Pomoc dla Barbary Geisler
Pomoc dla Barbary Geisler
Description
Moje życie przed wypadkiem
Zanim wydarzył się wypadek, prowadziłam zwyczajne, ale szczęśliwe życie. Nie potrzebowałam wiele, aby czuć radość. To właśnie małe codzienne chwile nadawały mojemu życiu sens.
Każdego ranka wstawałam o własnych siłach. Otwierałam okno, patrzyłam na świat i wiedziałam, że przede mną kolejny dobry dzień. Kochałam przyrodę i prace ogrodowe. Sadzenie, podlewanie, pielęgnowanie roślin i zapach świeżej ziemi przynosiły mi spokój. Ogród był moją codzienną radością i miejscem, w którym odpoczywałam.
Spotykałam się z koleżankami na kawie. Rozmawiałyśmy godzinami, śmiałyśmy się i wspólnie spędzałyśmy czas. Mój głos był mocny i wyraźny. Lubiłam rozmawiać, słuchać innych i być blisko ludzi.
Urodziłam się w Świnoujściu i zawsze kochałam morze. Szum fal, wiatr i zapach soli dawały mi poczucie wolności i spokoju. Każdy wyjazd nad morze był dla mnie powrotem do miejsca, z którym jestem związana całym sercem.
Uwielbiałam także malować. Farby, pędzle i płótno pozwalały mi wyrażać siebie. Czytałam książki, szczególnie kryminały, chodziłam do kina i teatru. Moje życie było pełne małych rzeczy, które dawały mi szczęście.
Jedna chwila zmieniła wszystko
Pewnego dnia zostałam potrącona przez samochód.
Jedna chwila wystarczyła, aby całkowicie odmienić moje życie. To, co wcześniej było codziennością, nagle stało się niemożliwe. W jednej chwili straciłam sprawność, samodzielność i życie, które budowałam przez lata.
Dziś nie mogę już samodzielnie wstać ani wykonać nawet najprostszych czynności. Każdy ruch wymaga pomocy drugiej osoby. Każdy dzień zaczyna się od czyjejś opieki, ponieważ moje ciało nie jest już takie jak dawniej.
Na moim ciele pozostały blizny po licznych operacjach – ślady walki, której nigdy nie chciałam stoczyć. Moje myśli czasem płyną wolniej, zdarza mi się gubić wątek i potrzebuję więcej czasu, aby zrozumieć czy odpowiedzieć. Nie jestem już tą samą osobą, którą byłam przed wypadkiem.
Najbardziej boli mnie utrata głosu. Po tracheostomii mówię cicho, z ogromnym wysiłkiem, a czasem brakuje mi siły, by dokończyć zdanie. Anemia i ogólne osłabienie sprawiają, że nawet zwykła rozmowa stała się ogromnym wyzwaniem.
Razem z głosem zniknęły także moje dawne życie i codzienność. Nie ma już pracy w ogrodzie, wyjazdów nad morze, spotkań z koleżankami przy kawie, malowania, książek, kina ani teatru. Mój świat skurczył się do łóżka, leczenia, rehabilitacji i zmęczenia. Cisza, która mnie otacza, nie jest moim wyborem - jest konsekwencją tego tragicznego wypadku.
Dlaczego proszę o pomoc?
Najbardziej boli mnie to, że straciłam nie tylko sprawność, ale również niezależność i życie, które kochałam.
Mimo wszystko nie tracę nadziei. Lekarze i rehabilitanci zgodnie podkreślają, że tylko długa, intensywna i bardzo kosztowna rehabilitacja daje mi szansę na odzyskanie tego, co odebrało mi potrącenie. To jedyna droga, która może pomóc mi odzyskać choć część sprawności, samodzielności i wrócić do codziennego życia.
Niestety koszty leczenia i rehabilitacji znacznie przekraczają moje możliwości finansowe. Dlatego zwracam się do Państwa z prośbą o wsparcie.
Każda wpłata to kolejne godziny rehabilitacji i kolejna szansa na poprawę mojego stanu zdrowia. Każde udostępnienie mojej historii daje nadzieję, że dotrze ona do osób, które zechcą mi pomóc.
