id: 4srcv7

Pomóż Cirrusowi – małemu kucykowi w potrzebie

Pomóż Cirrusowi – małemu kucykowi w potrzebie

Opis zrzutki

Cirrus – mały wielki kucyk

Chcielibyśmy przedstawić Wam historię naszego Cirrusa. To opowieść o tym, jak kruche bywa przysłowiowe „końskie zdrowie”.

Cirrus to sympatyczny roczny ogierek. Najmłodszy przedstawiciel naszej kucykowej rodziny: pierwszy syn Cirilli i jednocześnie wnuk naszej „królowej” Cumki. Od urodzenia zachwycał nietypową maścią i uroczym charakterem. Jako odsadek wyjechał do zaprzyjaźnionej stajni na odchów, aby w małym stadzie spokojnie dorastać.

fCZtaiQytZ6WWOVL.jpgNa 3. listopada zaplanowany był jego powrót na zimę do macierzystej stajni. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem. Jeszcze 16. października czuł się znakomicie i nic nie zapowiadało nadchodzących problemów. Następnego dnia w godzinach popołudniowych zaczął wykazywać objawy przeziębienia. Zrobił się apatyczny, posmutniał. Ale miał apetyt, pił wodę, podążał za innymi końmi. Zamknęliśmy go w boksie, pojechaliśmy po termometr, ciepły mesz i podstawowe leki. Po 45 minutach wróciliśmy do niego i przeżyliśmy szok. Cirrus leżał niemal bez ruchu. Błyskawiczny telefon do lekarza weterynarii i nerwowe czekanie na pomoc. Pani doktor przyjechała bardzo szybko i od razu skierowała nas do kliniki. Jego stan był zagrażający życiu, objawy wskazywały na skręt jelit. Ekspresowo zorganizowaliśmy transport, ale napotkaliśmy poważną przeszkodę – żadna najbliższa klinika nie mogła nas przyjąć! Wiedzieliśmy, że wyjazd do bardziej oddalonych szpitali jak np. w Warszawie zająłby za dużo czasu i tylko przysporzył kucykowi cierpienia bez większych szans na ratunek. Na szczęście ekipa z kliniki w Buku oddzwoniła po dłuższej chwili z informacją, że jednak znajdą dla nas miejsce!

B0YZZdShxCbYkUIi.jpgPodróż nie była łatwa, bo w takim stanie liczyła się każda minuta, ale najważniejsze było, że być może uda się Cirrusa uratować. Po przyjeździe na miejsce, zespół lekarzy błyskawicznie i profesjonalnie zajął się naszym pacjentem. Po wstępnym badaniu poczuliśmy ulgę, bo okazało się, że to raczej nie skręt jelit. Ale potem przyszły pierwsze wyniki badań i okazało się, że to poważna forma mięśniochwatu. Niektóre parametry krwi były przekroczone 40 razy! To oznaczało konieczność intensywnej dożylnej płynoterapii, aby uratować nerki.

arDmZ5gRoKwoetti.jpg

tZHAwyuMVa45b8te.jpgPo kilku dniach walki nadeszły dobre wieści. Wyniki krwi i moczu zaczynają się poprawiać, nerki i wątroba wytrzymały olbrzymie obciążenie. Niestety były też złe informacje. W wyniku postępujące miopatii niektóre mięśnie zaczęły się rozpadać i utraciły swoją moc. Dotyczyło to zwłaszcza mięśnia sercowego (stąd utrzymujące się wysokie tętno) oraz mięśni odpowiedzialnych za przeżuwanie i przełykanie. Kucyk odczuwał głód, ale nie był w stanie nic przełknąć! Endoskopia wykluczyła problemy dentystyczne a jednocześnie ujawniła, że woda i pokarm zamiast do przełyku – wpadały do płuc, co stanowiło ogromne zagrożenie. Konieczne było zasondowanie Cirrusa i podawanie mu płynnego pożywienia przez rurkę. Dostaliśmy informację, że jeśli po 5 dniach funkcje przeżuwania i przełykania nie zaczną się poprawiać to rokowanie będą bardzo złe.


Po kolejnych długich dniach przyszła wiadomość, że po wyjęciu sondy kucyk zaczyna sam jeść, a co najważniejsze – jedzenie trafia tam, gdzie powinno. Wyniki krwi również były coraz lepsze, więc zaczęliśmy mieć nadzieję na powrót Cirrusa do domu. Niestety, pojawiły się kolejne komplikacje. Jedzenie i woda, które trafiały wcześniej do tchawicy spowodowały zachłystowe zapalenie płuc. Kucyk zaczął gorączkować. Konieczne było podanie antybiotyków, inhalacje i oczywiście jeszcze dłuższy pobyt w klinice.


3.listopada dostaliśmy długo wyczekiwaną informację – stan poprawił się na tyle, że w najbliższych dniach będzie możliwy powrót do domu! I tym sposobem, po 3 tygodniach walki o zdrowie i życie, Cirrus wrócił do Myślęcinka! Dużo chudszy, z katarem w nosie, z zapasem leków na najbliższe dni, ale co najważniejsze – żywy! Oczywiście czeka go teraz długa rehabilitacja i po drodze jeszcze wiele rzeczy może pójść nie tak – ale jesteśmy pełni nadziei, że najgorsze już za nim i niedługo będzie mógł cieszyć się beztroskim dzieciństwem.

2qlMeHL4bnBOFeBP.jpgNie ma co ukrywać, że ta walka kosztowała nas nie tylko dużo nerwów, kotłujących się myśli i bezsennych nocy, ale także była trudna pod względem finansowym. Łączny koszt pobytu w klinice i wszystkich zabiegów wyniósł 14610,63zł. Do tego dochodzą kosztu transportu, specjalistycznej paszy, suplementów, odpowiedniego wyposażenia. Czekają go jeszcze liczne badania kontrolne i rehabilitacja. Ale patrząc na niego nie mamy wątpliwości, że było warto! Jeśli chcecie i możecie – wesprzyjcie nas w tej walce o zdrowie kucyka. Razem z Cirrusem będziemy wdzięczni za każdą formę pomocy!

tCPgzEOrRzy1JEyW.jpgCirrusa nie byłoby już z nami, gdyby nie zaangażowanie całego sztabu ludzi. Największe podziękowania kierujemy do ekipy z kliniki Equi Vet Serwis. Dziękujemy także lek.wet. Ewie Burdzy i lek.wet. Katarzynie Przybył. Michałowi i Natalii za pomoc w transporcie. Oraz całej wspaniałej załodze z Ośrodka Rekreacji Konnej "Pod Aniołami", która otacza naszego małego pacjenta miłością i opieką.

WRELvh2nJ8CWvquZ.jpg

Komentarze 2

 
2500 znaków
  •  
    Użytkownik niezarejestrowany

    Niech nasz ulubiony Cirrus szybko wróci do zdrowia!

    50 zł
  •  
    Użytkownik niezarejestrowany

    Będzie dobrze po prostu musi być ❤️🐴

    5 zł
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez