id: 35dfvf

Stop truciu psów w Egipcie! Bądź z nami w tej walce!

Stop truciu psów w Egipcie! Bądź z nami w tej walce!

Opis zrzutki

Jako Fundacja Centaurus od lat ratujemy zwierzęta w Polsce i na całym świecie. Pod naszą opieką znalazły się już tysiące koni, psów i kotów – zwierząt porzuconych, chorych, często skazanych na śmierć. Prowadzimy jeden z największych na świecie azyli dla koni, ale pomagamy wszędzie tam, gdzie zwierzęta nie mają żadnej szansy na pomoc. Działamy także poza granicami kraju, gdzie codzienność zwierząt bywa szczególnie trudna.

lR2xoSFKmSr7psrg.jpg

---


EGIPT. Psy miały znikać z ulic. Teraz z ulic ma zniknąć trucizna.


Zbierałem się do tego tekstu przez kilka dni.


Otwierałem zdjęcia, zamykałem je, wracałem do nagrań sprzed kilku lat. Do pierwszych misji. Do wiadomości wysyłanych z Egiptu późnym wieczorem i w środku nocy. Do filmów, po których pisaliście, że nie wiedzieliście, że kilka ulic od hoteli, piramid i wakacyjnych tras może istnieć zupełnie inny świat.


Świat psów przepędzanych kamieniami. Psów, które nauczyły się uciekać na sam widok uniesionej ręki. Psów otrutych, potrąconych, bitych, rannych i znikających z ulic, zanim ktokolwiek zdążył zapytać, gdzie się podziały.


Dzisiaj musimy Wam o czymś opowiedzieć.


Nie dlatego, że wszystko już się zmieniło.


Dlatego, że po raz pierwszy od bardzo dawna możemy powiedzieć, że zmienił się oficjalny kierunek.


17 lipca egipskie Ministerstwo Rolnictwa ogłosiło natychmiastowe wdrożenie ogólnokrajowej strategii dotyczącej zwierząt ulicznych. Trucie ma zostać zatrzymane. Masowe zabijanie ma zostać zatrzymane. Psy nie mają być przypadkowo wywożone i porzucane w innych miejscach tylko dlatego, że komuś przeszkadzają. Państwo wskazało jedną oficjalną drogę: odławianie, sterylizację, szczepienie przeciwko wściekliźnie i wypuszczanie zwierząt z powrotem na ich teren. Za działania prowadzone poza tym systemem zapowiedziano konsekwencje prawne. 


Po raz pierwszy tak wyraźnie powiedziano również, że psy uliczne nie są odpadem, który trzeba usunąć z krajobrazu. Że są częścią środowiska. Że pomagają ograniczać liczbę gryzoni i niebezpiecznych gadów. Że odbieranie im wody i jedzenia nie rozwiązuje problemu, lecz może zwiększać strach, desperację i zachowania obronne. 






tyl0mZxChMkLFAlT.jpg

9ZnI5hXvvfhhE5My.jpgnhTesyPpCXaEwo7Q.jpglUPE1zuEj2JBL4Q1.jpg

Dla części osób będzie to po prostu informacja przeczytana między jedną wiadomością a drugą.


Dla nas to kilka lat życia.


Pamiętam jeden dzień, trzy i pół albo cztery lata temu. Nasi działacze byli wtedy na kolejnej misji w Egipcie. Historii było tak wiele, że siedzieliśmy i zastanawialiśmy się, którą pokazać najpierw. Który pies jest pilniejszy. Który film jest ważniejszy. O którym zwierzęciu napisać, skoro za chwilę przychodziła wiadomość o następnym.


Były tygodnie, kiedy niemal siedem na dziesięć publikacji na naszej tablicy dotyczyło Egiptu. Nie dlatego, że chcieliśmy wciąż pokazywać Wam ten sam kraj. Dlatego, że każdego dnia dostawaliśmy stamtąd kolejne zdjęcia. Kolejne psy. Kolejne rany. Kolejne zwierzęta, dla których brak reakcji oznaczał śmierć.


Wtedy pierwszy raz pokazaliśmy Wam miejsca, które między sobą zaczęliśmy nazywać Aleją Śmierci. Pokazaliśmy to, czego nie było w folderach turystycznych. To, co działo się poza kadrem wakacyjnych zdjęć. Wielu z Was było wstrząśniętych. Wielu pytało, czy naprawdę tak wygląda codzienność tych zwierząt.


Tak wyglądała.


I w wielu miejscach nadal wygląda.


Ale od tamtego czasu wydarzyło się również coś innego. Dzięki Wam ratowaliśmy kolejne psy. Przez nasze działania tysiące zwierząt otrzymały pomoc, a dziesiątki tysięcy miały co jeść. Finansowaliśmy leczenie, badania, operacje i transporty. Wspieraliśmy ludzi, którzy działali na miejscu wtedy, kiedy kamery już znikały. Przyjeżdżaliśmy, wracaliśmy, dokumentowaliśmy i pokazywaliśmy świat, którego bardzo wiele osób wolało nie widzieć.



fQ8p13EEAG50Sbwv.jpgGco6I1RroK8raSb1.jpgWSC6cwkWZq8LlX4f.jpglVmmlK5O4wuhc5sf.jpg

I właśnie dlatego nie możemy teraz zniknąć z Egiptu.


