Operacja kota ze śrutem w kręgosłupie
Operacja kota ze śrutem w kręgosłupie
Description
Zwykły bury kot. Kot niczyj.
Taki, jakich wiele na wsi. Rodzą się w gospodarstwach i muszą sobie w życiu radzić zupełnie same, bo nikogo nie obchodzi ich los. Rodzą się, są przez chwilę, a potem “gdzieś sobie idą”.
Widywałam go czasami wcześniej, bo przychodził do mnie na podwórko na jedzenie. Ale przychodził nieregularnie, a na sam widok człowieka uciekał.

Na początku maja zobaczyłam przez okno, jak przez podwórko idzie bury kot, wyraźnie kulejąc, jakby powłócząc nogami, ciągnąc je za sobą. Wybiegłam z miską jedzenia, żeby go złapać i mu pomóc.
To był on. Niestety, był bardzo nieufny, nie dał mi do siebie podejść. Trzymał się na odległość. I tylko z daleka stawał, obracał głowę w moją stronę i rozpaczliwie miauczał. Jakby prosił o pomoc. Bardzo chciałam mu pomóc, bo bardzo źle to wyglądało, podejrzewałam, że potrącił go samochód, że ma złamaną nogę, a może i więcej obrażeń. Ale kocur zbyt się bał, żeby pozwolić sobie pomóc. Wyszedł za ogrodzenie, przeszedł przez drogę i wślizgnął się na pustą, ogrodzoną posesję. Nie miałam szans się tam dostać, a nawet jakbym się dostała nie znalazłabym go w wysokiej trawie, krzewach, zakamarkach... Chore koty potrafią dobrze się ukryć. Nie miałam szans mu pomóc, mimo że serce mi pękało na wspomnienie jego żałosnego miauczenia.

Straszne jest to uczucie bezsilności. Kiedy siedzisz w domu ze swoimi kotami i wiesz, że gdzieś niedaleko cierpi i umiera inny kot. Przez kilka dni chodziłam koło posesji, gdzie go widziałam, kiciałam, z nadzieją, że go znajdę. Bezskutecznie. Wiedziałam, że pozostało mi czekać, bo kot, jeśli nie umarł od razu, w końcu pokaże się, przyjdzie na jedzenie.
Przyszedł po tygodniu.
W piątek wychodząc z domu do pracy natknęłam się na niego zaraz po otwarciu drzwi. Rzut oka na zegarek, chwila intensywnego myślenia - co robić? zostawić mu jedzenie czy spróbować złapać kosztem spóźnienia się do pracy? Wybrałam drugą opcję, bo wiedziałam, że drugi raz okazja do złapania kota może się nie powtórzyć. Rzuciłam więc wszystko i szybko wystawiłam klatkę łapkę z surowym mięsem jako przynętą. Był bardzo głodny i wszedł do klatki jak po sznurku. W międzyczasie zadzwoniłam do koleżanki z prośbą o pomoc i przewiezienie kota do lecznicy oraz do lecznicy, żeby uprzedzić o kocie z urazem. Do pracy spóźniłam się dosłownie kilka minut.

Ponieważ w lecznicy nie było ortopedy, umówiłam kota do specjalisty. Uprzedziłam, że kot prawdopodobnie jest po wypadku komunikacyjnym. Po zrobieniu zdjęć rtg doktor przyszedł do mnie i powiedział jedno zdanie:
"To nie samochód potrącił kota. To zły człowiek zrobił mu krzywdę."
Okazało się że kocur ma śrut tkwiący w kręgosłupie.
Ktoś do niego strzelał (!) W Polsce strzelanie do kotów jest zabronione, jak również posiadanie nielegalnej broni, dlatego za radą doktora, sprawa zostanie zgłoszona na policję. Tym bardziej, że nie jest to pierwszy kot ze śrutem w tej okolicy.
Nic dziwnego, że kocur nie dawał do siebie podejść, skoro to człowiek go tak skrzywdził. Nawet nie wyobrażam sobie, ile ten kot musiał wycierpieć bólu przez te wszystkie dni, kiedy leżał gdzieś ukryty przed światem.
I tak miał w tym całym nieszczęściu dużo szczęścia. Doktor powiedział, że gdyby śrut utkwił dosłownie kilka centymetrów niżej, kot byłby na stałe sparaliżowany.
Nie dałby rady uciec przed oprawcą.
Ani przyjść po pomoc...