Z całego serca dziękuję za każdą okazaną pomoc. Dzięki Państwa wsparciu mogę walczyć o odzyskanie tego, co utraciłam - sprawności, samodzielności i nadziei na przyszłość.
Basia


Zbiórka organizowana jest zgodnie z regulaminem Fundacji https://fundacjavotum.pl/wp-content/uploads/2024/12/2024-12-09_REGULAMIN-udostepnienia-Konta_Fundacja-VOTUM_t.j.-1-1.pdf. W przypadku niemożności zrealizowania pierwotnego celu, zgromadzone środki zostaną przeznaczone na cele statutowe Fundacji, w szczególności na pomoc innym jej Beneficjentom.
Masz MOC by uratować mój świat! Przekaż 1,5% podatku
KRS: 0000 272 272
cel szczegółowy: Barbara Geisler
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Vor dem Unfall — „Mein Leben hatte Farbe“
Mein Name ist Barbara Geisler. Bevor der Unfall geschah, hatte ich ein Leben, das wirklich mir gehörte. Es war nicht groß oder außergewöhnlich, aber es war erfüllt von kleinen Dingen, die ich liebte und die jedem Tag einen Sinn gaben.
Jeden Morgen stand ich aus eigener Kraft auf. Ich öffnete das Fenster, schaute hinaus in die Welt und dachte: „Heute werde ich wieder etwas schaffen.“ Ich liebe die Natur. Gartenarbeit war meine Freude — pflanzen, gießen, schneiden. Der Duft der Erde brachte mir Ruhe. Der Garten war mein Ritual, mein Ort, meine Welt.
Ich hatte meine Freundinnen. Wir trafen uns auf einen Kaffee, manchmal auf ein Stück Kuchen oder einfach nur, um zu reden. Wir lachten, tratschten, erzählten uns Geschichten. Meine Stimme war damals stark, klar und voller Leben. Ich liebte es zu sprechen und ich liebte es zuzuhören.
Am meisten liebte ich das Meer. Ich wurde in der Küstenstadt Świnoujście geboren. Fahrten ans Meer waren meine Flucht aus dem Alltag. Das Rauschen der Wellen, der Wind und der Salzgeruch gaben mir ein Gefühl von Freiheit, Ruhe und Glück. Dort fühlte ich mich, als würde ich zu meinen Anfängen zurückkehren.
Ich hatte auch meine Leidenschaften. Malerei — Farbe an den Fingern, ein Pinsel in der Hand und Farbtöne, die sich zu etwas Eigenem formten. Bücher, besonders Krimis — das Mitraten, das Analysieren von Details, das Eintauchen in die Geschichte. Kino und Theater — die Geschichten anderer Menschen, die ich erleben, kommentieren und in Erinnerung behalten konnte.
Mein Körper war kräftig. Meine Gedanken waren klar. Meine Stimme war stark. Mein Leben bestand aus kleinen, schönen Dingen — und genau diese machten es vollständig.
Nach dem Unfall — „Meine Welt blieb stehen“
Dann geschah der Unfall. In einem einzigen Moment verschwand alles, was mein Leben ausgemacht hatte.
Jetzt liege ich. Mein Körper gehorcht mir nicht mehr wie früher. Ich kann nicht aufstehen, keine Schritte gehen und nichts mehr selbst tun, was früher selbstverständlich war. Jede Bewegung braucht Hilfe. Jeder Tag beginnt mit einer fremden Hand — nicht meiner eigenen.
Auf meiner Haut sind die Narben der Operationen geblieben. Ich sehe sie und weiß, dass sie Spuren eines Kampfes sind, den ich mir nicht ausgesucht habe, den ich aber durchstehen musste. Mein Körper ist schwach, müde und zerbrechlich.
Meine Gedanken fließen manchmal langsamer. Manchmal verliere ich den Faden. Ich brauche mehr Zeit, um zu verstehen, zu antworten, Zusammenhänge zu erkennen. Ich bin nicht mehr dieselbe Person wie vor dem Unfall.
Am meisten schmerzt mich der Verlust meiner Stimme. Die Tracheotomie hat mir etwas genommen, das ein Teil meiner Persönlichkeit war. Meine Stimme ist jetzt schwach, rau und unsicher. Manchmal ist sie fast nicht vorhanden. Wenn ich versuche zu sprechen, fehlt mir die Kraft. Die Anämie und die allgemeine Schwäche machen Kommunikation zu einer enormen Anstrengung — und manchmal ist sie einfach unmöglich.
