id: rypm8v

Kolejna misja dla Ukrainy. Kupujemy karmę i leczymy psy!

Kolejna misja dla Ukrainy. Kupujemy karmę i leczymy psy!

Description

Jako Fundacja Centaurus od lat ratujemy zwierzęta w Polsce i na całym świecie. Pod naszą opieką znalazły się już tysiące koni, psów i kotów – zwierząt porzuconych, chorych, często skazanych na śmierć. Prowadzimy jeden z największych na świecie azyli dla koni, ale pomagamy wszędzie tam, gdzie zwierzęta nie mają żadnej szansy na pomoc. Działamy także poza granicami kraju, gdzie codzienność zwierząt bywa szczególnie trudna

lR2xoSFKmSr7psrg.jpg

---


Zbiórka inna niż wszystkie. I w zasadzie nigdy jej nie planowałam, ale przeczytaj tę historię.


Walerego poznałam wiele, wiele lat temu. Był u nas prawie osiem lat. Przez ten czas był chyba wszystkim – był i stajennym, i szefem ośrodka, był kierowcą, pomagał szykować konie do adopcji, wyrzucał gnój, karmił, jeździł z nami na targi i wykłócał się o życie zwierząt. Tam, na Ukrainie, zostawił rodzinę – żonę i dwóch synów. I czasem, gdy w przelocie wpadałam do stajni i chwilę pogadaliśmy, opowiadał, jak bardzo za nimi tęskni, ale też, że ta praca pozwala im wszystkim funkcjonować. Gdzieś tam było to dla mnie egzotyczne, bo żyłam w czasach, gdy nie wszyscy rodzice musieli się rozstawać, żeby rodzina mogła przetrwać. A jednocześnie z tej egzotyki stawało mi się to coraz bliższe, bo Walery bardzo dużo opowiadał o Ukrainie i swojej rodzinie. Potem poznałam jego cudowną żonę, gdy przyjechała tutaj, do Polski, na kilka tygodni. Pamiętam zdjęcia jego młodszego syna. Dziesięcioletni chłopczyk przewijał się na różnych fotografiach. Walery przenosił się z nami z ośrodka do ośrodka, był chyba wszędzie. Na końcu, zanim wyjechał, zarządzał kilkuset hektarami na rezerwacie. To był taki człowiek do tańca i do różańca. Mówię o nim „był”, chociaż ciągle jest. W zasadzie wczoraj z nim rozmawiałam, a dzisiaj oddaję do druku ostatnie ulotki i chciałam Ci o nim opowiedzieć.

cHD9ZpegCHmE97on.jpgE47pLfioXm0YoyfF.jpg

MQFLQ54wyckRhtQf.jpg7yApu0iervZwGi6M.jpgdytr21jAONt9zyzS.jpg

Połączyliśmy się na krótko. Walery siedzi w jakiejś wsi przy granicy z Rosją. Dzisiaj było bardzo gorąco. Wczoraj też tak było. Mówił, że wodę ma w baniakach, a prąd idzie z takich urządzeń, które pokazywał mi na kamerze. Grubo ubrany, ale nie narzekał na upał. Mówił, że w zasadzie siedzi i czeka na rozkazy, a na zewnątrz wychodzi tylko wtedy, gdy pada, bo wtedy drony nie latają. Raz na kilka miesięcy ma trochę wolnego i wtedy przenosi się piętnaście kilometrów dalej, do innego mieszkania. Rodziny praktycznie nie widuje. To, co mnie uderzyło, to że przez całą rozmowę bardzo ciepło się uśmiechał i bardzo dużo wspominał. Opowiadał też o samej wojnie i o sobie, o tym, jak się w tym wszystkim odnajduje, ale uśmiech nie schodził z jego ust, jakby był z tym wszystkim pogodzony. Rozmawiając z nim, przesuwałam w telefonie stare zdjęcia, na których pracował u nas ze zwierzętami, a on w międzyczasie wysyłał mi swoje zdjęcia stamtąd – z Ukrainy, z tej wojny, która go nam zabrała. A w całej tej rozmowie najbardziej uderzyło mnie, gdy powiedział, że sam chciał iść do wojska. Chciał, bo ma dwóch synów i pomyślał, że jeżeli tacy jak on pójdą dobrowolnie, to nie będą tak szybko zabierać tych młodych. Gdy na koniec rozmowy zapytałam, jakie ma plany, gdy wojna się skończy, powiedział, że nie ma planów. Powiedział, że ma bardzo wysokie ciśnienie i nie wie, ile czasu jeszcze przed nim. Ale nawet gdy to mówił, uśmiech nie schodził z jego ust. Tak bardzo chyba cieszył się z rozmowy ze światem, z którym tak wiele go łączyło. Mimo ciężaru tego, co przeżywa, ani na minutę nie dał mi odczuć, że to wszystko jest takie trudne. Na koniec kazał wszystkich tutaj, w Fundacji, pozdrowić i uściskać. Ciebie też.


Jak wiesz, bardzo wspieramy Ukrainę i zwierzęta na Ukrainie. Robiliśmy to jeszcze przed wojną, bo wielu ludzi z Ukrainy u nas pracowało. Bardzo intensywnie robiliśmy to również wtedy, gdy cały świat angażował się w pomoc Ukrainie. Ale teraz, choć ciszej, robimy to nieustannie. Nie tylko przywozimy stamtąd psy i wysyłamy fundusze na leczenie, ale staramy się także opowiadać o zwierzętach Ukrainy w czasie, gdy nikt już nie chce o tym mówić, bo emocje opadły i świat poszedł dalej.

9XZSTblamqqzMXDZ.jpg

RMuiuVvOkfAFFLhH.jpgYu81xrgBWctM3PgT.jpgePh9sE4tJYFtPZrc.jpg

Opowiedziałam Ci o Walerym, bo byłam niezwykle poruszona tą rozmową, ale również dlatego, że uświadomiła mi ona, ile czasu już upłynęło i jak bardzo ten czas pędzi dla nas wszystkich.


Za moment znowu będziemy jechać na Ukrainę i bardzo chciałabym, żebyśmy ponownie zawieźli stos karmy oraz opłacili leczenie, sterylizacje i kastracje. Ta zbiórka jest właśnie po to. Jeśli możesz wesprzeć nasze działania, będę Ci ogromnie wdzięczna. A jeśli możesz dodatkowo wysłać ciepłe myśli albo list dla Walerego, który sfotografuję i wyślę mu, myślę, że będzie to dla niego bezcenne. Jeśli chcesz, możesz napisać do niego kilka słów – SMS-em, mailem albo zwykłym listem. Myślę, że będzie to dla niego naprawdę bezcenne.

R70H6ArSJryah17o.jpgQpENzvESbQSFWeJV.jpgnc8uzvxYwzno2j8L.jpg29SNXtX6QPSShQ7U.jpgc7caCZ8vUs7N4Cf6.jpg


---


dgysJGJSAvkYFm56.jpg

Comments

 
2500 characters
Zrzutka - Brak zdjęć

No comments yet, be first to comment!

We prioritize safety. If you have any concerns, please report this fundraiser using