Wspierajmy rodzinę w remoncie i w walce z chorobą!
Wspierajmy rodzinę w remoncie i w walce z chorobą!
Updates2
-
Dziękuję za dzisiejszy dzień! Zarówno twórcom jak i widzom, jesteście wspaniali ❤️
0CommentsNo comments yet, be first to comment!
Add updates and keep supporters informed about the progress of the campaign.
This will increase the credibility of your fundraiser and donor engagement.
Description
Długo zastanawiałam się nad założeniem tej zrzutki. Mój mąż nie chciał się zgodzić, przecież damy radę sami...ale...
Moja mama kiedyś mawiała, że nieszczęścia chodzą parami. W ostatnim czasie mam jednak wrażenie, że w moim życiu rozsypał się jakiś worek z nieszczęściami i kiedy myślę, że gorzej już być nie może, los pokazuje mi jak bardzo się myliłam. Ale od początku...
Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam, ale worek z nieszczęściami otworzył się gdy byłam w ciąży. Mąż w ostatnim czasie czuł się gorzej, szybko się męczył, po pracy był tak wykończony, że od razu szedł spać. Ciężka, fizyczna praca, tak sobie tłumaczyliśmy . Przed Świętami Wielkanocnymi jednak coś nas tknęło...niby ma wolne, a dalej ciągle odsypia...? Zmierzyliśmy poziom cukru we krwi, był ekstremalnie wysoki. Okazało się, że mąż ma cukrzycę typu 1, ale to przecież nie tragedia. Mnóstwo ludzi ma cukrzycę. Po świętach umówiliśmy się do diabetologa, rozpoczęło się leczenie. Wszystko było niby w porządku, ale ok. rok po urodzeniu się naszego syna zaczęły się problemy z ustabilizowaniem poziomu cukru. To rósł, to gwałtownie spadał. W pewnym momencie mąż stracił czucie w rękach i nogach. Karetka zabrała go do szpitala, gdzie lekarze nie dali rady go ustabilizować. Został przetransportowany do szpitala w innym mieście. Nie mogłam go nawet odwiedzać, jednak tam, na oddziale diabetologii lekarzom udało się mu pomóc. Został też kompleksowo przebadany i tu coś ich zaniepokoiło... serce. Z oddziału diabetologii trafił na kardiologię, gdzie padła diagnoza: niewydolność serca kl. III NYHA z obniżoną frakcją wyrzutową 35%, ekscentryczny przerost lewej komory serca, uszkodzenie przegrody międzykomorowej i koniuszka lewej komory, choroba niedokrwienna serca, nadciśnienie tętnicze III stopnia, łagodna niedomykalność zastawki, zmiana degeneracyjna siatkówki oka, śródmiąższowe zapalenie płuc, covid-19. Wykonano operację uszkodzonej siatkówki i angioplastykę tętnicy z implantacją stentu DES, a następnie zalecono wizytę w Poradni Niewydolności Serca celem kontroli echokardiograficznej i kwalifikacji do wszczepienia kardiowertera-defibrylatora.
Maż wyszedł ze szpitala po 1,5 miesiąca, z receptą na kilkanaście pozycji. Jak się okazało, koszt ich wykupienia na zaledwie miesiąc to ok. 1000 zł. Nie mieliśmy tyle, ale w wykupieniu recepty pomogła moja mama. Zawsze pomagaliśmy sobie w trudnych chwilach. Jakoś żyliśmy z miesiąca na miesiąc. Mąż nie mógł już wrócić do pracy. Stan zdrowia na to nie pozwalał, a bywały dni kiedy nawet wyjście do sklepu było wyzwaniem, bo chodzenie po schodach z torbami zakupów było zbyt obciążające. Upały były dla niego zabójcze, każda zmiana pogody wykańczała organizm. Ale jakoś się trzymał. "W końcu mam dla kogo" - powtarzał.
Mąż dostał rentę. Opiekował się naszym synkiem, a ja pracowałam na pół etatu. Próbowałam utrzymać dodatkowe zatrudnienie, ale zbyt wiele było sytuacji kiedy dostawałam telefon, żeby natychmiast być w domu, bo coś się dzieje z mężem, bo jest stan zagrożenia życia. Nie mam prawa jazdy ani oczywiście zdolności teleportacji, więc jedyną możliwością była rezygnacja z drugiej pracy. Na szczęście swoją stałą pracę mam niedaleko domu, ale wypłata z pół etatu i renta męża nie starcza na wiele. Starczyłaby na skromne życie, ale przecież worek z nieszczęściami pozostaje otwarty...
Kiedyś pomagała nam moja mama, chociaż ostatnio sama wymagała pomocy. Była sprawna fizycznie, jak to się mówi 'na chodzie', ale dużo już zapominała. Trzeba było jej robić zakupy, opłacić rachunki, gotować, sprzątać, nic wielkiego. Przecież od tego jest rodzina, żeby sobie pomagać... Mama zmarła jednak 3 miesiące temu. To był cios zarówno psychiczny jak i finansowy. Akurat dostaliśmy 'rozliczenie' za ogrzewanie po zimie, a siedząc w zakładzie pogrzebowym nie byłam w stanie wydusić z siebie "...nie mamy takich pieniędzy" gdy usłyszałam ile jeszcze trzeba "dziś do 16:00" dopłacić po uwzględnieniu zasiłku pogrzebowego, albo... mama nie zostanie pochowana... I tym razem jakoś się udało. Mamy przyjaciółka coś pożyczyła, coś dołożył brat, wyciągnęłam to co było odłożone na rachunek za ogrzewanie i mamę pochowaliśmy.
Po jej śmierci została pustka w sercu i na koncie. I długi. Mama miała kredyt hipoteczny, pod hipotekę naszej nieruchomości, więc nawet odrzucenie spadku w niczym nas nie ratuje. Do czasu rozwiązania sprawy spadkowej, nawet nie wiemy ile dokładnie jest do spłaty. Trochę to potrwa z uwagi na brak kontaktu z jednym ze spadkobierców.
Miesiąc po śmierci mamy okazało się, że nasza prawie 18-letnia córka jest w ciąży. Znajomi mówią mi, że dziecko to szczęście, że damy radę, że młoda bez problemu skończy szkołę a najważniejsze jest, że ma nasze wsparcie.
Niestety, nasz dom jest w stanie do generalnego remontu. Obecnie mamy do dyspozycji: pokój, małą łazienkę z prysznicem i pokój z aneksem kuchennym. Trochę za mało na całą, mającą się powiększyć za chwilę rodzinę. Całe piętro jest natomiast w stanie nienadającym się do zamieszkania. Dach i ściany wymagają ocieplenia, okna wymiany, trzeba zrobić tam ogrzewanie, instalację elektryczną i wodno-kanalizacyjną, podłogi, sufity, ściany, wstawić drzwi...do zrobienia jest po prostu wszystko.
Rodzice chłopaka córki nie pomogą, pochodzi on z innego województwa i jest wychowankiem domu dziecka. Niedawno opuścił jego mury i próbuje się usamodzielnić. Nie jest to proste, zważywszy na jego stan zdrowia. Też jest rencistą. Nie daje rady sam wyremontować pokoju dla dziecka, nikt go nigdy nie uczył przecież takich rzeczy, mój mąż nie jest już w stanie pomóc (a wynajęcie firmy kosztuje krocie).
Niedawno usłyszał bowiem kolejny wyrok od losu: niewydolność nerek, konieczne dializy. Przeszedł już zabieg operacyjny wszczepienia cewnika do dializy otrzewnowej. Czekamy na zagojenie ran, w tej chwili mąż nie może opiekować się synkiem jak do tej pory, sam wymaga wręcz mojej opieki. Terapia zaś ma się odbywać w domu, cztery razy dziennie. Dobrze, tata będzie z nami cały czas. Ale tu znów problem nie do przejścia: dializy powinny być robione w miejscu nieskazitelnie czystym, bez osób postronnych, zwierząt...dzieci. W miejscu, gdzie są tylko dezynfekowalne powierzchnie, bez roślin, tkanin, pościeli, bez tego całego 'okołoremontowego kurzu'. Nie jesteśmy w stanie mu tego zapewnić. Każdy zabieg, choć ratuje życie, to robiony w obecnych warunkach będzie igraniem ze śmiercią.
Iskierką nadziei jest szansa na przeszczep nerki i serca, ale mąż musi jakoś do tego czasu przeżyć.
Na domiar złego, synek urodził się z pewną wadą rozwojową. Czeka nas operacja. Zostaliśmy również skierowani przez panie przedszkolanki do poradni psychologiczno-pedagogicznej, ale jeszcze nie wiemy co z tego wyniknie. Z uwagi na ochronę prywatności dziecka, nie chcę też wchodzić tu w szczegóły.
Nie wiem kiedy worek z nieszczęściami się wyczerpie i ile z jego zawartości jestem w stanie jeszcze znieść. Od lat nie myślę o sobie. Jestem już na skraju. Nie chcę jednak nic 'dla siebie'. Nie proszę o wakacje, urlop od problemów, o chwilę oddechu, o odpoczynek. Nie potrzebuję tego. Potrzebuję pomocy w utrzymaniu męża przy życiu, tak długo jak się da. Proszę o szansę na to, żeby dożył narodzin wnuka, ukończenia szkoły przez córkę, żeby zobaczył że 'daje sobie radę' i nie musi już się martwić. Żeby nasz synek, który nawet nie rozumie dlaczego nie wolno teraz taty dotykać i się przytulać, mógł go zapamiętać.
Zbieramy na:
- generalny remont domu: w tym urządzenie w starej komórce pokoju dializ wraz z wyposażeniem oraz pokój dla córki i jej dziecka
- spłatę długów, żeby nie stracić dachu nad głową
Pozdro gracz Broken Ranks, Veskara, Sława Słowianom !
Pozdro od Rodziny Mrozów Thanar
Dużo zdrowia i szczęścia 👊👍
Frey pozdrawia, dużo zdrowia ❤️
wpłaciłem. Trzymaj się chłopie ! Feogorn !