Razem dla Marcela – wesprzyj jego walkę!
Razem dla Marcela – wesprzyj jego walkę!
Updates1
-
Kochani!
chcemy przekazać Wam aktualizację dotyczącą leczenia Marcelka.
Od czasu założenia zbiórki Marcyś przeszedł już trzy przeszczepy skóry.
Skóra była pobierana z ud i łydek, a leczenie wspomagano specjalistycznymi metodami stosowanymi przy najcięższych oparzeniach. Wykorzystano m.in. komórki skóry hodowane laboratoryjnie na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz preparat Integra Skin, który służy do odbudowy głębokich ubytków tkanek.
W miejscach oparzeń IV stopnia Integra tworzy swoiste „rusztowanie” dla odtworzenia skóry właściwej i przygotowuje rany do kolejnych przeszczepów.
Po bardzo ciężkich dniach wybudzania oraz objawach odstawiennych po lekach ratujących życie naszego synka, pełni nadziei przenieśliśmy się z OIOM-u na oddział chirurgii pediatrycznej.
Dla nas był to ogromny krok naprzód — znak, że Marcyś nie wymaga już stałego monitorowania wszystkich czynności życiowych. Taki „awans” w szpitalnej drabinie, na który czekaliśmy z ogromnym napięciem.
Zaczęliśmy wtedy podejmować próby żywienia doustnego. Po pięciu tygodniach śpiączki Marcyś całkowicie odwykł od jedzenia. Próbowaliśmy wszystkiego, łącznie z konsultacjami psychologa. Spędziliśmy trzy doby bez snu przy jego łóżku, nie rozumiejąc, dlaczego każdy kęs kończy się bólem i wymiotami.
Marcel schudł już 25 kilogramów. Przy wzroście 182 cm waży teraz 47 kg. Jego organizm jest wyniszczony walką, którą toczy od tygodni, a każdy dzień leczenia wymaga od niego ogromnej siły.
Dopiero później okazało się, że podczas wypadku doszło również do uszkodzenia jelita cienkiego. W czasie śpiączki uszkodzone miejsce „obrosło” ścianami jelita. Kiedy Marcel zaczął siadać, wstawać i jego ciało zaczęło wracać do pionu, wszystko się przemieściło. To, co wcześniej było jakby „przyklejone”, odkleiło się. Pokarm, który próbowaliśmy w niego wmuszać, nie trafiał tam, gdzie powinien — powodował wymioty albo przedostawał się do wolnych przestrzeni w jamie brzusznej.
Po operacji jelita zaczęliśmy powoli stawać na nogi. Naprawdę stawać na nogi. Złapaliśmy Pana Boga za nogi i znowu zaczęliśmy wierzyć, że jesteśmy coraz bliżej końca najgorszego etapu. Czekaliśmy na kolejną, ostatnią zaplanowaną operację skóry.
Niestety dzień po ostatnim przeszczepie Marcel znowu zaczął wymiotować... Pojawiła się gorączka i objawy zakażenia organizmu. Okazało się, że zespolenie jelita pękło.
W ciągu godziny organizowano krew do operacji.
A to również nie jest już proste. Od pierwszych przeszczepów i transfuzji organizm Marcela wytworzył przeciwciała. To oznacza, że do końca życia nie będzie mógł otrzymywać po prostu „zwykłej” krwi A Rh+. Krew musi być dla niego dobierana bardzo dokładnie, z uwzględnieniem całej listy antygenów. Inaczej organizm może potraktować ją jak intruza.
Kolejna operacja. Kolejne dokumenty do podpisu. Kolejne potencjalne następstwa, które czytaliśmy z zaciśniętym gardłem. Sam podpis pod zgodą paraliżuje, ale nie było innej możliwości.
Trzeba było wyłonić stomię.
Dla nas był to ogromny cios. Trudno opisać, co czuje rodzic, kiedy słyszy, że jego nastoletnie dziecko będzie musiało zmierzyć się z czymś takim. Myśleliśmy o tym, jak Marcel ma się z tym pogodzić, jak ma to przyjąć, jak będzie się czuł.
A Marcel? Marcel był szczęśliwy, że przeżył operację.
Cieszył się, że za kilka miesięcy — najprawdopodobniej za 3–6 miesięcy — będzie można podjąć próbę likwidacji stomii.
Czekał tylko na rozmowę z braciszkiem.
Każdego dnia czeka, aż Olek wróci z półkolonii, żeby go zobaczyć, posłuchać, odpisać mu na tablecie. Ja czytam wiadomości.
Różnica wieku między nimi jest duża, często się kłócili, jak to rodzeństwo. A dziś widzę, jak bardzo się kochają. Olek jest ogromną częścią życia Marcysia, a Marcel — jak zawsze — jest dla niego wzorem.
W całym tym nieszczęściu jesteśmy dumni, że nasi chłopcy nie boją się okazywać sobie uczuć. Robią to naturalnie. Bez wstydu. Bez udawania. I to jest jedna z rzeczy, które trzymają nas przy życiu.
Dzięki Waszej pomocy możemy być przy Marcelu cały czas.
Możemy trzymać go za rękę, kiedy boli. Możemy reagować na każdą jego potrzebę. Możemy być przy nim wtedy, kiedy się boi, kiedy cierpi, kiedy nie ma siły zawołać, kiedy potrzebuje wody do zwilżenia ust, poprawienia poduszki, obecności, spokoju albo zwykłego zapewnienia: „jesteśmy tutaj”.
Możemy też robić rzeczy, które w leczeniu Marcela mają ogromne znaczenie. Smarujemy i pielęgnujemy jego rany po kilkanaście razy na dobę.
Według słów pani chirurg daje to spektakularne efekty!!
Wiemy, że nasza obecność przy nim naprawdę wpływa na jego leczenie, komfort i poczucie bezpieczeństwa.
Nie chodzi o to, że personel nie pomaga. Lekarze i pielęgniarki robią ogromną pracę. Ale szpital jest przeciążony, pielęgniarki często mają pod opieką wielu pacjentów jednocześnie, a Marcel potrzebuje opieki właściwie bez przerwy.
Dzięki Wam nie zostaje sam ani przez chwilę. Nie jest zdany wyłącznie na system, który czasem zwyczajnie nie nadąża.
My jesteśmy już ledwo żywi. Nie dosypiamy, mało jemy, żyjemy w ciągłym napięciu i strachu. Ale trzymamy się dla naszego złotego chłopca... Tęsknimy za Oluniem...
Choroba oparzeniowa będzie z nami jeszcze bardzo długo. Przed Marcelem miesiące, a być może lata rehabilitacji.
Czeka go operacja zespolenia jelita i likwidacji stomii.
Czekają nas dojazdy do Ostrowa Wielkopolskiego na laseroterapię przez kilkanaście miesięcy.
W pierwszym półroczu po wyjściu ze szpitala konieczna będzie intensywna, praktycznie nieustanna rehabilitacja, a później dalsze leczenie i kontrole co kilka tygodni.
Marcel będzie musiał nosić odzież uciskową przez 23 godziny na dobę.
Przed nim również leczenie twarzy i kolejne zabiegi związane z dużym ubytkiem kości jarzmowej. Niestety część tego leczenia będzie musiała odbywać się prywatnie, bo chirurdzy zrobili już to, co w warunkach szpitalnych było możliwe.
To wszystko oznacza ogromne koszty. Rehabilitacja, dojazdy, laseroterapia, odzież uciskowa, leczenie blizn, konsultacje specjalistyczne, kolejne zabiegi, opieka po wyjściu ze szpitala — przed nami długa droga, której skali nie da się jeszcze dokładnie przewidzieć.
Dlatego z całego serca dziękujemy za każdą wpłatę, każde udostępnienie, każde dobre słowo, każdą modlitwę i każdą myśl wysłaną w stronę naszego synka.
Dzięki Wam Marcel nie tylko ma szansę na dalsze leczenie. Dzięki Wam my możemy być przy nim — dzień i noc. Możemy ściskać jego rękę, kiedy boli. Możemy walczyć razem z nim, a nie patrzeć z daleka, jak przechodzi przez to sam.
Marcel przeżył coś, czego żadne dziecko nie powinno przeżyć. Ale walczy. Każdego dnia. A my razem z nim.
Dziękujemy, że jesteście częścią tej walki.
Add updates and keep supporters informed about the progress of the campaign.
This will increase the credibility of your fundraiser and donor engagement.
Description
Nasz 13-letni syn Marcel uległ tragicznemu wypadkowi. Dziś jest w bardzo ciężkim stanie i walczy o życie. To najtrudniejszy moment w naszym życiu, a przed Marcelkiem długa i bardzo trudna droga leczenia, kolejnych operacji, rehabilitacji i walki o powrót do jak największej sprawności.
Marcel doznał ogromnych obrażeń oraz ciężkich poparzeń po porażeniu prądem wysokiego napięcia. Poparzenia obejmują około 50% ciała, w tym również drogi oddechowe.
Najpoważniejsze obrażenia obejmują między innymi całe plecy, lewą rękę, lewą pachę, okolice twarzy oraz bardzo ciężki uraz prawej strony głowy. W obrębie prawej strony głowy doszło do bardzo głębokiego ubytku tkanek — skóry, mięśni oraz kości czaszki. Na ten moment największym cudem jest dla nas to, że uraz nie objął mózgu.
Bardzo ciężkie obrażenia znajdują się również w okolicy brzucha, wokół pępka, gdzie najprawdopodobniej znajdowała się rana wyjściowa prądu. To rozległe oparzenie IV stopnia, większe niż dłoń, z głębokim ubytkiem skóry, tkanek i mięśni. Podobnie głębokie uszkodzenia występują także w okolicy lewej pachy oraz głowy.
Marcyś jest w bardzo ciężkim stanie. Przed Nim długie leczenie, kolejne zabiegi, walka o pokrycie miejsc pozbawionych skóry, rehabilitacja, leczenie blizn i ogromna praca nad powrotem do życia po tym, co się wydarzyło.
Jako rodzice jesteśmy przy nim i zrobimy wszystko, żeby miał szansę wrócić do zdrowia. Leczenie szpitalne ratujące życie odbywa się w ramach NFZ, ale koszty, które spadają na rodzinę, są ogromne i będą trwały długo.
Musimy przebywać około 300 km od domu, organizować noclegi, dojazdy, jedzenie i codzienne funkcjonowanie poza miejscem zamieszkania. Będziemy wymieniać się przy Marcelu, bo chcemy, żeby żadne z nas nie zostawiło go samego w tak strasznym czasie. Jednocześnie w domu mamy młodszego synka, który również potrzebuje opieki, bezpieczeństwa i choć odrobiny normalności.
Przez ten czas nie będziemy mogli pracować i zarabiać tak jak do tej pory. Nadal będziemy robić wszystko, żeby utrzymać dom i obowiązki zawodowe, ale będziemy musieli wymieniać się przy Marcelu, dzielić czas między szpital oddalony o około 300 km, młodszego syna i codzienne sprawy, które mimo tragedii nie znikają. To oznacza, że nasza możliwość normalnej pracy będzie mocno ograniczona.
O założeniu zbiórki początkowo w ogóle nie myśleliśmy. W pierwszych dniach liczyło się dla nas tylko to, żeby Marcel przeżył i żeby lekarze mogli zrobić wszystko, co konieczne. Myślenie o pieniądzach w takiej chwili wydawało nam się czymś niewyobrażalnym.
To lekarz prowadzący, widząc skalę obrażeń Marcela i wiedząc z doświadczenia, jak długo i kosztownie wygląda leczenie po tak ciężkich oparzeniach, powiedział nam wprost, że powinniśmy jak najszybciej zabezpieczyć środki na dalsze leczenie, rehabilitację i całą otoczkę związaną z pobytem rodziny przy dziecku. Uświadomił nam, że kiedy opadną pierwsze emocje, pomoc ludzi może być mniejsza, a potrzeby Marcela dopiero wtedy będą ogromne.
Kwota zbiórki została ustalona w oparciu o rozmowy z lekarzami, którzy mają wieloletnie doświadczenie w leczeniu dzieci po tak ciężkich urazach i oparzeniach. My, jako rodzice, jesteśmy dziś w stanie myśleć co najwyżej o kolejnym dniu. Stan Marcysia i skala tragedii są dla nas tak przerażające, że nie potrafimy realnie oszacować, co będzie potrzebne za tydzień, miesiąc czy rok.
Chcemy też jasno wyjaśnić, że leczenie Marcelka tak daleko od domu nie jest naszym wyborem ani żadnym „wymysłem”. Marcel trafił do ośrodka, który w jego sytuacji daje mu największą szansę. To jedno z najlepiej przygotowanych miejsc w Polsce do leczenia tak rozległych i ciężkich oparzeń — posiada specjalistyczne zaplecze techniczne, doświadczony zespół oraz lekarzy, którzy od wielu lat zajmują się najbardziej skrajnymi przypadkami.
W przypadku Marcelka ogromne znaczenie ma również współpraca ośrodka z Uniwersytetem Jagiellońskim w zakresie hodowli tkanek ze skóry Marcela. Może to bardzo pomóc w szybszym pokryciu tych miejsc, w których obecnie brakuje skóry. U Marcela są to między innymi całe plecy, lewa ręka, lewa pacha, okolice twarzy, okolica brzucha oraz prawa strona głowy, gdzie doszło do szczególnie głębokiego uszkodzenia tkanek.
Lekarze uświadomili nam, że przy tak poważnych obrażeniach koszty nie kończą się na leczeniu szpitalnym. Przed Marcelem mogą być miesiące, a nawet lata rehabilitacji, psychoterapii, leczenia blizn, laseroterapii, konsultacji i codziennej walki o powrót do sprawności.
Chcemy być przy Marcelu, wspierać go, rozmawiać z lekarzami, podejmować decyzje i dawać mu poczucie, że nie jest sam.
Środki ze zbiórki będą przeznaczone na:
pobyt rodziców przy szpitalu i w miejscu leczenia,
dojazdy między domem a szpitalem,
rehabilitację Marcela,
psychoterapię i wsparcie po traumie,
laseroterapię i leczenie blizn,
środki medyczne, pielęgnacyjne, opatrunki i odzież uciskową,
konsultacje specjalistyczne,
codzienne koszty życia w czasie, kiedy nasze życie zostało przeniesione daleko od domu,
zabezpieczenie Marcela na dalsze etapy leczenia.
Nie znamy jeszcze pełnych kosztów, bo leczenie takich obrażeń trwa miesiącami, a często latami. Kwota zbiórki jest orientacyjna i została ustalona po to, żebyśmy mogli skupić się na walce o zdrowie Marcela, a nie każdego dnia martwić się, czy będzie nas stać na bycie przy nim.
Bardzo trudno jest nam prosić o pomoc, ale dziś naprawdę jej potrzebujemy. Każda wpłata, każde udostępnienie i każde dobre słowo mają dla nas ogromne znaczenie.
Dziękujemy wszystkim, którzy są z Marcysiem i z Nami w tym najgorszym czasie.
Zbieram dla ciebie puszki
Jeszcze będzie pięknie ❣️
Trzymaj się
Marcel jesteśmy z Tobą ❤️
Marcel wracaj szybko do zdrowia, Wiktor, kolega z pumptracka