Z Waszym wsparciem mogę walczyć dalej!!! ID: zrx3y5

Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki

72 750 zł z 350 000 zł

20%

72 750 zł

z 350 000 zł

131 dni

do końca

618

wspierających
20%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Do moich znajomych, przyjaciół, nieznajomych, ludzi, z którymi pracowałam, których wspierałam, którzy w tak wielkiej liczbie pisali zawsze pod moimi postami…

 

Nigdy nikogo o nic nie prosiłam, dzisiaj nadszedł ten czas kiedy okrutna rzeczywistość zmusza mnie, abym poprosiła innych o pieniądze, na to bym mogła żyć.

Mam prawie 42 lata i od 3,5 roku walczę dzielnie z rakiem, rakiem płaskonabłonkowym przełyku z przerzutami do węzłów chłonnych. Ci którzy mnie znają, znają również całą historię mojej choroby, której nigdy nie ukrywałam, i którą zawsze szczerze opisywałam na FB. Opisywałam ją, bo po pierwsze tak łatwiej było mi przejść przez trudne chwile, a po drugie każdy był ciekawy, co się ze mną dzieje. Podczas skomplikowanego leczenia nie byłam w stanie odpisywać każdemu, więc tworzyłam historię swojej choroby na FB. Poprzez swoją historię, dzięki swojej postawie i podejściu do choroby, udało mi się pomóc wielu chorym onkologicznie ludziom, zawsze starałam się pokazywać, że można, że się da, że trzeba walczyć. Aż do dzisiaj, kiedy onkologia w naszym kraju nie daje mi szans, na normalne leczenie.

Jestem po 4 cyklach chemii: 5 FU i cisplatyna, po 7 operacjach (w tym dwóch ratujących życie), po radioterapii w maksymalnej dawce oraz radioterapii stereotaktycznej Cyber Knife. Przez długi czas nie odżywiałam się jak normalny człowiek (nie przełykałam nawet śliny, bo nie miałam przełyku), chodziłam jak cyborg z rurami w brzuchu i wciskałam do nich jedzenie, z tekturową nerką w ręku, do której wypluwałam ślinę w dzień i w nocy. Na szyi emanowała wielka dziura, z której ciągle wylewały się różne płyny. Byłam łysa, wymiotująca i załatwiająca się krwią, leżałam non stop w szpitalu, bo moje ciało nie goiło się, gniło, miało szereg przetok. Ze wszystkim tym, przy pomocy całego zespołu doc. Zielińskiego w Zakopanem wraz z moimi bliskim sobie poradziliśmy, choć każdy z lekarzy patrzy na mnie jak na cud.

Każdy profesor, u którego drzwi staję, mówi to niemożliwe, że Pani, to ta sama osoba z tej historii choroby. A jednak tak, to ja, udźwignęłam tak wiele, a dzisiaj życie rzuca mi pod nogi kłodę, jaką są pieniądze, a w zasadzie ich brak, na bardzo kosztowną immunoterapię, która jest dla mnie jedynym światełkiem, a niestety w przypadku mojego raka nie jest refundowana. Jeszcze pod koniec zeszłego roku wydawało się, że będzie dobrze. Jedyna zmiana w węźle chłonnym, niestety nieoperacyjna, która potraktowana została „cybernożem”, nie powiększała się. Jednak miesiąc temu, podczas badania przeprowadzonego przy okazji poszerzania przełyku, okazało się, że guz zaczął rosnąć i naciekać na aortę, a także na ujście oskrzela głównego po stronie lewej. Badanie PET potwierdziło nacieki nowotworowe w śródpiersiu z cechami progresji metabolicznej.

W związku z tym, że moja choroba zaatakowała teraz bardzo agresywnie, tworząc szereg nacieków, o których wspomniałam wyżej, po konsultacjach u wybitnych specjalistów, w tym przede wszystkim u prof. Cezarego Szczylika, okazało się, że jedynym ratunkiem dla mnie może być immunoterapia polegająca na podaniu nivolumabu i ipilimumabu. W przeciwnym razie nie pozostaje mi nic innego, jak czekanie na śmierć.

Koszt jednej dawki nivolumabu (240 mg), podawanej co 2 tygodnie, to ok. 13.000 zł, jedna dawka ipilimumabu (200 mg), podawanej co 3 tygodnie, to ok. 67.000 zł. Jedna kuracja to 4 dawki ipilimumabu i 3 miesiące podawania nivolumabu, czyli około 350.000 zł. Po tym czasie robi się badania kontrolne, które mają wykazać, czy immunoterapia odnosi oczekiwany skutek.

Nie umiem pisać ckliwych historii, zawsze staram się opisywać tak jak jest. Nigdy też nie byłam w podobnej sytuacji, więc nie mam doświadczenia w pisaniu takich historii. Co mogę powiedzieć jeszcze, jestem zwykłą dziewczyną, która zawsze pracowała, nawet podczas swojej choroby, zawsze pomagała innym. Mam rodzinę: męża Marcina (44 lata) i syna Dominika (20 lat), którzy na każdym etapie mojej choroby bardzo mnie wspierają. Bardzo ich kocham, naprawdę jesteśmy fajną rodzinką, dlatego chciałabym się z nimi zestarzeć.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze byłam dzielna, szłam przez tę chorobę jak pancernik, dzisiaj moja postawa nie ma znaczenia, wszystko w Waszych rękach, ludzi dobrej woli.

 

Kasia

Wpłacający618

WK
Wiesław Kwiatkowski
200 zł
AJ
Agata Jucha
300 zł
 
Dane ukryte
100 zł
 
Dane ukryte
100 zł
 
Dane ukryte
10 zł
 
Dane ukryte
10 zł
 
Dane ukryte
100 zł
 
Dane ukryte
50 zł
 
Dane ukryte
ukryta
PW
Patrycja Włosowicz
ukryta
Zobacz więcej

Komentarze12

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

436 313 zrzutek


A ty na co dziś zbierasz?