Na powrót do sprawności Lucy
Na powrót do sprawności Lucy
Opis zrzutki
EDIT 12.10: Tydzień temu Lucy trafiła do szpitala. Obudziła mnie nad ranem głośnym krzykiem, leżała na boku, była osłabiona. W lecznicy otrzymała pomoc, ale kolejne badania wykluczały wstępną diagnozę, że to cukrzyca czy problemy z sercem. Dziś Lucy wciąż nie czuje się dobrze, ma mniejszy apetyt. Obserwuję ją. A póki co kolejna faktura do spłacenia...
EDIT 22.08: 3 miesiące od wypadku - Lucy jest kotem niemal sprawnym! Dzięki serii zabiegów rehabilitacyjnych (pole magnetyczne, laser i ćwiczenia) chodzi na 4 łapkach, jedynie stopa nie zawsze się jej słucha i podwija się. Jeśli neurolog się nie myli, to kwestia kilku miesięcy, aby kotka odzyskała sprawność... Pozostaje jedynie spłacić faktury.
Lucy to kotka, która ma sto lat - tak o niej mówię. Dokarmiałam od 6, ale znałam z widzenia kilkanaście lat. Lucy nie ma zębów i jest "dzikuskiem". 2,5 roku temu była już pod moją domową opieką (najpierw w szpitalu), prawdopodobnie została potrącona, bardzo schudła i chodziła bokiem. Na szczęście leczenie i kroplówki przyniosły zamierzony efekt i kotka wróciła w miejsce bytowania w bardzo dobrej formie.
25 maja br. Lucy nie pokazała się na śniadaniu, a zawsze pilnowała posiłków. Siedziała w budce i nie miała odruchu ucieczki. Nie od razu ją zabrałam. Sprawdziłam po kilku godzinach, nie było jej. Odetchnęłam, że jednak niepotrzebnie się martwiłam. Ale przez cały tydzień żadna z pań karmicielek nie widziała koteczki. Dokładnie po tygodniu znowu była w budce i nie wyglądała dobrze. Zabrałam ją, nie walczyła nawet. Na drugi dzień wet, pobranie krwi, później USG. Wyniki krwi dobre, ale w USG złogi kałowe. Lactuloza, probiotyk, kroplówki - Lucy wszystko dzielnie i bez protestu znosiła. Nikt się wtedy nawet nie domyślał, że przyczyną zalegania kału było złamanie kości miednicy :( Dopiero gdy przyzwyczaiła się do domowych dźwięków i hałasów, do obecności innych kotów, Lucy odważyła się wyjść w mojej obecności z transportera - wtedy zobaczyłam, że prawa tylna stopa zawija jej się, jakby nie miała w niej władzy. Umówiłam się na RTG i dopiero wszystko poskładało się w jedną całość :( Lucy musiała zostać potrącona lub kopnięta :( Kość miednicy złamała się, więc kotka miała kłopot z oddawaniem kału i poruszaniem się...
Pierwszy wet, słysząc, że wypadek miał miejsce miesiąc wcześniej, a kotka jest dzikusem, zasugerował eutanazję. Jednak drugi podjął się zespolenia kości. Ortopedycznie wszystko się ładnie zagoiło, ale neurologicznie nie. Nerw kulszowy uległ uszkodzeniu - jeszcze nie wiadomo, w jakim stopniu. Przydałaby się rehabilitacja, a to kolejne koszty. Na dodatek kiedy Lucy poczuła się już lepiej, kiedy już nic jej nie boli - bije i syczy, nie chce być dotykana czy głaskana. Mimo to zostanie u mnie w domu, ale chciałabym pomóc jej jeszcze na tyle, żeby mogła się w miarę sprawnie poruszać, a nie ciągnąć łapkę za sobą :(
Potrzebne dobre serca do spłaty faktur oraz sponsor rehabilitacji, o ile okaże się możliwa. Lucy jest już umówiona na konsultację i pierwsze ćwiczenia na piątek 1 sierpnia. Na pierwsze wydatki zrzuciły się moje koleżanki i koledzy z pracy. Jednak faktury opiewają na blisko 5000 zł. Kto może pomóc?























Bazarek