id: 6dvcmz

Ratujemy Billa - kultowy bar Kazimierza musi przetrwać

Ratujemy Billa - kultowy bar Kazimierza musi przetrwać

 
Paweł Skwarnicki

Opis zrzutki

Nie sądziliśmy, że kiedykolwiek będziemy musieli pisać coś takiego.


Bill Hickman — miejsce, które przez ponad 15 lat stało się dla wielu drugim salonem, przystankiem po pracy, początkiem przyjaźni i końcem długich nocy — dostał wypowiedzenie najmu. Mamy czas do końca marca, żeby się wynieść.


I bardzo nie chcemy znikać.


Bo Bill to nigdy nie był tylko bar.


To ludzie. Znajome twarze wpadające bez zapowiedzi. Ktoś dosiadający się do stołu. Ktoś poznany „na chwilę”, który zostaje na lata. Ten rodzaj miejsca, który bardziej się współtworzy niż odwiedza.


Jeśli tu bywałeś — wiesz.


Jeśli nie — wyobraź sobie bar, do którego wchodzisz pierwszy raz i po godzinie masz wrażenie, że jesteś u siebie.


Przez te wszystkie lata przewinęło się przez Billa pół miasta. Jedni wpadali na jedno piwo, inni zostawali do zamknięcia. Były głośne noce i spokojne wieczory, przypadkowe spotkania i te planowane od tygodni. Było życie — takie niewymyślone.

Bill od zawsze żył kulturą — tą najbliższą ludziom.


Muzyka sączyła się tu wieczorami spod igły DJ-a, małe koncerty potrafiły zamienić zwykły dzień w coś, co pamięta się latami, a ściany nie raz oglądały wernisaże i prace artystów, którzy dopiero zaczynali swoją drogę. To nie była scena z wielkimi reflektorami — raczej przestrzeń, w której każdy mógł coś pokazać, zagrać, spróbować.


Przed wejściem toczyły się rozgrywki w zośkę — niby nic wielkiego, a jednak wystarczyło chwilę postać obok, żeby zaraz ktoś podał Ci ją pod nogę. I nagle już byłeś częścią tej historii.


W środku kolejne warstwy czasu przykrywały ściany wlepkami od podłogi po sufit. Każda zostawiona trochę jak podpis: byłem tu, byliśmy tu.


A potem przychodziła wiosna, stoliki wracały na ulicę i razem z nimi wracało to charakterystyczne, lekkie zamieszanie — śmiech, rozmowy, ktoś machający z drugiej strony ulicy. Bill znowu oddychał pełną piersią.


Dlatego dziś odzywamy się właśnie do Was.


Chcemy znaleźć nowe miejsce i zabrać tam wszystko to, czego nie da się zapakować w kartony — atmosferę, ludzi, energię. Zrobić to tak, żeby pewnego dnia ktoś znowu otworzył drzwi i pomyślał:

„o, dobrze być z powrotem”.


Ale prawda jest prosta — sami możemy tego nie udźwignąć.


Gastronomia nie jest łatwym światem, a przeprowadzka miejsca z historią to ogromne wyzwanie. Potrzebujemy finansowej poduszki, która pozwoli nam w ogóle zacząć — znaleźć przestrzeń i postawić bar na nogi na nowo.


Dlatego powstała ta zbiórka.


Nie traktujemy jej jak koła ratunkowego rzuconego biznesowi.


Myślimy o niej raczej jak o geście ludzi wobec miejsca, które przez lata było też trochę ich.


A zanim to wszystko się wydarzy — wciąż tu jesteśmy.

Przez najbliższe tygodnie Bill nadal żyje i chcemy, żeby żył jak najgłośniej. Jeśli macie ochotę wpaść „jeszcze raz”, napić się czegoś przy barze, przyprowadzić znajomych albo po prostu pobyć tu chwilę — teraz jest na to moment. Każda obecność i każda złotówka zostawiona na miejscu realnie pomagają nam przetrwać ten czas.


Planujemy też dorzucić do tej zbiórki trochę dobra — pojawią się różne fanty i rzeczy do zgarnięcia, zarówno tutaj, na miejscu, jak i w ramach samej zrzutki. Szczegóły będziemy ogłaszać na bieżąco, ale jedno jest pewne: będzie okazja zabrać ze sobą kawałek Billa.


Jeśli Bill był kiedyś częścią Twojej codzienności — możesz pomóc mu trwać dalej.

Jeśli dopiero miałeś tu trafić — zróbmy wszystko, żebyś jeszcze miał gdzie.

Każda wpłata ma znaczenie.


Udostępnienie — jeszcze większe, niż myślisz.


A jeśli wiesz o miejscu, w którym Bill mógłby zapuścić korzenie na nowo — odezwij się.


Kilka lat temu na naszych drzwiach pojawił się napis: „BĘDZIE DOBRZE”


Bardzo chcemy, żeby to nie były tylko słowa.


Dzięki, że jesteście.

Do zobaczenia — wierzymy — przy barze.

Lokalizacja

Komentarze 1

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez