Opis zrzutki

W 1900 roku, u schyłku XIX stulecia, kiedy pożądana przez damy aktywność fizyczna kończyła się co najwyżej na eleganckim spacerze wokół ogrodu, dostojnej jeździe konnej lub bezpiecznym ślizganiu się na łyżwach, wydarzyła się rzecz skandaliczna. Karolina Kocięcka – warszawianka z charakterem z twardej stali, a zarazem absolutna pionierka kobiecego sportu w czasach, gdy wysiłek fizyczny był zarezerwowany niemal wyłącznie dla mężczyzn – postanowiła porzucić konwenanse. Zanim ruszyła w swoją najsłynniejszą trasę, miała już na koncie starty w wyścigach i pierwsze kolarskie sukcesy. Teraz poszła o krok dalej: wsiadła na ciężki rower szosowy i... pojechała z Warszawy do Paryża!

AnvbeKFlduuu1XYK.jpg

Bez asfaltów, bez GPSa, bezprognozy pogody w komórce, za to z gapiami na trasie patrzącymi na nią z ogromnym zgorszeniem. Niektórzy pukali się w czoło, rodzina łapała się za głowę, a ona pedałowała przed siebie, zyskując legendarny przydomek „Latającej Diablicy”. Bo gdy cała epoka oczekiwała od kobiety, że będzie bierną ozdobą salonów, ona wybierała wiatr we włosach, błoto na szprychach i wolność.


Sto lat później... traf chciał, że to ja!


Urodziłam się (prawie) dokładnie sto lat po tamtej Karolinie i nazywam się... dokładnie tak samo. Kiedy po raz pierwszy wgryzłam się w jej historię, poczułam ciarki na plecach – jakby ktoś napisał mój życiorys wiek temu.


Co więcej, z „Latającą Diablicą” łączy mnie coś jeszcze, co wydaje się wręcz niewiarygodnym zbiegiem okoliczności. Tyle że tamtą Karolinę tak nazywano ze względu na szaloną prędkość i zadziorność na rowerze, podczas gdy ja... dosłownie latam! Wygląda na to, że z tym imieniem po prostu nie da się żyć nudno i grzecznie.

BN3BX04W422lnWRE.jpg

Kiedy w październiku tego roku przepnę się na współczesny rower szosowy i ruszę z Warszawy do Paryża, nie będzie to zwykła wycieczka. To hołd dla niezwykłej pionierki, która utorowała drogę nam wszystkim.


5 ZETA za kilometr


Przede mną dokładnie 1614 kilometrów przygody, potu, zakwasów i pięknych widoków. Cała zbiórka opiera się na prostym, przejrzystym mechanizmie: każde 5 zł „sponsoruje” jeden kilometr tej drogi.


Zebrane fundusze w całości pokryją to, bez czego żaden podróżnik nie ruszy w nieznane:

  • Noclegi po drodze (żebym rano miała siłę wsiąść na siodełko),
  • Wyżywienie (spalanie kilku tysięcy kalorii na szosie wymaga solidnego paliwa!),
  • Serwis sprzętu i niezbędne wyposażenie (bo maszyna musi wytrzymać tę próbę).

wObJQY82QcSRtpgg.png

Plan B, czyli gram w otwarte karty

Wyprawę planuję w październiku tego roku. Cel jest jeden: Francja, elegancja i meta w Paryżu! Gdyby jednak los (kontuzja albo deszcz stulecia) rzucił mi kłody pod koła i nie udało się ukończyć trasy, obiecuję jedno: wrócę i dokończę ją w przyszłym roku na jesień. A jeśli i wtedy siła wyższa stanie mi na przeszkodzie – wszystkie pozostałe środki w 100% przekażę na wybraną fundację!

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez