Pomóżmy br. Maciejowi czynić dobro w Afryce ID: 3h97h3

74 369 zł z 100 000 zł

74%

74 369 zł

z 100 000 zł

17 dni

do końca

1017

wspierających
74%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Móc uratować komuś życie to niewiarygodna moc. Masz tę moc w swoich rękach.

Br. Maciej Jabłoński jeszcze całkiem niedawno biegał po boisku z Juniorami WKS Śląsk oficjalnie jako fizjoterapeuta, mniej oficjalnie jako „święty medyk” ;). Przyciągał młodzież do kościoła na Sudeckiej, jeździł z nią w góry, śpiewał z nią i są niezbite dowody, że tańczył ;)

Robił naprawdę świetną robotę.

Moje własne życie przewrócił do góry nogami. To między innymi Jemu zawdzięczam ogrom pozytywnych zmian, które mnie dotknęły i które spowodowały, że od ponad trzech lat zamiast potykać się o bruk, unoszę się pół metra nad ziemią "uchachana" szczęściem, z mega spokojem w sercu i pełna miłości do świata. Lekki świrek.

Większym świrkiem jest jednak br. Maciej, który już na początku naszej znajomości podzielił się ze mną swoim marzeniem - wyjazdem na misję do Afryki. Chyba nie potraktowałam wtedy tego bardzo na serio. Młody człowiek, wówczas jakieś niecałe 30 lat, realizujący się w fajnej parafii we Wrocławiu i misja w Afryce? Romantyczne gadanie…

Jedni gadają, inni działają.

Brat Maciek dwa lata temu spakował tobołki, pożegnał Śląsk i parafię św. Augustyna i ruszył do Afryki. Dokładnie do Republiki Środkowoafrykańskiej.

Na początku spędził tam dwa miesiące odbywając staż przygotowawczy do pracy misyjnej. W zeszłym roku w czerwcu przyjął krzyż misyjny i na dobre ruszył działać w Afryce.

Tak jak i we Wrocławiu tak i żarze buszu rozsiewa pozytywną energię. Ewangelizuje, bawi się z dzieciakami, uczy angielskiego i nawet śpiewa „kaczuchy”.

Brat Maciej ma też porządne przygotowanie medyczne, dlatego ogromna część jego pracy koncentruje się na pomaganiu chorym. Wszyscy potrafimy sobie wyobrazić, że tam temat do łatwych nie należy. Zaplecze jest żadne, podobnie jak i środki na leczenie.

Oto co dziś mówi do nas br. Maciej:

„Moja praca w Republice Środkowoafrykańskiej, to nie tylko sprawowanie sakramentów w odległych wioskach czy budowanie kaplic. W dużej mierze jest to walka o życie i zdrowie, zwłaszcza maluchów. Stworzony u nas w Ngaoundaye „ostry dyżur pediatryczny”, istnieje i funkcjonuje tylko dzięki lekom które kupuję z pieniędzy otrzymanych przez dobrodziejów. Jest czas wielkiego postu, może to będzie dla kogoś z Was zachętą do jałmużny wielkopostnej. A może tak po prostu, ktoś zechce mi pomóc czynić dobro. Opcje są dwie, albo ratuję życie dziecka - bezcenne- albo ono umiera, bo cena za leki 20-30 euro, była zbyt wielka. Brutalne ale prawdziwe!”

MASZ MOC URATOWAĆ ŻYCIE.

P O M Ó Ż !!!

Nie bardzo wiem, co więcej od siebie mogę dodać.

Każda wpłata przekłada się realnie na ukojenie bólu jakiegoś malucha, często wyszarpanie się z ramion kostuchy, które tam w Afryce stanowi wyczerpującą walkę, a w naszych warunkach rutynową procedurę medyczną.

Żyjemy w uprzywilejowanym świecie. Mamy za co dziękować. Podziękujmy wspierając podopiecznych br. Maćka.

Wpłacający1017

 
Dane ukryte
1 000 zł
DK
Dariusz Kuźmiński
900 zł
F
falsenblumen
800 zł
K
Katarzyna
700 zł
 
Dane ukryte
500 zł
KK
Katarzyna Kudrelek
500 zł
 
Dane ukryte
500 zł
 
Dane ukryte
500 zł
MI
Magda i Robert
500 zł
 
Dane ukryte
500 zł
Zobacz więcej

Komentarze233

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

398 502 zrzutki


A ty na co dziś zbierasz?