Opis zrzutki
Po 15 latach walki o życie proszę o pomoc w walce o sprawność.
Nigdy nie przypuszczałam, że przez 15 lat moim życiem będzie kierował strach, kolejne diagnozy, operacje i pobyty w szpitalach. Za każdym razem wierzyłam, że to już koniec, że teraz będzie można zacząć żyć normalnie. Niestety los miał wobec mnie inne plany.
W 2011 roku zachorowałam na złośliwy nowotwór piersi. Przeszłam podskórną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją i długie leczenie. Uczyłam się żyć od nowa.
Gdy wydawało się, że najgorsze mam już za sobą, w 2023 roku ponownie usłyszałam diagnozę – drugi złośliwy nowotwór piersi. Po raz kolejny przeszłam podskórną mastektomię z jednoczasową rekonstrukcją. Czekała mnie chemioterapia, leczenie Herceptyną oraz hormonoterapia.
Badania genetyczne wykazały u mnie mutacje genów BRCA1 i CHEK2. Wiedząc, jakie ryzyko niosą, zdecydowałam się na profilaktyczne usunięcie macicy i jajników. To była bardzo trudna decyzja, ale chciałam zrobić wszystko, aby zwiększyć swoje szanse na życie.
Nowotwory odcisnęły piętno nie tylko na mnie. W 2009 i 2013 roku z chorobą nowotworową walczyła moja mama. W 2011 roku mój tata zachorował na białaczkę, a w 2017 roku doszło do nawrotu choroby. W 2014 roku nowotwór zdiagnozowano również u mojej siostry. Walczyła dzielnie, ale w 2018 roku odeszła. Każda z tych historii zostawiła we mnie ślad i ogromny lęk o przyszłość.
Mimo leczenia i kolejnych operacji nie odzyskiwałam sił. Od czasu chemioterapii w 2023 roku zmagałam się z coraz silniejszym bólem odcinka piersiowego kręgosłupa. Wielokrotnie zgłaszałam ten problem lekarzom, jednak przez długi czas nie wykonano badań obrazowych, które mogłyby znaleźć jego przyczynę.
W styczniu 2025 roku wykryto u mnie również guz lewego płata tarczycy. Rozpoczęłam kolejne leczenie.
Moje zdrowie coraz bardziej się pogarszało. Nie byłam w stanie wrócić do pracy, dlatego złożyłam wniosek o rentę z ZUS. Mimo przebytych dwóch nowotworów, licznych operacji, trwającego leczenia i narastających problemów zdrowotnych kolejne komisje lekarskie uznawały mnie za osobę zdolną do pracy. Nie poddałam się. Walczę o swoje prawa przed sądem i do dziś jestem kierowana na badania przez lekarzy biegłych różnych specjalności. To kolejna trudna walka, którą przyszło mi toczyć równolegle z walką o zdrowie.
Ciągłe życie w bólu, niepewności i stresie doprowadziło mnie również do depresji. Pomogły mi leki i psychoterapia, jednak z powodu trudnej sytuacji finansowej musiałam z niej zrezygnować.
Przełom nastąpił dopiero po zmianie onkologa. Trafiłam do lekarza, który nie zbagatelizował moich dolegliwości i natychmiast zlecił rezonans magnetyczny. W marcu 2026 roku badanie wykazało guz wewnątrz rdzenia kręgowego z podejrzeniem wyściółczaka lub gwiaździaka.
Po konsultacji neurochirurgicznej usłyszałam, że zwlekanie z operacją może doprowadzić do utraty możliwości chodzenia. Jednocześnie sama operacja była obarczona bardzo dużym ryzykiem, ponieważ guz znajdował się wewnątrz rdzenia kręgowego. Wiedziałam, że mogę obudzić się z trwałą niepełnosprawnością.
Mimo ogromnego strachu zdecydowałam się poddać operacji. Dziś jestem już po zabiegu. Przede mną długa i wymagająca rehabilitacja. Od niej zależy, jaką sprawność uda mi się odzyskać i na ile będę mogła wrócić do samodzielnego życia.
Nie walczę jednak tylko dla siebie.
Mam męża i dwie 15-letnie córki. To właśnie one są jedną z największych sił, które każdego dnia każą mi walczyć dalej. Chcę być przy nich. Chcę widzieć, jak dorastają, być obecna w ich życiu, wspierać je i przeżywać z nimi te wszystkie zwyczajne, codzienne chwile, które przez lata choroby przestały być dla mnie czymś oczywistym.
Chcę żyć. Chcę odzyskać sprawność. Chcę wrócić do mojego męża i córek jako samodzielna żona i mama.
Niestety rehabilitacja neurologiczna, leki, konsultacje specjalistyczne, dojazdy oraz niezbędny sprzęt rehabilitacyjny to koszty, których nie jestem w stanie sama udźwignąć. Brak renty i wieloletnie leczenie sprawiły, że moje możliwości finansowe praktycznie się wyczerpały.
Jeżeli kwota zebrana w ramach zbiórki przekroczy zakładany cel, nadwyżkę przeznaczę na dalszą rehabilitację, leczenie, konsultacje i badania kontrolne, w tym konsultacje onkologiczne, zakup niezbędnego sprzętu rehabilitacyjnego i medycznego, koszty dojazdów związanych z leczeniem i rehabilitacją oraz przystosowanie mojego otoczenia i warunków życia do następstw choroby i ograniczeń sprawności. Środki będą wykorzystywane na potrzeby związane z moim leczeniem, rehabilitacją i powrotem do możliwie największej samodzielności.
Nigdy nie sądziłam, że będę musiała prosić o pomoc. Zawsze starałam się radzić sobie sama. Dziś jednak wiem, że bez wsparcia ludzi o wielkich sercach nie dam rady przejść tej drogi.
Jeśli możesz, proszę o wsparcie mojej zbiórki lub jej udostępnienie. Każda wpłata, nawet najmniejsza, daje mi realną szansę na odzyskanie sprawności i powrót do życia.
Nie marzę dziś o wielkich rzeczach. Marzę o tym, by znów samodzielnie chodzić, odzyskać sprawność, wrócić do codzienności bez bólu i znów cieszyć się zwykłymi chwilami z moim mężem i córkami. Po piętnastu latach nieustannej walki nie proszę o cud. Proszę jedynie o szansę.
Dziękuję z całego serca za każdą wpłatę, udostępnienie mojej historii i każde dobre słowo. Dzięki Wam ta walka nie będzie już tak samotna.
Życzymy Dużo Zdrówka 😘
Dziękuję ❤️ Nie wiem, czy istnieją słowa, które potrafią wystarczająco podziękować za to, co od Was otrzymałam. Kiedy zakładałam zbiórkę na moją rehabilitację, bardzo się bałam. Bałam się nie tylko tego, co przede mną, ale również tego, że będę musiała prosić innych o pomoc. Przez długi czas myślałam, że MUSZĘ poradzić sobie sama. Że jakoś dam radę, że nie powinnam nikogo obciążać swoimi problemami. Zajęło mi 15 lat chorowania, żeby zrozumieć, że wcale nie muszę wszystkiego udźwignąć sama. I przyznam szczerze – trochę wątpiłam, czy ta zbiórka w ogóle się uda. Dzisiaj chciałabym Was za te moje wątpliwości przeprosić. ❤️ Przerosło to moje najśmielsze oczekiwania. Liczba wpłat, wiadomości, udostępnień, dobrych słów i gestów, które od Was otrzymałam, poruszyła mnie do głębi. Dzięki Wam dzisiaj po raz pierwszy od dawna mogę odetchnąć. Nie muszę już żyć w stresie, czy będę miała za co rozpocząć rehabilitację. Wiem, że będę mogła pojechać na turnus i zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby odzyskać sprawność, niezależność i swoje życie. A dla mnie to nie jest po prostu „zbiórka pieniędzy”. To jest szansa. Szansa, żeby zawalczyć o siebie. O możliwość chodzenia. O samodzielność. O zwyczajne życie. O przyszłość, w której będę mogła być przy mojej rodzinie i moich córkach. Każda wpłata, każde udostępnienie, każde „trzymam za Ciebie kciuki” i każda wiadomość dały mi coś jeszcze – poczucie, że nie muszę tej walki prowadzić sama. Dziękuję tym, którzy wpłacili dużo. Dziękuję tym, którzy wpłacili tyle, ile mogli. Dziękuję tym, którzy nie mogli wpłacić nic, ale udostępnili zbiórkę. Dziękuję za każde dobre słowo i każdą myśl skierowaną w moją stronę. Nie spodziewałam się takiego odzewu. Naprawdę. Z całego serca dziękuję, że uwierzyliście we mnie wtedy, kiedy ja sama nie do końca potrafiłam uwierzyć, że dam radę. ❤️ Teraz przede mną kolejny etap – rehabilitacja, ciężka praca i walka o powrót do sprawności. I pojadę na tę walkę z ogromną wdzięcznością w sercu. Dziękuję, że jesteście. ❤️
Niech Moc będzie z Tobą!
🍀
Dużo zdrówka Majeczko 🐝