Bo największym błędem byłoby uznać, że wszystko zostało już załatwione. Dokument podpisany przez ministerstwo nie opatrzy żadnej rany. Nie zawiezie potrąconego psa do lekarza. Nie nakarmi stada na pustyni. Nie zapłaci za operację ani nie ochroni zwierzęcia, które jutro zostanie przepędzone, pobite albo otrute przez człowieka, do którego nowe zasady jeszcze nie dotarły.


To nadal robią ludzie.


Dlatego już teraz myślimy o kolejnych misjach, kolejnych wyjazdach i kolejnych transportach pomocy. Nadal chcemy docierać tam, gdzie psy każdego dnia czekają na jedzenie, leczenie i człowieka, który nie przejdzie obok. Teraz trzeba również dopilnować, żeby ta zmiana naprawdę dotarła na egipskie ulice i nie pozostała wyłącznie decyzją zapisaną na papierze.


Nasze filmy oglądały miliony ludzi. Nie jeden milion. Miliony i kolejne miliony. Nasze petycje podpisywały dziesiątki tysięcy osób. Powstawały akcje międzynarodowe. Działał nasz oddział anglojęzyczny. Pracowali nasi ludzie na miejscu, nasi chłopcy, lokalni opiekunowie, lekarze, wolontariusze i działacze, którzy nieraz musieli podejmować decyzje w kilka minut.


A za nimi wszystkimi staliście Wy.


Każda osoba, która podpisała petycję.


Każda osoba, która udostępniła film, choć nie mogła na niego patrzeć.


Każda osoba, która wpłaciła kilka złotych na psa znajdującego się tysiące kilometrów od Polski.


Każda osoba, która napisała komentarz, wysłała wiadomość dalej, porozmawiała z kimś o Egipcie albo po prostu nie pozwoliła, żeby temat zniknął razem z kolejnym psem zabranym z ulicy.

ARqnlx253bspeqK5.jpgclb3gRuGruBfZ7Rr.jpgKTaWUp6gdBWZ8zB2.jpguzeDUhlCg2qZ1zJo.jpg

Czy to my sami zmieniliśmy politykę całego państwa?


Nie.


Czy jesteśmy jedyną organizacją, która przez lata o to walczyła?


Oczywiście, że nie.


Są pojedyncze lokalne organizacje, lekarze, karmiciele, aktywiści i zwykli mieszkańcy, którzy przez lata zabierali zwierzęta z ulic, dokumentowali trucie i sprzeciwiali się masowemu zabijaniu. To jest także ich zwycięstwo. To jest wynik pracy bardzo wielu osób z wielu krajów.


Ale czy Wasze podpisy, nasze materiały, międzynarodowe akcje, milionowe zasięgi i lata wywierania presji były częścią tej zmiany?


Tak.


I nie pozwolimy nikomu wmówić Wam, że było inaczej.

yh6eIFW2KtsW7SPh.jpg

NvopdfK9PpsrT0UF.jpg

Bo zmiany społeczne rzadko zaczynają się od jednego wielkiego wydarzenia. Najpierw ktoś nagrywa film. Ktoś inny go udostępnia. Ktoś podpisuje petycję. Ktoś zadaje pytanie władzom. Ktoś pokazuje światu kolejne zdjęcie. Ktoś przez kolejny rok powtarza to samo, choć słyszy, że niczego nie zmieni.


Aż pewnego dnia to, co przez lata było wołaniem organizacji i aktywistów, staje się oficjalnym kierunkiem państwa.


Właśnie dlatego dzisiejsza galeria jest dla nas tak ważna.


To nie będzie galeria jednego psa.


Zobaczycie w niej zwierzęta z kilku lat naszej obecności w Egipcie. Te wyciągnięte z ulic. Te leczone po potrąceniach. Te, którym składano kości, opatrywano rany i odbudowywano ciała wyniszczone głodem. Psy, które trafiały do nas bez imion, a później stawały się bohaterami historii śledzonych przez tysiące osób.

To już setka uratowanych istnień.


Każde z nich było kiedyś tylko jednym psem pośród milionów. Jednym zdjęciem. Jednym telefonem. Jedną decyzją podejmowaną wieczorem albo w środku nocy.

Ale właśnie z takich pojedynczych decyzji powstało coś większego.

I chcielibyśmy, żeby za kilka lat ktoś mógł powiedzieć, że właśnie wtedy wszystko naprawdę zaczęło się zmieniać.


Tyle że to nie wydarzy się samo.


Nadal będą potrzebne kolejne wyjazdy. Nadal będą potrzebni lekarze, karmiciele, wolontariusze i ludzie dokumentujący to, co dzieje się na ulicach. Nadal potrzebne będą środki na karmę, leczenie, operacje, transporty, sterylizacje i szczepienia. Nadal będą pojawiały się psy, których żadna strategia nie zdąży ochronić przed samochodem, głodem, chorobą albo okrucieństwem człowieka.


