Opis zrzutki
W 2014 roku pewien rudy kot zmienił moje życie. Otworzył moje serce na te cudowne stworzenia i oczy na skalę ich bezdomności, cierpienia i samotności.
Tak zaczęła się moja historia wolontariatu, która trwa do dziś.
Kiedy kilka lat później pojawił się pomysł założenia fundacji, bałam się jak cholera. Już wtedy mieliśmy bardzo mało czasu na własne życie, ale wierzyłam, że fundacja pozwoli nam działać skuteczniej i pomagać większej liczbie kotów.
Dzisiaj, po raz pierwszy, zaczynam żałować tej decyzji. Nie dlatego, że nie kocham tego, co robimy. Kocham. Po prostu pierwszy raz od tylu lat naprawdę nie wiem, jak mamy z tego wyjść.
Ostatnie miesiące dosłownie nas pogrążyły. Panleukopenia, koronawirus, cztery koty leczone jednocześnie z powodu FIP, a do tego kolejne ciężkie przypadki, dla których Azyl był ostatnim przystankiem. Dnie i noce spędzaliśmy w lecznicach, przy transporterach, w samochodach i przy kotach walczących o życie.
Dawaliśmy z siebie wszystko, często tak wyczerpani, że zasypialiśmy w ubraniach w Azylu. A następnego dnia znowu wstawaliśmy i jechaliśmy dalej, bo kiedy patrzy się na cierpiącego kota, bardzo trudno powiedzieć: „nie możemy”.
Kto nas zna, ten wie, że pomagamy często wbrew rozsądkowi. Nie odmawiamy ciężko chorym kotom tylko dlatego, że ich leczenie jest trudne, długie albo kosztowne. Jeśli nie możemy przyjąć kota do Azylu, szukamy innego rozwiązania. Robimy wszystko, żeby żaden kot nie został sam.
Dla kotów, bo to one zawsze były i są dla nas najważniejsze.
Dlaczego więc żałuję, że prowadzę fundację? Bo mimo tylu lat pracy mamy prawie 30 000 zł zaległości w lecznicach, a na koniec miesiąca czeka nas kolejna faktura. Koszty wciąż rosną, a my doszliśmy do momentu, w którym nie możemy już udawać, że jakoś to będzie.
Bo wiemy, że nie będzie.
Dlatego założyliśmy nową zbiórkę na spłatę zadłużenia i musimy zrobić coś, czego przez lata staraliśmy się za wszelką cenę uniknąć - zatrzymać się.
Dopóki nie spłacimy długu, zawieszamy przyjmowanie nowych podopiecznych. Nie dlatego, że przestało nam zależeć, ale właśnie dlatego, że zależy nam za bardzo. Nie możemy przyjmować kolejnych kotów, jeśli nie mamy pewności, że zapewnimy im bezpieczne leczenie i opiekę.
Potrzebujemy zebrać prawie 30 000 zł. Wiem, że to ogromna kwota. Wiem też, że kolejna prośba o pomoc może być dla Was męcząca, ale dla nas jest cholernie trudna. Nie mamy już komfortu udawania, że damy radę sami.
Jeśli kiedykolwiek pomyśleliście, że nasza praca ma sens, teraz jest moment, żeby nam pomóc. Każda wpłata - 10, 20, 50 czy 100 zł przybliża nas do chwili, w której znów będziemy mogli otworzyć drzwi dla potrzebujących kotów.
Jeśli nie możecie wpłacić, prosimy o udostępnienie. Czasem jedno udostępnienie trafia do osoby, która może naprawdę wiele zmienić.
Nie chcemy kończyć ani zamykać Azylu. Żeby jednak móc dalej pomagać, najpierw musimy uratować samych siebie.
Pomóżcie nam spłacić ten dług, uporządkować sytuację i wrócić do pomagania wtedy, kiedy znów będziemy mogli robić to odpowiedzialnie.
DLA KOTÓW. Jak zawsze. ❤️
Z całego serca dziękuję,
Agata
Dziękuję za kocią pomoc❤️