id: 2pgyg3

Grulka. 520 gramów życia zdmuchnięte z drogi...

Grulka. 520 gramów życia zdmuchnięte z drogi...

 
Roman Tracz

Aktualności2

  • No i dzisiaj do mnie dotarło... ja nie mam na imię Grulka - ja mam na imię Problem... może jestem mała, może wydaje Wam się, że nic nie rozumiem, ale ja już wszystko rozumiem. Nie pchałam się tutaj ale skoro już jestem to chciałam przeżyć... Podobno żyją na ziemi szczęśliwe koty i mają swoich ludzi. Uciekłam by przeżyć. Wygrałam z grawitacją, wygrałam z ulicą, wygrałam z katarem... w zasadzie zastanawiam się po co to było... To moje małe udręczone ciałko odzyskało siły i przybrało na wadze, jedyne co chcę to żyć i się bawić, a póki co przeszkadzam... wiem, że jestem ciężarem dla ludzi którzy mnie znaleźli, wiem że nie mogę tu zostać na zawsze, wiem że nawet to że jestem czarna jest problemem bo nikt nie chce takich jak ja... mam białą plamkę - ale to za mało... ja jestem jak mikroskopijna plamka na ogromnej mapie kociego cierpienia której nikt nie zauważą na tym paskudnym świecie. Mój czas się kończy. Dałam z siebie co mogłam - nawet od pierwszego dnia wiem do czego jest kuwetka... Minęło dwa tygodnie i nikt o mnie nawet nie zapytał... jestem Problemem, czarnym małym WIELKIM problemem. Ciekawe jakie dostanę imię w schronisku gdzie nikt mnie nie zauważy? Numer 107879?


    Naprawdę nikt mnie nie chce? 

    Jestem zupełnie niepotrzebna? Nikomu? 


    Ja Problem, ja kot.

    Może chociaż na tymczas ktoś mnie przygarnie? Proszę nie oddawajcie mnie do schroniska...


    Kontakt w sprawie Grulki: 604 55 22 81hzbP158ZQfpCaZK9.jpg

    Zrzutka Grulki: www.zrzutka.pl/z/grulka

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.

Opis zrzutki

Opowiem Wam jej historię. Ma na imię Grulka, tak dokładnie tak jak taki mały nowy ziemniaczek mieszczący się w dłoni...


To był zwyczajny czwartek, wskazówki zegara leniwie mijały godzinę 10:20. Wracaliśmy właśnie do biura. Myśli krążyły wokół codziennych spraw, projektów i terminów. Nic nie zapowiadało, że za kilka sekund świat na chwilę się zatrzyma i staniemy się świadkami walki o kruche, ledwo tlące się życie.

Wszystko wydarzyło się w ułamku sekundy.

Samochód jadący tuż przed nami pędził bezwzględnie, rozcinając powietrze jak ostrzem noża. Nagle tuż na boku jezdni zmaterializował się maleńki, niemal niewidoczny punkt. Kierowca nawet go nie zauważył. Siła pędu rozpędzonej maszyny była tak potężna, że dosłownie zdmuchnęła z drogi bezbronne stworzenie.

To była ona - maleńka, zaledwie sześciotygodniowa kotka – ot, garść futra i wielkie, przerażone oczy. Mała została odrzucona z ogromną siłą na bok, bezwładnie uderzając o betonowy krawężnik. Świat się zatrzymał, musieliśmy pomóc. Maleństwo – będące w głębokim szoku i potwornym stresie – zaczęło uciekać. Widok był rozdzierający: małe ciałko lekko zatoczyło się na boki, małe łapki odmawiały posłuszeństwa, a w oczach malował się czysty, zwierzęcy obłęd. Jednak postanowiła walczyć resztkami sił, uciekając przed całym światem, który do tej pory nie był dla niej zbyt łaskawy.

Na szczęście udało się ją złapać, zanim zniknęła w zaroślach, skazana na samą siebie... Później już wszystko toczyło się błyskawicznie - zawrotka z drogi i do veta. Grulka bo takie robocze imię dostała w drodze tuliła się tak jakby chciała zniknąć... 

W gabinecie, czas zdawał się stać w miejscu... nim padły te słowa - "jest cała"! Ma niewielki uraz powypadkowy - krwiaczek w oku od uderzenia ale nie wygląda to na nic groźnego... Niestety diagnoza obnaża też inną smutną prawdę o jej dotychczasowym losie: jest niedożywiona, jest bardzo chudziutka i wycieńczona, a jaj mały organizm toczy walkę z kocim katarem... 


Ta kruszynka ruszyła w świat, by odmienić swój los. Postawiła wszystko na jedną kartę i szukała lepszego życia, a brutalny świat o mało jej nie zmiażdżył. To wyjątkowo trudny, bolesny początek życia dla kogoś, kto na świecie jest dopiero od półtora miesiąca...


I co dalej z tą małą wojowniczką?

Póki co bardzo chwilowo jest zabezpieczona i "ogarnięta". Przetrwała najgorsze. Mieszka kątem w biurze gdzie bezpiecznie odsypia traumę ostatnich dni. Jednak biuro to nie dom... Niestety zostać tu nie może na stałe. Ta mała iskierka, która cudem oszukała przeznaczenie, pilnie szuka swojego człowieka. Szuka kogoś, kto pokaże jej, że dotyk ludzkiej ręki to miłość, a świat potrafi być bezpieczny. Jest wesoła, bawi się, ładnie korzysta już z kuwety, ma dobry apetyt - bardzo szuka ciepła człowieka.


Pomyśl chwilę - czy to Ty dopiszesz szczęśliwy finał do tej strasznej historii? Szukamy dla niej kochającego domu stałego - NIEWYCHODZĄCEGO - miłosci, swojego kąta, miseczki i ciepełka. 


Zbieramy też pieniążki dla Grulki na pokrycie kosztów leczenia i bytu - bo trochę już wydała (vet - 457 zł), a to jeszcze nie koniec... Jeśli możecie - wrzućcie grosik do jej skarbonki.

 

Kontakt w sprawie grulki - messenger -

Roman oraz Ania

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez