Gnijąca rana i larwy na pysku. Uratujmy psa Keru!
Gnijąca rana i larwy na pysku. Uratujmy psa Keru!
Description
Jako Fundacja Centaurus od lat ratujemy zwierzęta w Polsce i na całym świecie. Pod naszą opieką znalazły się już tysiące koni, psów i kotów – zwierząt porzuconych, chorych, często skazanych na śmierć. Prowadzimy jeden z największych na świecie azyli dla koni, ale pomagamy wszędzie tam, gdzie zwierzęta nie mają żadnej szansy na pomoc. Działamy także poza granicami kraju, gdzie codzienność zwierząt bywa szczególnie trudna.

---
Keru nie miał już nosa w takim kształcie, w jakim powinien mieć go pies.
Na środku pyska była ogromna, otwarta rana. Głęboka. Zakażona. Wypełniona martwą, gnijącą tkanką. W środku poruszały się larwy. Część nosa była po prostu zniszczona, jakby ktoś wyrwał z jego twarzy fragment ciała i zostawił go z tym bólem na ulicy.
Nie było tam małej ranki.
Nie było zadrapania.
Nie było czegoś, co można przemyć i poczekać, aż samo się zagoi.
Była wielka, otwarta przestrzeń bólu dokładnie na jego pysku. W miejscu, którego nie da się ukryć. W miejscu, które bierze udział w każdym oddechu, każdym ruchu głowy, każdej próbie jedzenia, każdej próbie przetrwania kolejnego dnia.




Keru był psem ulicy w Nepalu. Słabym, wyniszczonym, w bardzo złym stanie. Jego twarz była najbardziej widocznym dowodem cierpienia, ale nie jedynym. Całe jego ciało mówiło, że walczył już długo. Że jego organizm zużywał resztki sił, żeby jeszcze stać, jeszcze iść, jeszcze oddychać, jeszcze nie zniknąć z tego świata, który tak długo przechodził obok.
I jest w tej historii pytanie, od którego trudno uciec.
Co mu to zrobiło?
Nie byliśmy przy tym. Nie możemy napisać, że wiemy. Nie możemy wskazać winnego ani opowiedzieć sceny, której nikt z nas nie widział. Ale rana wyglądała tak, jakby mogła powstać od czegoś ostrego. Od czegoś, co przecięło, rozdarło, zniszczyło tkanki i zostawiło psa z urazem, który później każdego dnia zamieniał się w zakażenie, nekrozę i coraz większy dramat.
A jednak Keru przeżył.
Z takim pyskiem.
Z takim bólem.
Z taką raną.
Z larwami w miejscu, gdzie powinno być zdrowe ciało.
Dzisiaj Keru jest już w klinice przy sanktuarium. Tam rozpoczęła się walka, która nie będzie jedną prostą procedurą, jednym zabiegiem i szybkim końcem leczenia. Lekarze wykonali RTG i przyszła jedna dobra wiadomość: mimo potwornego uszkodzenia nosa kości nie są złamane. Struktury w obrębie jamy nosowej mogły zostać przesunięte przez obrzęk, głębokie cięcia i uraz, ale same kości wyglądają na całe.
To jednak nie zmienia najtrudniejszego.
Tkanki są zniszczone dramatycznie.
Część skóry i nosa została utracona bezpowrotnie. Rana jest tak rozległa, że nie ma wystarczającej ilości zdrowej tkanki, by po prostu ją zamknąć i zszyć. Nie da się przykryć tego cierpienia kilkoma szwami. Nie da się powiedzieć: „operacja i po wszystkim”. Keru musi goić się powoli, jako pies z otwartą raną, którą trzeba codziennie oczyszczać, zabezpieczać i pilnować, żeby zakażenie nie wygrało.
Każdego dnia usuwane są martwe tkanki.
Każdego dnia rana jest dokładnie czyszczona.
Każdego dnia trwa walka z infekcją.
Do tego leki, opieka, dobre jedzenie, wzmacnianie organizmu, odbudowa sił, szczepienia i kastracja dopiero wtedy, kiedy będzie na tyle stabilny, żeby bezpiecznie przez to przejść.
Keru już nigdy nie będzie wyglądał tak, jak wcześniej. Stracił część nosa. Na jego pysku zostaną blizny. Ta historia zostanie zapisana na jego twarzy na zawsze. Ale to nie znaczy, że jego życie ma zostać zapisane tylko cierpieniem.
Właśnie dlatego dzisiaj opowiadamy Wam o Keru.
W ramach Zwierząt Bez Granic docieramy do miejsc, w których cierpienie zwierząt często dzieje się daleko od naszego wzroku. Do krajów, ulic, schronisk i klinik, gdzie pomoc nie przychodzi sama, a każdy uratowany pies jest efektem czyjejś decyzji, czyjejś reakcji i czyjejś zgody na to, żeby nie odwrócić głowy.
Keru nie potrzebuje dzisiaj litości.
Potrzebuje leczenia.
Potrzebuje codziennej opieki.
Potrzebuje leków, karmy, czyszczenia rany, kontroli i czasu.
Potrzebuje ludzi, którzy pomogą przeprowadzić go przez leczenie, którego nie da się przyspieszyć ani uprościć.
Bardzo Was prosimy. Zostańcie dziś przy Keru. Pomóżcie nam ratować psa, który z otwartą, zakażoną raną na pysku przetrwał wystarczająco długo, żeby pomoc w końcu do niego dotarła.
Teraz nie może zostać sam.
Nie po tym wszystkim, co już przeżył.
---

Wspieram
Niech piesek szybko wraca do zdrowia, wpłaciłem co mialem i mimo ze nie jest to niewiadomo jaka kwota mam nadzieję ze cos pomogę