Description
Wiecie jak wygląda ofiara hodowcy gołębi? Właśnie tak. Poznajcie Krokusa.
Wczoraj jadąc autostradą A1, na wysokości Gliwic, zauważyliśmy na pasie awaryjnym gołębia. Zjechaliśmy pierwszym możliwym zjazdem i wróciliśmy w tamto miejscem. Był żywy, ale prawie wcale się nie ruszał. Z oka sączyła się krew. Zauważyliśmy metalową obrączkę z informacjami o ptaku, nie było jednak drugiej, z danymi hodowcy.
W domu z przerażeniem odkryliśmy, że ptak ma związane pióra w lewym skrzydle taśmą izolacyjną by uniemożliwić mu latanie. Nie ma innej opcji jak mógłby się dostać między 6 pasów ruchu a barierę dźwiękoszczelną jak tylko wyrzucenie z auta. Wskakują też na to obrażenia. Oprócz uszkodzenia oka ma też otwarte złamanie łapki (bym może to "wypadek" przy okazji ściągania obrączki ze swoimi danymi).
Pierwszy raz spotykam się z tak wymyślnym sposobem pozbycia się ptaka (choć wiem od innych wolontariuszy, że mieli już takie przypadki). Nie dziwią mnie już teksty o ukręceniu głowy kiedy ktoś dzwoni do hodowcy, że znalazł jego ptaka. Jednak to? Serio porzucić ptaka pod kołami setek aut by konał w męczarniach?
Krokus jest w stanie ciężkim. Podajemy kroplówki i środki przeciwbólowe, ale nie wiemy czy nie ma też obrażeń wewnętrznych. Póki co walczymy.