id: 4ccchw

"Cuda się zdarzają. Niektórzy w to nie wierzą, ale to prawda." Walka z glejakiem IV stopnia. Zbiórka na leczenie immunologiczne W Kolonii w Niemczech.

"Cuda się zdarzają. Niektórzy w to nie wierzą, ale to prawda." Walka z glejakiem IV stopnia. Zbiórka na leczenie immunologiczne W Kolonii w Niemczech.

Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki
136 122 zł 
z 500 000 zł
27%
14 dni do końca
2062 
wspierających
Wpłać na zrzutkę
Zrzutka.pl nie pobiera prowizji od wpłat

Aktualności1

  • image

    Zwracamy się do Was z aktualnym stanem naszego taty.

    Od początku choroby, czyli od kwietnia, przeszedł już 3 operacje.

    Po ostatniej zmaga się z afazją oraz niedowładem prawej strony ciała.
    Tata pracował z neurologopedą oraz rehabilitantem, ale jak się okazało u onkologa na zaplanowanej wizycie, która miała skierować go na radioterapię, niestety efekty nie są zadowalające.
    Onkolog odmówił przyjęcia go na radioterapię.
    To oznacza, że musimy zwiększyć częstotliwość pracy z neurologopedą oraz rehabilitantem - neurofizjoterapeutą do kilku razy w tygodniu.
    Jedna wizyta każdego z powyższych specjalistów to koszt ok. 150 zł za wizytę domową.
    2 specjalistów po min. 2 wizyty w tygodniu to koszty ok. 600 zł tygodniowo.
    W związku z powyższym, żeby nasz tata mógł w ogóle zacząć radioterapię (oraz później chemioterapię, niezbędne do terapii immunologicznej) musimy skupić się właśnie na tym i cześć zebranych już pieniędzy przeznaczyć na ten proces, który umożliwi wykonanie celu zrzutki.

    Jesteśmy przewdzięczni za pomoc jaką nam niesiecie. Każda złotówka, komentarz oraz udostępnienie zrzutki jest dla nas bezcenne, a naszemu tacie pozwoli żyć z nami dłużej.

    Dziękujemy.

    Córki Sylwia, Danusia, syn Grześ i żona Ewa.
    Czytaj więcej
Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Ta zrzutka nie ma jeszcze aktualności.

Opis zrzutki

Nie wiemy jak o tym mówić, ale postaramy się Wam to wszystko opisać, bo życie naszego taty zależy od Was.

Na co dzień też widzimy mnóstwo zbiórek, włączamy się w nie, pomagamy. Dotyka to nas dogłębnie, ale nie dotyczy. Też tak macie?

I nagle musimy się z tym zmierzyć sami, dostajemy diagnozę, która paraliżuje, a zarazem zmusza do działania na najwyższych obrotach i trzymania się nadziei.


Nasz tata to dusza towarzystwa. Wiecie, taki człowiek, któremu nigdy nie brakuje żartu (może nie zawsze trafia na 100%, ale zawsze coś znajdzie). 

Gdyby nie on, to nie poznalibyśmy klasyki kina. W dzieciństwie na ekranie królował Flip i Flap, Braveheart, Chaplin, Powrót do przyszłości, Jaś Fasola czy Sami Swoi. Zwłaszcza z ostatniego filmu, cytaty okraszają nasz dom w każde święta przy rodzinnym stole - "Kargul podejdź no do płota, jak i ja podchodzę". Nie wiemy, jak to robi, ale zawsze znajdzie okazję, żeby zacytować Pawlaka. 

Wspierał nas również w naszych filmowych wyborach i po pracy zasiadał z nami przed telewizorem, żeby obejrzeć kolejny odcinek Dragon Balla. ;)

Gdyby nie on, nie wiemy czego teraz byśmy słuchali. Oczywiście nasz gust muzyczny uległ różnym zmianom, ale hity wszechczasów znamy na pamięć. The Police, Frank Sinatra, Louis Armstrong, Maanam, Krzysztof Krawczyk, The Doors, Kazik.

Każdego z nas namawiał też do sportu, bo jest z tych ludzi, którzy nie usiedzą w miejscu. To wyszło, co prawda z różnym skutkiem, ale zawsze przed latem, każde z nas myśli - " w tym roku zacznę biegać i w końcu wsiądę na rower".

Od kilku lat, w końcu zaczął spełniać się zawodowo. Tata pracuje w Domu Pomocy Społecznej w Brwilnie, gdzie opiekuje się osobami z niepełnosprawnością. Niesamowite, jak mimo ogromu ciężkiej pracy, z uśmiechem na twarzy można o niej mówić, ale to właśnie praca z ludźmi jest jego motorem napędowym. Potrafi godzinami opowiadać o swoich podopiecznych, a każdego z nich zna bardzo dobrze. Pamiętamy, jak kiedyś odwiedziliśmy w pracy tatę. Czuliśmy się trochę jak córki i syn celebryty. Każdy chciał nas poznać i przytulić, bo to rodzina Waldka. Mogliśmy zobaczyć na własne oczy, jak ważni są jego podopieczni i jak wiele im daje.


