Polutkowe szczęście - pomóż stanąć mi na nogi. ID: uemb4r

Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki

263 zł z 3 000 zł

8%

263 zł

z 3 000 zł

12 dni

do końca

14

wspierających
8%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Witajcie dobre dusze,


Jestem 5 letnim psem w typie buldoga francuskiego. Na imię mam Apollo - mama mówi do mnie Polutkowe szczęście bo ponoć w tym całym nieszczęściu mam zawsze szczęście.


xdc1480982f6ee4b.jpeg


Od samego urodzenia nie mam łatwego życia. Los nie szczędzi mi cierpienia, ale mam obok siebie dobrych ludzi którzy robią dla mnie wszystko nawet proszą tu o pomoc co nie jest dla nich łatwe. Nigdy nie prosili nikogo o pomoc a leczenia przez te 5 lat było sporo. Wyboru na ten moment nie mają i liczą na każdą złotówkę. Moi rodzice zawsze pomagali chętnie innym, mama ratowała wiejskiej koty i leczyła je z różnych chorób, kociego tyfusu na własny koszt. Niejednokrotnie brała pod opiekę wyrzucone psy. Wierzy, że dobro wraca i teraz ktoś pomoże nam. 


ac6dabc4923a975a.jpeg


Dużo przeszedłem ...

Do tej pory rzeczy, które mi się przydarzały były znośne jak np problemy z oddychaniem w wieku 8 miesięcy na co pomogło półroczne branie leków, czy wymioty po każdym posiłku na co pomogła operacja remodelacji odźwiernika żołądka a na koniec niewydolność trzustki z którą żyje już kilka lat została opanowana i nawet nikt by nie powiedział, ze na nią choruje. Wszystko było ok do czasu aż w lutym zeszłego roku spotkała mnie ta sytuacja. Zostałem sam, mama wyszła na 2 godz i gdy wróciła zastała mnie zzajanego, ciągnącego łapy po domu. Rzuciła torby i zabrała mnie do weterynarza tam po wstępnych badaniach i zdjęciu RTG okazało się, ze wypadł mi dysk, że straciłem momentalnie czucie głębokie i że trzeba operować.


n07f58e4ded184d1.png

Ale na zdjęciu okazało się jeszcze jedna rzecz. W klatce piersiowej znajdowało się coś co nie powinno. Weterynarz podejrzewał przepuklinę przepony. Prawdopodobnie w momencie wypadnięcia dysku gdy próbowałem stanąć na nogi tak mocno napinałem brzuch, że doszło do przebicia przepony przez śledzionę i wpadła do jamy klatki piersiowej przez co miałem takie problemy z oddychaniem.

To był stan zagrożenia życia i zostałem przetransportowany do innej kliniki gdzie w warunkach pod ciśnieniem została natychmiast przeprowadzona operacja.


Operacja była ciężka i trwała 3 godziny. Udała się, weterynarz usunął całą śledzionę w wyniku czego mam osłabioną odporność i muszą mnie rodzice jeszcze bardziej chronić. Weterynarz powiedział, że myślał, że odejdę na stole bo to ogromne obciążenie dla organizmu, Śledziona naciskała na serce. Udało się ;) Po operacji weterynarz powiedział mamie, że ponoć cały mój układ pokarmowy to anomalia i to cud, ze ja funkcjonuje. No cóż cuda się zdarzają.


Ale następnego dnia trzeba było podjąć decyzję co z kręgosłupem. Mama płakała cały dzień i noc, operacja na otwartym kanale kręgowym po tak ciężkiej operacji przepony była niezwykle ryzykowna ale jeśli nie byłaby przeprowadzona w 48 godz od wypadku później nie miałaby sensu. No i trzeba było jeszcze wykonać tomografię z kontrastem. Terminy na za 10 dni na tk a ja miałem już 24 godz. Moja zawzięta mama załatwiła termin na za kilka godz a potem od razu operacja.


mb0a3fc462a528c5.png


Operacja się powiodła i zostałem wypisany do domu.

Przez 2 miesiące

  • nie wypróżniałem się sam
  • nie mogłem oddać moczu
  • Nie mogłem nawet zmienić pozycji wszystko robili za mnie rodzice.
  • Nawet do pracy z nimi chodziłem


No i zaczęła się rehabilitacja taka na bieżni wodnej dopiero po 2 tygodniach bo byłem porozcinany na brzuchu i na plecach. Rana na brzuchu musiała się zagoić i nie mogłem go napinać. Znowu bardzo ważne było jak najwcześniejsze rozpoczęcie rehabilitacji dla kręgosłupa. Jeszcze zapomniałem, że wdało mi się zakażenie pooperacyjne i musiałem brać masę leków, zmieniany był antybiotyk. No kolorowo nie było. Rehabilitowany byłem wielotorowo: magnetoterapia, laseroterapia, elektrostymulacja, zajęcia ruchowe, masaże, naświetlania lampą na podczerwień i wizyty, wizyty i wizyty. Poprawa nastąpiła po jakiś 2 miesiącach zacząłem, stawać do jedzenia sam no i zacząłem sam sikać. Na początku wszędzie gdzie popadnie, ale mama się cieszyła. A potem już świadomie na spacerach pod kamieniem, pod drzewem. Ale to była radość. Czucie głębokie mi wróciło. Walczyliśmy dalej o lepszy chód.

Były dni, że potrafiłem sam się przejść nawet kawałek, ale zdarzają się też gorsze dni.


Wtedy musieliśmy znowu rozpoczynać zabiegi rehabilitacyjne w domu i tak robiliśmy zawsze jest poprawa. Od 3 tygodni nastąpiło znowu pogorszenie weterynarz powiedział, że potrzebne jest wznowienie intensywnej rehabilitacji już nie domowej tylko takiej na odpowiednim sprzęcie w gabinecie. Czyli znowu masa zabiegów i przydałby się wózek abym mógł pobiegać po ogrodzie gdy robi się ciepło, ponieważ gdy za dużo szaleje zaczynam zdzierać łapy a potem znowu mam problemy z chodzeniem bo najzwyczajniej odczuwam ból a nie jestem na tyle sprawny, żeby podnosić wysoko łapy podczas chodzenia.


s2f52730167497ab.jpeg



Kiedyś byłem cieszącym biegającym psem

f8de12437ab50c45.jpeg

Teraz jestem ciągnącym łapy biedaczkiem

m9dec4c85b16f065.jpeg



Czego potrzebuje?

Potrzebuje min 4 zabiegów tygodniowo koszt jednego zabiegu to 50 zł. Poprawa zdrowia następuje po kilku tygodniach intensywnych zabiegów. 200 zł tygodniowo raz kilka tygodni (wszystko zależy od tego ile moje mięśnie potrzebują znowu czasu)

Potrzebuje również wózka abym mógł swobodnie poruszać się po ogrodzie.

Opisałem swoją historię życia i chciałabym prosić o przelanie chociaż złotówki. Koszt zabiegów są drogie potrzebuje min po 4 zabiegi w tygodniu. Bieżnia wodna jest oddalona od nas o 50 km, ale będą mnie zawozić jeśli tylko będą środki. No i wózek który naprawdę mi się przyda. Liczymy na dobre serca nie mamy na kogo liczyć. Do tej pory operacje i leczenie było finansowane przez moich właścicieli, zaciągnęli nawet kredyt na ostatnie leczenie ale nadal go spłacają a tu nadal potrzebne są zabiegi. Do tej pory na moje leczenie wydano ok 15 tyś zł. Bardzo daleko zaszedłem szkoda by to było zaprzepaścić tylko z powodu braku środków. 

Jak to moi weterynarze mówią, nie znają tak wielkiego duchem psa jak ja z tak ogromną wolą życia.

Pozdrawiam, Apo





Wpłacający14

 
Dane ukryte
50 zł
 
Dane ukryte
50 zł
JW
Joanna wawrzyniak
25 zł
D
Daria
25 zł
A
Agnieszka Dąbrowska-Perzyna
25 zł
 
Dane ukryte
10 zł
K
Kasia
10 zł
 
Dane ukryte
5 zł
 
Dane ukryte
5 zł
 
Dane ukryte
2 zł
Zobacz więcej

Nasi użytkownicy założyli

464 375 zrzutek


A ty na co dziś zbierasz?