderzyłem się ze ścianą. Zostałem odarty z sił i zdrowia, ale nie z godności. Dlatego wykładam karty na stół, mówię wprost, jak wygląda moja rzeczywistość, i proszę Was o solidarność, bo sami już nie dajemy rady.

​Od trzech lat moje życie to brutalna walka z potężną malformacją w głowie. Żebyście zrozumieli skalę, spójrzcie na drugie zdjęcie w galerii. To skan mojego mózgu. Ta malformacja jest tak gigantyczna, że w szpitalach lekarze po prostu rozkładają ręce. Zamiast ratunku, dotychczasowe leczenie zafundowało mi koszmar. Przeszedłem częściową embolizację, która drastycznie pogorszyła sprawę. Dorobiłem się trzech nowych tętniaków i ciężkich ataków padaczki, które całkowicie wyłączają mnie z rzeczywistości.

​System spisał mnie na straty. Kiedy po potężnych atakach trafiam na SOR, odbijam się od muru. System nie wie, co zrobić z moją głową, więc na drugi dzień po prostu wypisują mnie do domu. Zrzucają całą odpowiedzialność i ciężar opieki na moją żonę. Obecnie mój organizm całkowicie odmawia posłuszeństwa – jestem na domowych kroplówkach, fizycznie i psychicznie rozbity na kawałki

​Przez to piekło od trzech lat jestem wyeliminowany z pracy. Cały ciężar utrzymania naszej rodziny, zapewnienia bytu naszej małej córeczce Jagodzie oraz prowadzenia Kwiaciarni Ławeczka w Tczewie spadł wyłącznie na moją żonę. Ona haruje dosłownie jak wół, pracując ponad ludzkie siły. Walczy każdego dnia, żeby utrzymać miejsca pracy naszych ludzi i nie pozwolić firmie upaść. Prawda jest jednak bezlitosna: z jednej pensji, przy dzisiejszych gigantycznych rachunkach, kosztach pracowniczych i utrzymaniu lokali, nie da się tego uciągnąć. To fizycznie i matematycznie niewykonalne.

​Tak powstały długi, które nawarstwiały się przez lata mojej niezdolności do pracy. Dzisiaj znaleźliśmy się w martwym punkcie. Zamiast skupić się na ratowaniu resztek zdrowia, gigantyczny stres finansowy dosłownie mnie zabija. Każdy kolejny nieopłacony rachunek, każdy dźwięk SMS-a w telefonie to zapalnik, który wywołuje u mnie fizyczny paraliż i prowokuje kolejne ataki. Moja głowa to tykająca bomba, a stres za chwilę ją zdetonuje.

​Cel to 100 000 zł. Ta kwota to nasza jedyna szansa, żeby zdjąć tę pętlę z szyi mojej żony, uratować Kwiaciarnię Ławeczka, zabezpieczyć przyszłość Jagody i dać mi czas na leczenie w spokoju. Bez strachu, że kolejny telefon od wierzyciela wywoła atak, po którym już nie wstanę.

​Zawsze starałem się dawać światu piękno przez moją sztukę. Dziś to ja potrzebuję Waszego wsparcia. Proszę o każdą udostępnioną informację i każdą wpłaconą cegiełkę. Zbudujmy z tego mur, który w końcu zatrzyma ten koszmar. Dziękuję.

Location

Comments 55

 
2500 characters
We prioritize safety. If you have any concerns, please report this fundraiser using