Biorąc to wszystko pod uwagę, po omówieniu stanu kota, szans i zagrożeń związanych z operacją wyjęcia śrutu z kręgosłupa, zdecydowałam, że operujemy.
To była jedyna opcja oprócz eutanazji. Śrut przebył kość i wbił się w rdzeń, co powodowało ogromny ból oraz doprowadziło do niedowładu tylnych łap. Nie można było tak tego zostawić, bo dla kocura byłaby to udręka. A ponieważ kot jako tako chodził, podnosił się na nogach i miał zachowane czucie głębokie w kończynach, istniała szansa, że po operacji odzyska nawet pełną sprawność. Wiadomo, że nia ma żadnej gwarancji, a operacja na kręgosłupie niesie ze sobą duże ryzyko. Ale zdaniem doktora, który miał operować, były duże szanse na to, że po wyjęciu śruciny ze sprawnością kota przynajmniej nie będzie gorzej niż jest teraz. Czyli że będzie chodził i samodzielnie się wypróżniał. Jak można było odmówić mu tej szansy? Dla kota oznacza ona życie zamiast śmierci.
Dlatego, pomimo wysokich kosztów operacji, podjęłam decyzję i umówiłam się na operację, która odbyła się następnego dnia. A ponieważ nie mam środków, żeby zapłacić taką kwotę, postanowiłam założyć zbiórkę i poprosić o pomoc w opłaceniu operacji kocurka ludzi, którzy mają serce po właściwej stronie.
Koszt operacji ortopedycznej kręgosłupa wynosi 6 tys. zł.
Razem z konsultacją ortopedyczną, zdjęciami rtg, testami, badaniem krwi i kastracją oraz opieką pooperacyjną wydatki powinny zamknąć się w kwocie 7 tys. zł.
Kota operowano w klinice OiomVet, a operował go doktor Tomasz Kalinowski, specjalista z ogromnym doświadczeniem, do którego mam pełne zaufanie, bo na przestrzeni lat poskładał niejednego kota pod moją opieką.
Mogłam tego kota uśpić i nie pakować się w koszty.
Mam swoich kotów pod opieką i wydatków już wystarczająco dużo.
A to przecież zwykły, bury, bezdomny kot.
Ale powiedzcie, co byście zrobili na moim miejscu? Uśpilibyście go, pozbawiając jedynej szansy na dalsze życie?

Kocur na początku był wystraszony w kontakcie z człowiekiem, ale nie jest to zdziczały kot. Nie wykazuje agresji. Musiał mieć kiedyś, dawno temu, kontakt z człowiekiem. Pierwszy raz dotknięty, od razu przytulił się do mojej ręki. Nadstawia brodę i policzki do głaskania i głośno się skarży. Widać, że nie stracił zupełnie zaufania do ludzi, mimo tego, co go spotkało.
Po operacji po raz pierwszy rozciągnął się i głęboko zasnął. Wcześniej cały czas był w trybie czuwania, ból nie dał mu spać. Jak zobaczyłam, jak następnego dnia po operacji przeciąga się i pręży grzbiet, zalała mnie fala wzruszenia. Wyraźnie dał do zrozumienia, że przestało boleć. Zatem jaki to musiał być koszmarny ból, skoro ból pooperacyjny przyniósł mu aż taką ulgę?

Kocur nazwany przeze mnie Bolkiem po wyzdrowieniu będzie do adopcji.
Nie wróci już na wieś, nie będzie żywą tarczą dla zwyrodnialców i nie będzie się więcej poniewierał. Już teraz szukam mu domu, który należycie o niego zadba i będzie traktował go jak członka rodziny. Który pokaże mu, że człowiek to nie tylko strach i ból, że są też inni ludzie, którym warto zaufać.
Bardzo proszę o pomoc w opłaceniu operacji ratującej życie tego kocurka.
Wierzę, że wspólnymi siłami uda się uzbierać potrzebną kwotę, żeby zapłacić za szansę na życie kota okrutnie skrzywdzonego przez człowieka.
Poniżej dokumentacja medyczna.