Dlatego ta setka nie może być końcem naszej obecności w Egipcie.


Chcemy ratować kolejne zwierzęta. Chcemy wspierać kolejne misje i docierać do kolejnych miejsc, w których jedna miska jedzenia, jedna wizyta w klinice albo jedna szybka decyzja mogą przesądzić o całym życiu psa. I żebyśmy mogli to robić, nadal potrzebujemy Was obok.


Dziś Egipt oficjalnie mówi, że odpowiedzią na obecność psów nie może być trucizna ani masowe zabijanie. Że zwierzęta należy sterylizować, szczepić i pozwalać im wracać na ich teren. Że samowolne działania poza przyjętym systemem mają spotykać się z konsekwencjami. To jedna z pierwszych tak jednoznacznych państwowych decyzji dotyczących zwierząt ulicznych w tym kraju.


Nie będziemy jednak udawali, że od jutra żaden pies w Egipcie nie zostanie uderzony.


Nie będziemy pisali, że wraz z jednym komunikatem zniknie okrucieństwo, które przez lata stało się częścią ulicznej codzienności. Strategia zapisana na papierze musi jeszcze przetrwać zderzenie z rzeczywistością. Musi być egzekwowana. Muszą powstać programy sterylizacji, szczepień, kontrole i realne konsekwencje. Ludzie muszą dowiedzieć się, że zasady się zmieniły.


Dlatego nie kończymy.


Będziemy patrzeć władzom na ręce. Będziemy dokumentować. Będziemy wspierać ludzi na miejscu. Będziemy reagować na kolejne przypadki i sprawdzać, czy za wielkimi słowami idą prawdziwe działania.


Będziemy też wracać.


Z karmą. Z pomocą dla lekarzy i lokalnych działaczy. Z kolejnymi akcjami, dzięki którym zwierzę znalezione na ulicy nie będzie musiało czekać, aż ktoś przypadkiem się nad nim zatrzyma. Bo nawet najlepsza strategia nie zastąpi człowieka, który pojawi się tam w odpowiednim momencie, zabierze psa z drogi, zawiezie go do kliniki i będzie przy nim przez następne tygodnie.


Jeżeli przez te wszystkie lata wspieraliście nasze działania w Egipcie, zostańcie z nami również teraz. Wspierajcie kolejne misje, kolejne wyjazdy, karmienie, leczenie i ratowanie tych psów, których życie nadal rozgrywa się z dala od oficjalnych komunikatów i kamer.


Bo pomaganie nie kończy się na granicach Polski.


Zwierzęta nie mają narodowości. Nie wiedzą, po której stronie mapy przyszły na świat. Nie rozumieją, dlaczego cierpienie jednego psa ma być ważniejsze tylko dlatego, że wydarzyło się bliżej naszego domu.


Mamy jeszcze mnóstwo miejsc na mapie, które chcemy zmieniać. W Polsce również każdego dnia jest ogrom pracy. Ale jedno nie wyklucza drugiego. Można ratować tutaj i walczyć tam. Można budować azyl w Polsce i jednocześnie sprawić, że na egipskiej ulicy ktoś dwa razy zastanowi się, zanim sięgnie po truciznę.


Dzisiaj chcemy, żebyście przez chwilę zatrzymali się przy tych zdjęciach i zobaczyli w nich nie tylko zwierzęta, którym udało się pomóc.

Zobaczcie w nich lata wspólnej pracy.


Zobaczcie każdą petycję, każdy wyjazd, każde udostępnienie, każdy transport, każdą miskę postawioną na ulicy i każdego psa zabranego stamtąd, zanim było za późno.


To Wy tam byliście.


Byliście w każdej wpłacie. W każdym podpisie. W każdym materiale, który dzięki Wam dotarł dalej, niż kiedykolwiek przypuszczaliśmy.


Ta zmiana nie należy do jednej fundacji, jednej organizacji ani jednego nazwiska.

Należy do wszystkich ludzi, którzy przez lata nie zgodzili się, żeby trucizna była odpowiedzią na istnienie psa.


Dziękujemy Wam za wszystko, co wspólnie udało się zrobić.

Ale nie chcemy, żeby ten tekst był podsumowaniem.

Chcemy, żeby był początkiem kolejnego etapu.


Jeżeli wierzycie tak jak my, że ta zmiana musi wydarzyć się naprawdę, zostańcie z nami. Wspierajcie kolejne misje, kolejne wyjazdy i kolejne setki psów, które każdego dnia nadal czekają na pomoc. Pomóżcie nam finansować karmę, leczenie, operacje, sterylizacje, szczepienia i działania ludzi, którzy są na miejscu wtedy, kiedy jedno zwierzę nie ma już czasu czekać na zmianę całego systemu.


Bo choć dziś możemy mówić o wielkim kroku naprzód, przed nami wciąż są setki istnień, dla których ta walka dopiero się zaczyna.


Egipt się zmienia.


Dopilnujmy wspólnie, żeby ta zmiana nie została tylko na papierze.


---


dgysJGJSAvkYFm56.jpg

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez