Description
Przysięgając przed Bogiem życie w zdrowiu i chorobie, widzimy się jako para staruszków trzymających się za ręce, ewentualnie pomagająca sobie w walce z Alzheimerem. Tymczasem 8 lat po ślubie życie postanowiło doświadczyć nas i wystawić nasze siły na próbę. Mamy dwójkę wspaniałych dzieci - 5-letniego Mateuszka, który we wszystkim naśladuje tatę, oraz 5- miesięczną Natalkę, której ciągły uśmiech rozświetla nam dni.
Miesiąc przed jej narodzinami dowiedzieliśmy się, że musimy walczyć z podstępnym wrogiem, czyli mięsakiem maziówkowym - niezwykle rzadkim, wysoce przerzutowym i bardzo złośliwym nowotworem tkanek miękkich. Ulokował się on w lewej stopie 34-letniego Gabriela, powoli utrudniając chodzenie, a poza tym powodując okropny ból. Na tym etapie mąż musiał zrezygnować z pracy i z normalnego funkcjonowania.
Z wynikami rezonansu udaliśmy się do Centrum Onkologii w Gliwicach, skąd pokierowano nas na wykonanie wycinka. Lekarz, który go wykonywał w złym miejscu naciął stopę, a pobrana próbka okazała się niewystarczająca. Wynikiem wycinka był tłuszczak - dla nas światełko w tunelu i szansa na lepsze rokowania, dla lekarzy natomiast utracenie priorytetu leczenia. Przez ten błąd straciliśmy mnóstwo czasu. Rak rósł w zastraszającym tempie, osiągnął średnicę 13 cm, pożerał kości, ścięgna i tkanki. Konieczna była szybka operacja. Niestety w stopie nie można zachować marginesu bezpiecznych tkanek, przez co usunięcie guza nie było całkowite.Po badaniu histopatologicznym było już pewne, że to Synovial Sarcoma o 80% namnażania komórek. Najbliżsi oraz uśmiech nowonarodzonej córci dodawał nam sił, chociaż w stopie pojawił się ogromny krwiak, a pozostawione komórki nowotworu znów rosły. Od września do listopada osiągnęły wymiar jabłka, a stopa wyglądała ponownie jak sprzed operacji. Usłyszeliśmy wówczas, że jedynym rozwiązaniem jest amputacja na wysokości łydki. Najpierw przeżyliśmy szok, później pomyśleliśmy, że wszystko się ułoży, bo wielu ludzi tak żyje, oby tylko pozbyć się jak najszybciej epicentrum choroby.
Termin operacji został ustalony w szpitalu w Piekarach Śląskich , jednak los znów nie okazał się łaskawy. Po serii badań okazało się, że tomograf płuc wykazał 4 ogniska przerzutów. Amputację musieliśmy odwołać dwa dni przed jej terminem, aby jak najszybciej podać chemioterapię i zdążyć powstrzymać rozwój choroby.
Aktualnie Gabryś przyjmuje czerwoną, najmocniejszą chemioterapię, którą można przyjąć jedynie raz w życiu. Światełkiem w tunelu była jeszcze dla nas Klinika Mięsaków w Warszawie. Udało nam się skontaktować z wybitnym specjalistą leczącym tego typu rzadkie nowotwory, który, mieliśmy nadzieję, podejmie się próby zatrzymania rozwoju choroby po zaprzestaniu chemioterapii. Wierzyliśmy w jego ogromną wiedzę, bo chociaż nie uratujemy nogi Gabrysia, to uratujemy jego życie i to jest najcenniejsze.
Chemia została wstrzymana, nogę amputowano, a my z całych sił próbowaliśmy przyspieszyć proces gojenia, aby błyskawicznie powrócić do chemii, bo przecież zbyt długi odstęp nie rokuje pozytywnie. Teraz czekamy na kolejne badania płuc i konsultacje z pulmonologiem. Od jego decyzji zależy czy kończymy cykl chemii czy przerywamy ją kolejny raz na rzecz operacji płuc w Zakopanem.
Dzielnie walczymy każdego dnia, choć ciągła niepewność i strach podcinają nam skrzydła. Niepokoi nas przyszłość naszych dzieci, paraliżuje świadomość, że mogłyby na własnej skórze odczuć chorobę taty....
W tej całej walce, niestety potrzebne są środki finansowe. Pierwszy raz w życiu chowamy dumę do kieszeni, bo sami możemy nie podołać. Chcemy zebrać pieniądze na protezę, lepszą niż noga lalki. Taką, która umożliwi przede wszystkim powrót do pracy, ale też normalne życie i wychowywanie dzieci. Chcielibyśmy uczyć Natalkę chodzić, trzymając za ręce dziecko a nie kule...
To nasz najważniejszy cel, choć nie ukrywamy, że do tego dochodzą koszty dojazdów, następnie rehabilitacji po amputacji no i leczenie w specjalistycznych klinikach.
Wierzymy, że każda złotówka (albo chociaż modlitwa za nas) pomoże nam w walce z mięsakiem.
Nie tracimy nadziei, że zdążymy na czas zahamować chorobę, że przed nami jeszcze długie wspólne lata...
Że kiedyś przekażemy dzieciom, że świat wcale nie jest taki zły, a dobrzy ludzie są wśród nas i pomogli tatusiowi.
Szybkiego powrotu do zdrowia
wpłata od Kasi Piontek, pozdrawiam
Kochamy was :-)