Z tą empatią spotkaliśmy się już wcześniej, a jej odzwierciedleniem były zawsze nasze psy. Pierwszy z nich, Reks, pochodził ze schroniska. Był najbardziej wdzięcznym i wesołym kundelkiem, jakiego znaliśmy.

Teraz nasz dom oszczekują w niebogłosy, dwie kochane znajdy, Tekla i Perła, które po prostu pojawiły się na drodze naszego taty, a on nie mógł przejść obok nich obojętnie.


To wszystko stało się tak szybko, że chyba nadal jesteśmy na etapie szoku.

Zaczęło się od problemów z mową i bólu głowy. Tata zaczął przekręcać słowa, zapominać, mylić z innymi. 


Zaczęło się w środę, umówił wizytę do neurologa na przyszły tydzień, ale już w sobotę w tym samym tygodniu mowa i rozumienie sprawiały tak duże trudności i w tak krótkim czasie postępowały, że musieliśmy wezwać karetkę. Na sorze tomograf i diagnoza - guz mózgu w lewym płacie skroniowym.

Szybko sprawdziliśmy w internecie i wszystko mówiło, że będzie to glejak.

Wiecie, jak jest - " nie mamy potwierdzenia, może to coś innego."

Kilka dni okropnego oczekiwania i niestety otrzymaliśmy informacje po badaniu rezonansem, że jest to glejak, 3,7 cm -  kwalifikujący się do operacji. Nie wiedzieliśmy jeszcze, którego stopnia.


Tata ze szpitala w Płocku, trafił na neurochirurgię w Warszawie do Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego.

Odbyła się operacja, a  guz został usunięty w całości. Wtedy dostaliśmy wstępną opinię lekarza, że jest to najpewniej glejak IV stopnia - najbardziej złośliwy. Po kilku dniach okazało się, że po operacji utrzymuje się obrzęk mózgu i dodatkowo powstał krwiak. Druga operacja przeszła dobrze. 

Tata wrócił na neurologię w Płocku. Po obserwacji pooperacyjnej został wypisany do domu.

Zalecono radiochemioterapię i dalsze leczenie.

4 dni temu, mowa taty zaczęła się znacznie pogarszać, z wielkim trudem wypowiadał pojedyncze słowa. Pogorszyła się również jego koordynacja ruchowa. Wieczorem trafił karetką do szpitala z podejrzeniem udaru.

Następnego dnia, po wykonaniu rezonansu okazało się, że powstała zmiana o wielkości 2,9 cm. Od pierwszej operacji minęło niecałe 5 tygodni. Tata ponownie trafił do Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. 


W przypadku glejaka IV stopnia, jedyne dostępne leczenie w Polsce to radiochemioterapia, diagnoza jest jednoznaczna - do 12 miesięcy życia.

Jedyną szansą, którą mamy jest innowacyjna, nierefundowana terapia immunologiczna w Kolonii w Niemczech.

Terapia polega na wzmocnieniu układu immunologicznego organizmu, który silniejszy nie pozwala na powstawanie nowych komórek nowotworowych.

Leczenie jest podzielone na trzy etapy trwające po 4 tygodnie. 


Koszt każdego z nich jest poza naszym zasięgiem, wynosi 30 000 euro (ok. 138 000 zł). Pierwsze dwa etapy muszą być wykonane w krótkim odstępie, dlatego tak ważny jest czas. 

Dodatkowe koszty to dojazdy do Kolonii i pobyt tam.

Charakterystyczną cechę glejaka 4 stopnia jest jego duża agresywność oraz powstawanie nowych guzów w mózgu w bardzo szybkim czasie.  Im wcześniej uda nam się rozpocząć terapię tym większa szansa na brak kolejnych zmian nowotworowych, a co za tym idzie przedłużenie życia naszego taty.



Z głębi serca prosimy, jeżeli możecie, podejdźcie do naszego płota, jak w jego ulubionym filmie i pomóżcie nam ponownie zasiadać do stołu i posłuchać anegdot, dowcipów i powtarzających się cytatów filmowych. Widzimy jak bardzo chce je wszystkie pamiętać i wypowiedzieć, a nie jest teraz w stanie.

Będziemy nieopisanie wdzięczni za każdą złotówkę i za każde udostępnienie zbiórki.


Dziękujemy,

Żona Ewa, córki Danusia i Sylwia, syn Grzesiek.

Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Pierwsza na świecie Karta Wpłatnicza. Przyjmuj wpłaty gdziekolwiek jesteś.
Dowiedz się więcej

Wpłaty 2062

preloader

Komentarze 223

 
2500 znaków

Nasi użytkownicy założyli

880 244 zrzutki

i zebrali

810 581 771 zł

A ty na co dziś zbierasz?