Aktualności1
-
Pierwsze faktury czekają na opłacenie.
Ponad 5300 złotych.
Koty nie zrozumieją, że na ich leczenie potrzeba pieniędzy. One potrzebują pomocy od razu. A koszta są bezlitosne i ciągną się za nami tygodniami...


Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Kochani,
Znacie nas już od kilku lat. Nie szczędzimy sił ani energii, aby ratować koty. Niestety tak wiele istnień potrzebuje pomocy nas wszystkich, a tylko nieliczne otrzymują realną szansę na ratunek.
Ciągle goni nas czas. Czasem udaje nam się zdążyć, czasem przyjeżdżamy za późno, a bywa i tak, że mimo ogromnych starań nasze wysiłki kończą się śmiercią zwierzęcia.
Dlaczego tak się dzieje? Zabierając kota z terenu, nigdy nie wiemy, w jakim naprawdę jest stanie. Często dopiero u weterynarza okazuje się, jak poważne są jego choroby lub obrażenia.
Za nami wiele historii. O niektórych z nich wiecie, ale inne – w ferworze walki o życie – przeszły niemal bez echa. Dzisiaj chcemy opowiedzieć Wam o kilku z nich.
Kotek Leon
Jego historia wciąż kruszy nasze serca. Od dłuższego czasu pomagamy rodzinie z jednej z okolicznych wsi, która opiekuje się kotami – kastrujemy je i leczymy.
Pewnego dnia nasze wolontariuszki pojechały po dwie koteczki z tego domu, ponieważ udało się znaleźć dla nich dom stały. Wróciły jednak z trzema kotami. Tym trzecim był Leon – umierający kocurek.
Piękny kot w typie norweskiego leśnego, ulubieniec rodziny. Niestety okazało się, że jest w bardzo złym stanie z powodu poważnych problemów z pęcherzem i wymaga natychmiastowej operacji.
Mimo tygodnia walki o jego życie Leon odszedł.
Kotki Luna i Figa
To właśnie one – z tego samego domu co Leon – znalazły dom stały. Niestety szybko okazało się, że cierpią na zaawansowany koci katar, a Lunce groziło nawet usunięcie oka.
Na szczęście po wielu wizytach u weterynarza i intensywnym leczeniu oko udało się uratować. Ta historia zakończyła się szczęśliwie.
Kotek z ulicy Serbskiej
Ten biedak przez długi czas wałęsał się pod blokiem, żyjąc z jedzenia rzucanego z okna i cierpliwie czekając, aż ktoś go nakarmi.
Na szczęście znaleźli się ludzie, którym jego los nie był obojętny i zgłosili go do nas. Skrajnie wychudzony, z fatalnym stanem uzębienia trafił do szpitala. Usunięto chore zęby, wdrożono antybiotykoterapię i jego stan zaczął się poprawiać.
Niestety badania wykazały, że jest nosicielem FeLV. Oznacza to, że nie może wrócić na wolność. Na szczęście kotek jest oswojony i pozwala się głaskać. Jeśli uda nam się znaleźć dla niego dom, będziemy przeszczęśliwi. Można powiedzieć, że uratowaliśmy mu życie.
Kotek z cmentarza – Oluś
Chuda, posklejana bieda, z obfitą wydzieliną z oczu i nosa oraz poważnymi problemami oddechowymi. Przez wiele dni wiele osób angażowało się w jego odłowienie. W końcu się udało.
Jego stan zdrowia jest średni. Obecnie przechodzi antybiotykoterapię, jednak badania wykazały FIV dodatni. Kot z takim wynikiem nie ma szans na godne życie na wolności – nie odzyska odporności potrzebnej do przetrwania w trudnych warunkach.
Nie możemy go wypuścić z powrotem na ulicę, a znalezienie domu dla kota z FIV to ogromne wyzwanie. Na razie przebywa pod opieką weterynarzy. To kolejny kot, któremu udało się uratować życie.
Kotka z ulicy Pielęgniarskiej
Została znaleziona z rozciętą, ropiejącą raną. Udało się ją odłowić i natychmiast trafiła na operację. Teraz dochodzi do siebie pod opieką lekarzy.
To zaledwie kilka historii z ostatnich tygodni. Takich kotów było znacznie więcej.
A teraz bardziej przyziemna kwestia – finanse.
Koszty leczenia tylko tych kilku kotów wyniosły:
- Leon – około 3800 zł
- Luna i Figa – około 2000 zł
- kotek z Serbskiej – około 3900 zł
- Oluś z cmentarza – około 1500 zł
To wszystko w zaledwie dwa miesiące.
Najtrudniejsze jest to, że nigdy nie wiemy, jakie będą koszty leczenia. Nigdy nie wiemy, z czym przyjdzie nam się zmierzyć, gdy zabieramy kota z ulicy.
A jednocześnie pod naszą opieką jest ponad 50 własnych kotów, z których wiele również wymaga leczenia i stałej opieki.
Dlatego dziś błagamy Was o pomoc.
Założyliśmy zbiórkę na 12 000 zł, aby pokryć obecne oraz nadchodzące koszty leczenia. Niestety wiemy, że ta kwota prawdopodobnie jeszcze wzrośnie – codziennie otrzymujemy kolejne prośby o pomoc. Nie wszystkie jesteśmy w stanie spełnić.
Pracujemy ponad siły. Dla wielu z nas to po prostu drugi, całkowicie bezpłatny etat.
Bez Was nie mamy szans dalej pomagać.
Prosimy – pomóżcie nam spłacić koszty leczenia i ratować kolejne kocie życia.