Dadurch sind meine Beziehungen, Gespräche und Treffen verschwunden. Nicht, weil ich nicht bei Menschen sein möchte. Sondern weil ich es nicht mehr kann wie früher.
Es gibt keine Gartenarbeit mehr. Keine Ausflüge ans Meer. Keinen Kaffee mit Freundinnen. Kein Malen, keine Bücher, kein Kino und kein Theater. Meine Leidenschaften sind stehen geblieben — so wie ich.
Meine Welt ist geschrumpft auf ein Bett, Pflege und Erschöpfung. Auf eine Stille, die keine Entscheidung ist, sondern eine Konsequenz.
„Was ich verloren habe, ist nicht nur meine Beweglichkeit. Es ist mein Leben.“
Ich war eine Frau, die ihre Rituale, ihre Leidenschaften, ihre Orte und ihre Gespräche hatte. Jetzt bin ich eine Frau, die um jeden Tag kämpft — abhängig von anderen, ohne die frühere Freiheit, ohne Stimme, ohne Bewegung und ohne die alltäglichen Dinge, die mein Leben ausmachten.
Das ist meine Geschichte. Mein Leben davor. Mein Leben danach. Mein Verlust. Mein Kampf.
Basia
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Before the accident — “My life had colour”
My name is Barbara Geisler. Before the accident happened, I had a life that truly belonged to me. It wasn’t big or extraordinary, but it was full of small things I loved — things that gave meaning to every single day.
Every morning I got up on my own. I opened the window, looked out at the world and thought: “Today I will do something again.” I love nature. I adored working in the garden — planting, watering, trimming. The smell of soil brought me peace. The garden was my ritual, my place, my world.
I had my friends. We met for coffee, sometimes for cake, and sometimes simply to talk. We laughed, chatted, shared stories. My voice back then was strong, clear and full of life. I loved speaking and I loved listening.
What I loved most was the sea. I was born in the coastal city of Świnoujście. Trips to the seaside were my escape from everyday life. The sound of the waves, the wind and the smell of salt gave me a sense of freedom, calm and happiness. I felt as if I was returning to my beginnings.
I also had my passions. Painting — colours on my fingers, a brush in my hand, and shades forming something that was mine. Books, especially crime novels — guessing endings, analysing details, getting absorbed in the story. Cinema and theatre — other people’s stories that I could experience, comment on and remember.
My body was strong. My thoughts were clear. My voice was powerful. My life consisted of small, beautiful things — and those were exactly what made it whole.
After the accident — “My world came to a halt”
And then the accident happened. In a single moment, everything that was mine disappeared.
Now I lie in bed. My body no longer obeys me the way it used to. I cannot get up, walk a few steps or do anything on my own that once felt natural. Every movement requires help. Every day begins with someone else’s hand — not mine.
The scars from the surgeries remain on my skin. I look at them and know they are traces of a battle I did not choose, but one I had to go through. My body is weak, tired and fragile.
My thoughts sometimes flow more slowly. I lose track of things. I need more time to understand, to respond, to connect facts. I am no longer the same person I was before the accident.
What hurts me the most is losing my voice. The tracheostomy took away something that was part of my identity. My voice is now weak, rough and uncertain. Sometimes it is almost gone. When I try to speak, I lack strength. Anaemia and general exhaustion make communication a huge effort — and sometimes it is simply impossible.
Because of this, my relationships, conversations and meetings have disappeared. Not because I don’t want to be with people. Only because I can no longer do it the way I used to.
There is no more gardening. No more trips to the sea. No more coffee with friends. No painting, no books, no cinema or theatre. My passions stopped together with me.
My world has shrunk to a bed, care and fatigue. To a silence that is not a choice, but a consequence.
“What I lost is not only my physical ability. It is my life.”
I was a woman who had her rituals, her passions, her places and her conversations. Now I am a woman who fights for each day — dependent on others, deprived of my former freedom, my voice, my movement and the everyday life that once defined me.
This is my story. My life before. My life after. My loss. My fight.
Basia