Muszę w sierpniu zebrać około 10 tys. zł. Nie na wakacje ani spełnianie marzeń, lecz na długi, leczenie i jedzenie.
Moja choroba jest bardzo dynamiczna. Każdy dzień przynosi nową niespodziankę, zwykle taką, której nie da się opłacić poczuciem humoru. Kiedy zdrowie pozwala, piszę i działam z lokatorami. Kiedy nie pozwala, rachunki i tak przychodzą punktualnie. Człowiek wpada więc w zaległości nie dlatego, że żyje ponad stan, tylko dlatego, że samo przeżycie kosztuje przez jakiś czas więcej, niż jest w stanie zarobić.
Proszenie o pieniądze nadal nie stało się moim hobby. Robię to, bo bez pomocy nie domknę sierpnia. Jeśli możecie, wpłaćcie 20, 50 albo 100 zł. Dwieście osób po 50 zł wystarczy, żeby osiągnąć cel.
Jeżeli nie możecie wpłacić, udostępnijcie ten wpis, najlepiej dodając kilka słów od siebie. Dzięki temu zrzutka ma szansę dotrzeć poza krąg tych samych osób, które od dawna ratują mi tyłek.