Opis zrzutki

Mam na imię Agnieszka.


W pierwszym trymestrze ciąży lekarze zdiagnozowali u mnie chorobę nowotworową...


Rak piersi o bardzo groźnym podtypie (trójujemny) - brzmiał wtedy jak największy koszmar. Nie tak wyobrażaliśmy sobie oczekiwanie na narodziny dziecka. Wciąż zadaję sobie pytanie dlaczego taki ogromny ciężar spadł na mnie. Wątpliwości rozwiały się po wykonaniu badań genetycznych, które potwierdziły u mnie bardzo groźną mutację genu BRCA1. Zamiast szykować wyprawkę dla maluszka przeszłam przez długie i wyniszczające leczenie z ciągłą obawą o zdrowie i życie moje i mojego nienarodzonego Synka.


Z Wojtusiem pod sercem przeszliśmy przez dwa cykle chemioterapii, wielokrotne pobyty w szpitalach, dziesiątki wizyt u specjalistów, niekończące się badania, przetaczania krwi i inne nieprzyjemności, które powodowały permanentny strach o przyszłość.


Szczęśliwie Wojtuś urodził się zdrowy, silny i piękny, nasz prawdziwy cud. Pamiętam tamten dzień, jako najpiękniejszy w moim życiu, przez chwilę mogłam zapomnieć o strasznej rzeczywistości i napawać się radością bycia Mamą.


Niestety chwilowe szczęście przerwała konieczność kontynuowania leczenia. Oprócz operacji obejmującej mastektomię całkowitą z wycięciem wszystkich węzłów chłonnych już tydzień po porodzie, czekała mnie kontynuacja radioterapii i chemioterapii. Jednakże moja chęć życia i miłość do Wojtusia była tak ogromna, że poniosłabym każdą cenę. Z takim nastawieniem starając się żyć pełnią życia i cieszyć z rodzicielstwa leczenie skończyłam w grudniu 2025 r. Okaleczona i wycieńczona, ale pełna nadziei na dobre zakończenie tej historii, szczególnie, że lekarze niezmiennie pozostawiali mnie w przekonaniu o pozytywnym rokowaniu.


Z własnej inicjatywy zdecydowałam się na wykonanie kontrolnego badania PET. Przeświadczona o jego pozytywnym wyniku traktowałam je jako formalność i przypieczętowanie pewnego etapu, po którym mogłam już w pełni oddać się mojej rodzinie i odetchnąć z ulgą. Wszakże wszystkie dotychczasowe badania kontrolne, zarówno rezonans, tomografia, scyntygrafia, USG oraz badanie markerów nowotworowych nie pozostawiały wątpliwości, że rak został pokonany.


Niestety w maju 2026 r. moje życie ponownie rozsypało się na kawałki. Czytając wyniki powoli obsuwałam się po ścianie sparaliżowana bezgranicznym lękiem. Wszystkie moje plany i marzenia ponownie zostały mi odebrane, a w ich miejsce pojawił się paraliżujący strach. Łudząc się nadzieją wykonałam dodatkowe badania, które potwierdziły najgorsze - przerzuty do kości, wątroby i płuc. Nie jestem w stanie zapomnieć słów lekarzy, którzy z rozłożonymi rękami zaproponowali leczenie paliatywne z nadzieją na przedłużenie życia. Rak w moim wypadku to wyrok.


Najbardziej boję się myśli, że moje Maleństwo zostanie bez Mamy i nie będę mogła towarzyszyć mu w najważniejszych momentach życia, patrzeć jak się rozwija, dorasta i zdobywa świat. Dzisiaj każdy dzień to walka o to, by mój Synek mnie pamiętał, by nie być dla niego tylko smutnym wspomnieniem z dzieciństwa, ale realną, żywą Mamą, którą będzie prawdziwie kochał i pamiętał po tym jak choroba ją na zawsze odbierze.


Wierzę w postęp medycyny, więc każdą wolną chwilę poświęcam na konsultacjach z lekarzami i poszukiwaniach skutecznych terapii onkologicznych. Jedyną szansą na znaczące przedłużenie mojego życia są terapie, które klinicznie są na wczesnym etapie badań, a co za tym idzie nie podlegają refundacji. Jedną z nich jest personalizowana szczepionka neoantygenowa, która może znacząco ograniczyć postęp choroby. Niestety koszt jej wyprodukowania, wraz z badaniami i wyjazdami do zagranicznej kliniki to około pół miliona złotych. Po prawie 3 latach walki z chorobą, dziesiątkach prywatnych wizyt u lekarzy i miesiącach rehabilitacji to koszt, którego nie jesteśmy już w stanie udźwignąć sami. Dlatego proszę Was o wsparcie, gdyż to jedyna szansa jaka mi została.


Moim marzeniem jest obserwować i towarzyszyć mojemu Synkowi w najważniejszych latach jego życia, pokazać jak piękny jest świat mimo trudności, które nas spotkały. Tylko tyle i aż tyle.


Bardzo proszę o pomoc w zbiórce i zyskaniu dla mnie jak najwięcej czasu, dziękuję z całego serca za wsparcie.


Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez