Ratujmy Organy Hammonda ID: 5e7ybd

2 650 zł z 2 500 zł

106%

2 650 zł

z 2 500 zł

zakończona

05.08.2019r

34

wspierających
106%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Bez Waszej Pomocy Hammond L-102 stanie się oryginalnym stojakiem na kwiaty :)

Drodzy,

Jak zapewne wiecie kilka miesięcy temu spełniłem jedno ze swoich marzeń – zdobyłem organy Hammonda. Nie jakąś śmieszną komputerową imitację, tylko takie najprawdziwsze L-102, na jakich grali najsłynniejsi i najzdolniejsi „muzyczni kosmici” XX wieku. Gdybym miał wymieniać wszystkie nagrania, w powstaniu których wziął udział ten instrument skończyłaby się ta rubryka.

Na ten instrument „polowałem”jakieś 15 lat rozważając wszystkie „za i przeciw”, szukając takiego, na który będzie mnie stać. W końcu znalazłem. Niestety, ten przeszło pięćdziesięcioletni „dziadek” (rok 1963) nie domaga, choćby z racji wieku, ale także ceny, jaką za niego zapłaciłem. Pierwszą awarię byłem w stanie usunąć we własnym zakresie, kupiłem też elementy do rozbudowania zestawu.

Niestety, pewnego pięknego dnia, kiedy miało powstać pierwsze nagranie z użyciem „żywego Hammonda” (miało być równocześnie prezentacją na studia podyplomowe) coś „trzasło” i instrument zamilkł. Domowy „naprawiacz wszystkiego” (co naprawić potrafi i kosmiczną rakietę) tym razem się poddał, bo urządzenie to zbyt skomplikowane, jeśli się go nie zna w szczegółach.

Kolejnym minusem jest i to, że sensowny serwis tych instrumentów przeprowadza w Polsce – wedle mojej wiedzy – tylko jeden człowiek, a części, o ile nie są standardowe, trzeba sprowadzać z USA. Wszystko to, jak się domyślacie, jest sprawą raczej kosztowną, na którą własnymi siłami zbierałbym przeszło rok.

Być może zdajecie sobie sprawę, że nie lubię prosić o pieniądze i gdyby nie to, że stała się taka potrzeba, nigdy bym tego nie zrobił. Sytuacja wygląda tak, że w obecnym stanie Hammond może zostać albo oryginalną podstawką na kwiaty, albo wylądować na śmietniku. Nie jest fajnie, gdy marzenia – te poważne i te mniej – lądują w śmieciach. Na chwilę obecną wszystkie plany związane z instrumentem muszę „zawiesić na kołku”.

Wycena kompleksowej reanimacji organów to jakieś 2000-2500 zł. Serwis używa tylko renomowanych części, a za samą robociznę bierze 1000 zł.

Jeśli chcielibyście mnie wspomóc w ożywieniu tego niezwykłego instrumentu, będę Waszym dłużnikiem. Być może zabrzmi to dziwnie, ale zwracam się o to z ciężkim sercem – gdybym miał wybór, nie robiłbym tego. Jeśli ktokolwiek z Was, kiedykolwiek będzie miał zapotrzebowanie na dźwięki Hammonda, to wraz ze mną, instrument będzie do Waszej dyspozycji.

Aktualności3

  • Podsumowanie akcji. W dniu dzisiejszym Hammond wrócił do docelowego miejsca stacjonowania, na miejscu zostały poczynione przez p. Więsika ostatnie poprawki. Instrument jest w pełni funkcjonalny. Zostały mi udzielone dwie porady: po pierwsze - grać na nim jak najwięcej, po drugie (niestety) - raczej go nie przemieszczać, bo tego nie lubi (szczególnie kontakty i połączenia). Jeśli chodzi o kwestie finansowe: całość naprawy, tj. konserwacja i naprawa mechanizmów oraz odświeżenie drewnianej, politurowanej obudowy, kosztowała 2800 zł. Koszty transportu, który odbywał się przy pomocy ludzi dobrej woli, ponosiłem we własnym zakresie. Kolejnym etapem rozbudowy zestawu jest uzupełnienie systemu Leslie, co odbędzie się własnymi siłami - elementy już są :) A teraz najważniejsze: w ramach podziękowania przewiduję koncert na tym szalonym cudaku, na który już teraz zaproszeni są wszyscy, którzy wspierali projekt. Nie wiem jeszcze kiedy on się odbędzie (tu pojawia się odwieczny problem uzupełnienia składu instrumentalnego), ale na pewno tak się stanie). Na chwilę obecną mogę napisać wielkie: DZIĘKUJĘ!!!

  • 1. Instrument będzie żył - został ożywiony 2. Zmieścimy się w finansach. Awarie Hammonda wynikały z faktu, że przez ponad 50 lat nic (!) nie było przy nim robione. Jak wyraził się p. Więsik (jedyny w Polsce autoryzowany magik hammondowy): "Babcia wycierała kurz z obudowy, ale nic poza tym." Finał tego taki, że na chassis wzmacniacza i przedwzmacniaczy, wykonanych z blachy cynkowanej, utworzyły się dendryty (rodzaj korozji), w związku z czym we wzmacniaczu istniało permanentne zwarcie z masą i gwarantowane przebicie, co przy napięciach, które w układach lampowych sięgają 600V, miało opłakany wpływ na inne elementy. Do tego dochodzi przegląd każdego kontaktu i połączenia - jeden drawbar nie działał w ogóle (o czym wiedziałem), inny nie działał prawidłowo, jedne klawisze grały głośniej, inne ciszej. Ostateczne informacje w połowie przyszłego tygodnia.

  • Dziś instrument trafił do autoryzowanego serwisu Hammonda. Wróci najdalej za trzy tygodnie, cały i zdrowy.

Wpłacający34

S
Sernik ;)
666 zł
AL
Andrzej Leśniewski
200 zł
 
Dane ukryte
200 zł
DG
Dominik Gadomski
125 zł
 
Dane ukryte
100 zł
BW
Bartosz Wasiak
100 zł
 
Dane ukryte
100 zł
M
Michał
100 zł
 
Dane ukryte
98 zł
 
Dane ukryte
50 zł
Zobacz więcej

Nasi użytkownicy założyli

398 355 zrzutek


A ty na co dziś zbierasz?