Pomoc Ewie w ratowaniu zwierząt
Pomoc Ewie w ratowaniu zwierząt
Aktualności2
-
Kolejne materiały do montażu ogrodzenia kupione!
0KomentarzyNikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!
Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Zakładam tę zrzutkę dla Ewy i jej zwierząt. Ewa od lat po cichu ratuje konie i inne zwierzęta przed rzeźnią i śmiercią "bo tak bywa". Dziś sama jest w kryzysie: choroba męża, długi, zrujnowane ogrodzenia pastwisk i realne ryzyko wypadków - zarówno u jej zwierząt, jak i u dzikich zwierząt. Potrzebujemy pomóc jej przetrwać i postawić bezpieczne ogrodzenie.
***
Na wstępie chcę napisać, że to nie jest historia "o słodkich zwierzątkach". To jest historia o człowieku, który od lat robi coś, czego większość z nas nie zrobiłaby nigdy - wyciąga zwierzęta z rzeźni, stawia je na nogi i szuka im dobrych domów. Bez rozgłosu. Po prostu, bo nie potrafi przejść obojętnie obok potrzebujących zwierząt.
Ewa kupiła gospodarstwo, wzięła kredyt, wybudowała stajnię i od lat ratuje konie - stare, schorowane, czasem zagłodzone. Nie zarabia na tym ani złotówki. To, co ma, idzie na paszę, leczenie, transport, naprawy i codzienne utrzymanie. Póki co radziła sobie bez pomocy, ale...
Niestety w jej domu wydarzyło się to, co potrafi wywrócić wszystko: mąż Ewy ciężko zachorował - IV stopień nowotworu złośliwego. Operacja, chemioterapia, radioterapia - to wszystko zjadło ich budżet do zera, a w praktyce wprowadziło w minus. Do tego Ewa ma niepełnosprawne dzieci. Mimo tego dalej walczy i dalej opiekuje się zwierzętami, bo one też potrzebują cały czas opieki.
Dziś największy problem jest bardzo konkretny i pilny: BEZPIECZNE OGRODZENIE PASTWISK.
Ewa miała prowizoryczne ogrodzenie na drewnianych stemplach i linkach pastucha. Tyle że to rozwiązanie jest ryzykowne. Dzikie zwierzęta potrafią się w takich linkach zaplątać. Ewa już kilka razy ratowała zaplątaną sarnę, a nawet jelenia. Ewa, jak mi napisała, nie po to ratuje zwierzęta, żeby inne zabijać albo patrzeć, jak giną.
Do tego dochodzą problemy w terenie. Z relacji Ewy wynika, że na jej terenie ktoś postawił ambonę i strzelał do saren "na jej łąkach". Ambona zniknęła, ale Ewa nadal znajduje łuski. Jest też wątek bobrów - sąsiad rolnik zniszczył tamę bobrów na terenie należącym do zarządcy drogi. Tama nikomu nie zagrażała, ale bobry "zniknęły, bo komuś przeszkadzały". Ewa boi się eskalacji konfliktu - jej pastwiska graniczą z uprawami sąsiada, a wcześniej po oprysku jego pola pas jej pastwiska zrobił się żółty.
Zbiórkę zakładam ja - bo Ewa przez lata nie prosiła o nic. Sama mówi, że "nie istnieje" w internecie. Nie ma fundacji i nie ma zaplecza. Jest tylko ona, jej praca i zwierzęta, które w wielu miejscach byłyby już martwe.
Pod opieką Ewy są m.in.: 8 koni, 3 owce, 6 świnek, 3 psy, króliki, drób, gęsi, perliczki, muł - oraz zwierzęta w domach tymczasowych. Ewa szacuje, że minimalny koszt utrzymania to ok. 1500 zł miesięcznie, a koszty tnie jak może. Pracuje głównie taczkami, bo ciągnik się zepsuł.
Na co zbieramy:
- zakup i montaż bezpiecznego ogrodzenia pastwisk: betonowe słupki + drut (zamiast linek, w które plączą się zwierzęta)
- bieżące utrzymanie zwierząt w okresie kryzysu: pasza, ściółka, podstawowa opieka weterynaryjna
- doraźne naprawy i zabezpieczenia (żeby nie było sytuacji, że konie nie mają gdzie wyjść, a dzikie zwierzęta giną w ogrodzeniu)
Jeśli możesz - dorzuć choćby symboliczną kwotę. 10 zł, 20 zł, tyle ile możesz. Dla Ciebie to często jedna drobna zachcianka. Dla Ewy to realna różnica: kawałek ogrodzenia, worek paszy, spokój, że kolejnego dnia nie będzie dramatu na pastwisku.
Dziękuję za każdą wpłatę i każde udostępnienie.
powodzenia!
Jest Pani niezwykłą osobą, powodzenia!
Dziękuję za niesioną pomoc zwierzętom. Wiele Dobra dla Pani i męża, zdrowia i wszelkiej pomyślności.
W ten wigilijny dzień z wdzięcznością myślę o każdym okazanym geście dobra. Dzięki Wam te konie dostały szansę na życie. Dziękuję z całego serca.