Opis zrzutki

Gdy w 2023 roku kupiłam Johnnego, spełniło się moje wielkie marzenie. O własnym koniu marzyłam od lat. Nie szukałam mistrza sportu ani konia do zdobywania medali. Szukałam przyjaciela. I właśnie takim przyjacielem okazał się Johnny.

Od samego początku nie było łatwo. Johnny od lat zmaga się z problemami kopyt. Cierpi na tzw. cienką podeszwę przednich kopyt. Dla większości koni spacer po kamienistej drodze jest zwyczajną rzeczą. Dla Johnnego każdy źle postawiony krok może oznaczać ból. Dlatego podczas spacerów nosi specjalne buty ochronne, a werkowanie musi odbywać się częściej, aby nie zabierać jednorazowo zbyt dużej ilości materiału z kopyta.

Mimo swoich problemów Johnny nigdy się nie skarżył.

Wręcz przeciwnie.

To właśnie on stał się koniem, który daje ludziom poczucie bezpieczeństwa. Takim, któremu ufa się od pierwszej chwili.

Mój niepełnosprawny syn, kiedy był mały, potrafił zasnąć na jego grzbiecie podczas spacerów po lesie. Bo przy Johnnym człowiek po prostu czuje spokój.

Na jego grzbiet wsiadają osoby, które nigdy wcześniej nie siedziały w siodle. Dzieci uczestniczące w hipoterapii najchętniej pracują właśnie z nim. Osoby z traumami jeździeckimi zawsze wybierają Johnnego. Nie raz widziałam łzy wzruszenia i szczęścia po pierwszym galopie, kiedy ktoś był przekonany, że już nigdy więcej nie odważy się jeździć konno.

Johnny przez całe życie dawał innym odwagę.

Dzisiaj to on potrzebuje pomocy.

Na początku lipca wydarzyło się coś, co kompletnie mnie zaskoczyło. Johnnemu zaczęły ropieć oczy. Początkowo myślałam, że zakłuł się sianem albo wpadło mu jakieś ciało obce. Jednak z każdym dniem było coraz gorzej.

Zaczął wpadać na przeszkody.

Nie trafiał do paśnika.

Nie trafiał do poidła.

Obijał się o bramy, o inne konie, o mnie.

Patrzenie na to łamało mi serce.

Wezwałam weterynarza okulistę. Diagnoza była druzgocąca: ERU, czyli ślepota miesięczna koni (nawracające zapalenie błony naczyniowej oka).

Po dwóch tygodniach badań i leczenia okazało się, że Johnny od dawna praktycznie nie widzi na prawe oko. Choroba rozwijała się po cichu, a ja nie miałam pojęcia, że coś takiego w ogóle istnieje. Dopiero gdy zachorowało drugie, dotychczas widzące oko, problem stał się widoczny.

Nigdy nie zapomnę widoku zagubionego, przestraszonego konia, który nagle przestał rozumieć otaczający go świat.

Konia, który całe życie prowadził innych, a nagle sam nie wiedział, dokąd iść.

Diagnoza jest jasna.

Musimy ratować lewe oko, aby Johnny mógł nadal funkcjonować i zachować wzrok. Jedyną szansą jest operacja polegająca na wszczepieniu implantu z cyklosporyną, który ma wyciszyć stan zapalny i zatrzymać postępującą utratę wzroku.

Prawe, już niewidzące oko również wymaga zabiegu. Lekarze zalecają podanie gentamycyny. Dzięki temu można zatrzymać bolesne nawroty choroby i zachować oko bez konieczności jego usunięcia.

To nie są zabiegi poprawiające komfort.

To zabiegi, które mają uratować Johnnemu wzrok i uwolnić go od bólu.

Mamy możliwość wykonania operacji w klinice w Jankowie Dolnym pod Gnieznem. Koszty są jednak ogromne:

  • implant z cyklosporyną do widzącego oka: 3500 zł
  • zabieg z użyciem gentamycyny dla niewidzącego oka: 1500 zł
  • narkoza, opieka pooperacyjna i 10-dniowy pobyt w klinice: 4800 zł

Łącznie potrzebujemy około 10 000 zł.

Dla wielu osób Johnny jest po prostu koniem.

Dla nas jest kimś znacznie więcej.

Jest nauczycielem odwagi dla dzieci, terapeutą dla osób po trudnych doświadczeniach, przyjacielem i koniem, który przez lata cierpliwie niósł na swoim grzbiecie ludzi pełnych lęku, smutku i niepewności.


Na koniec chcę powiedzieć coś bardzo ważnego.

Wiem, że dla wielu osób 10 tysięcy złotych to ogromna kwota. Za takie pieniądze można kupić innego konia. Być może nawet młodszego i zdrowego.

Gdybym traktowała konie jak rzeczy, pewnie rozważyłabym takie rozwiązanie.

Ale Johnny nie jest rzeczą.

Nie jest środkiem transportu, sprzętem sportowym ani przedmiotem, który wymienia się na nowszy model, kiedy zaczyna chorować.

Johnny jest częścią mojej rodziny.

To koń, który przez lata cierpliwie nosił na swoim grzbiecie dzieci, pomagał osobom po jeździeckich traumach odzyskać wiarę w siebie, dawał poczucie bezpieczeństwa tym, którzy najbardziej tego potrzebowali. To przyjaciel mojego syna i koń, któremu zaufały setki ludzi.

Nigdy nie zostawię na pastwę losu zwierzęcia, za które jestem odpowiedzialna, jeśli istnieje szansa, by mu pomóc.

Wiem, że w świecie końskim niektórzy podleczyliby takiego konia i sprzedali dalej. Być może byłoby to łatwiejsze. Być może tańsze.

Ale ja nie sprzedaję przyjaciół.

Dlatego dziś proszę o pomoc dla Johnnego. Nie po to, by kupić mu lepsze życie. Po to, by nie odebrać mu tego, które już ma. By nadal mógł bez bólu cieszyć się słońcem, spacerami, głosem ludzi, których zna i kocha.

Bo po wszystkim, co dał innym, zasługuje na szansę.


Jeżeli możesz, pomóż nam uratować wzrok Johnnego i sprawić, aby jego kolejne lata były wolne od bólu.

Każda wpłata ma znaczenie. A jeśli nie możesz wesprzeć nas finansowo, proszę, udostępnij tę zbiórkę.

W imieniu swoim i Johnnego dziękuję za każde dobre serce. ❤️🐴

Komentarze

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez