id: t39bu8

„Pod ciężarem depresji, nerwicy lęk. i niewidzialnego bólu”

„Pod ciężarem depresji, nerwicy lęk. i niewidzialnego bólu”

 
Kamila Matouszek

Description

Od kilku lat żyję pod ciężarem niewidzialnego smutku. Zmagam się z depresją i nerwicą lękową, które odebrały mi spokój, radość i możliwość normalnego życia.

Pięć lat temu postawiono mi diagnozę, ale z perspektywy czasu — i dzięki psychoterapii — wiem, że chorowałam o wiele dłużej. Przez lata nieświadomie lekceważyłam sygnały, które wysyłał mój organizm i psychika. Wydawało mi się, że to tylko zmęczenie, słabszy okres, stres... aż w końcu choroba całkowicie przejęła kontrolę nad moim życiem.


Po długim leczeniu zaczęło się powoli układać — miałam pracę i wierzyłam, że wreszcie wszystko zaczyna iść w dobrą stronę. Niestety, ponad rok temu przeszłam silny nawrót choroby, po którym trafiłam na oddział dzienny zdrowia psychicznego. To był trudny, ale potrzebny czas – powrót do życia po szpitalu i próba zbudowania wszystkiego od nowa. Niestety, leczenie psychiatryczne i psychoterapia nie są refundowane, podobnie jak większość leków, które muszę przyjmować. Każda wizyta i recepta to duży wydatek, a ja nie mam już sił, by walczyć z chorobą i jednocześnie z problemami finansowymi.


Depresja to nie tylko smutek. To choroba, która powoli zżera człowieka od środka — odbiera siły, wiarę i chęć do życia. Nerwica lękowa sprawia, że zwykłe codzienne czynności urastają do rangi ogromnych wyzwań, a każdy dzień staje się walką z niewidzialnym przeciwnikiem.


Przez długi czas prowadziłam własną działalność gospodarczą, ale mimo braku możliwości pracy ze względu na pobyt w szpitalu 3 x po 3 miesiące, wciąż musiałam opłacać obowiązkowe składki ZUS i rachunki, raty... Świadczenie rehabilitacyjne, które otrzymywałam, nie wystarczało na wszystko – na leki, jedzenie i podstawowe opłaty. Z czasem narosły zaległości i długi się pogłębiły, które dziś bardzo mnie przytłaczają. Po zakończeniu długiej terapii w szpitalu miałam nadzieję, że będę góry przenosić i sama ze wszystkim dam sobie radę, ale głowa i ciało-somatyka zrobiły mi psikusa. Musiałam schować dumę do kieszeni i prosić o pomoc.


Bardzo marzę o tym, by choć na chwilę poczuć spokój i ulgę, bez lęku o kolejne ponaglenia i rosnące odsetki.


Nie jest mi łatwo prosić o pomoc — to dla mnie wstydliwe i trudne. Ale wiem, że sama już nie dam rady.


Edit:

Z całego serca dziękuję każdemu, kto mnie wspierał i wspiera mam cudnych ludzi wokół i dzięki Wam powoli staję na nogi💚

Jestem pod opieką psychiatry. Udało się za drugim razem dobrać w miarę leki, a to też nie był szybki proces, ale mam nadzieję, że ta "niemoc" i cierpienie psychiczne i fizyczne będzie oddalało się z miesiąca na miesiąc, że nie wróci to co było...


Comments 11

 
2500 characters
We prioritize safety. If you have any concerns, please report this fundraiser using