Opis zrzutki

Mariusz to cudowny, ciepły człowiek. Wspaniały przyjaciel. Kochający mąż. Troskliwy tatuś. Pomóżcie nam go obudzić i wesprzyjcie zbiórkę, która ma pokryć kilkumiesięczną intensywną rehabilitację.

Co czuje matka po porodzie? Radość, euforię, mieszankę niepewności i miłości… Czułam to za pierwszym razem. Za drugim radość mieszała się z rozpaczą. Wolałabym przejść cesarkę jeszcze setki razy... Zniosłabym to. Zniosłabym każdy fizyczny ból.. Byleby tylko nie patrzeć na cierpienie najbliższej mi osoby. A po porodzie? Na sali inni szczęśliwi tatusiowie tulą maleństwa. Do nogawki taty przyczepione starsze rodzeństwo… Mamusie ze wsparciem swoich partnerów. Nie wiem jak przeżyłam te godziny na łóżku obok, tuląc Michalinę ze świadomością, że nasz tatuś jest piętro niżej na innym oddziale. Na Oddziale Intensywnej Terapii.

Marzec 2017 - sobota. Pamiętam doskonale moją odpowiedź na sugestię, że goście się przesuną i usiądziemy obok siebie: „Mamy całe życie przed sobą. Jeszcze się obok siebie nasiedzimy…” Dlaczego człowiek mówi takie rzeczy? Czemu jest taki pewny, że jutro jest mu dane? Jesteśmy przekonani, że dana jest nam każda następna godzina.

Niedziela. Mariusz kładzie się spać, mówiąc że boli go brzuch i nie potrafi zasnąć. Zaczynam się martwić, żadne domowe próby złagodzenia bólu nie pomagają. Mariusz coraz gorzej się czuje. Nie potrafi określić co konkretnie w brzuchu go boli. Przyjeżdża nasz przyjaciel i zabiera Mariusza do szpitala.

A ja? Spokojna. Byłam pewna, że nic mu nie grozi. Bo teraz to się nim przecież zajmą prawda? Dostanie kroplówkę. Poczuje się lepiej. Tak się początkowo dzieje: Mariusz dostaje dwie kroplówki. Badanie CRP nie wykazuje stanu zapalnego. Badania krwi w normie. No bo i jakie? Wyczynowo jeździ na rowerze. Nie pali. Zdrowo się odżywia. Co mu się ma dziać? Poda decyzja o wypuszczeniu do domu i nagle zaczynają się wymioty krwią. Zatrzymują go więc do rana, żeby zrobić na oddziale gastroskopię. Mariusz? Zadowolony bo po wymiotach poczuł ulgę…

Rano pakuje mu rzeczy i pędzę. Mariusza zastaję słabego, ale spokojnego. Pomagam mu zmienić ubranie i zabierają go na gastroskopię. Pojechałam, po wodę, po spodenki, po… Nagle wiadomość od Mariusza. Coś się dzieje, nie bardzo może mi wytłumaczyć co. Wysyła mi tylko swoje zdjęcie z założoną sondą odciągającą krew z żołądka. Kiedy wróciłam już z jego siostrą do szpitala wygląda strasznie, jest blady.. Mariusz na mój widok denerwuje się jeszcze bardziej, bo boi się o moją ciążę. Sugerują mi więc, żebym czekała na korytarzu. Lekarz informuje mnie, że nie udało się zrobić mu gastroskopii z uwagi na wymioty krwią.. Zastanawiają się co robić, czy ponowną próbę z gastroskopią.. Pada jednak decyzja o natychmiastowej operacji. Dwie godziny czekania i ulga. Lekarz po operacji uznał, że wszystko się udało, a rano Mariusz powinien znaleźć się na znów na chirurgii, ale dziś już go nie zobaczymy.

Pojechałam do domu. Wieczorem wróciłam, żeby dowiedzieć się czy już się wybudził i jak się czuje. Pani pielęgniarka informuje mnie, że Mariusza nie ma na sali pooperacyjnej. Jest na Oddziale Intensywnej Terapii. Pierwsza myśl? Pewnie zabrakło miejsc na pooperacyjnej.. Nadal nie przeczuwałam niczego złego. Przychodzi pani doktor i informuje mnie, że mój mąż jest w stanie krytycznym. Szok. Niedowierzanie. Krótki opis sytuacji: spowolnienie akcji serca. Reanimacja. Dalej nie wierzę. Prowadzi mnie do niego. Leży. Wśród tych wszystkich rurek. Podłączony do respiratora, z mnóstwem wkłuć. Wśród pikania urządzeń. Nie wytrzymuje. Pękam. Rozpadam się na milion kawałków.. Jakoś wstaje. Wychodzę. Powoli do mnie dociera. Czuję skurcze. Boli mnie brzuch. Przyjaciele zabierają mnie do lekarza. Zostaje na oddziale przez 10 dni. Na OIT informują mnie o coraz gorszych rzeczach. Im bardziej lekarze przekonują mnie, że jest źle, tym bardziej ja wmawiam sobie, że będzie dobrze. Nie wiem skąd ta przekora. Trzeba działać. Mariusz jest w śpiączce.

Próbujemy wszystkiego. Konsultujemy Mariusza gdzie się da. Jeździmy na konsultacje do profesorów, doktorów, terapeutów, rehabilitantów.. Wzywamy niebo na pomoc... Codziennie spędzałam przy nim tyle czasu na ile mi pozwalano. Mówimy, stymulujemy, masujemy, ćwiczymy. Muzyka, dotyk, głos, zapach – wszystko to ma go ruszyć w moją stronę. Widać powoli efekty rehabilitacji. Pojawiają się reakcje, odruchy.

Po opuszczeniu szpitala spędziliśmy dwa miesiące w prywatnym centrum rehabilitacyjnym. Udało się Mariusza przystosować do wózka, do ćwiczeń w pozycji pionowej. Zaczął coraz lepiej przełykać, zaczął gryźć, poprawiło się napięcie mięśni twarzy. Zaczął lekko kontrolować głowę. Będziemy walczyć dalej. Chcemy znów pojechać na turnus rehabilitacyjny. Niestety koszt miesięcznego pobytu oscyluje wokół 22 000 zł.4 tygodnie to jednak zbyt mało, żeby mieć nadzieję na poprawę. Po 2 miesiącach pobytu śmiało możemy stwierdzić, że jedynie takie długoterminowe turnusy mają sens. Dlatego chcielibyśmy połączyć dwumiesięczne wyjazdy rehabilitacyjne z intensywną pracą rehabilitantów w domu.

Boję się.. Czy Michalina sobie poradzi? Amelka od samego początku czuła jego miłość. Czy Michalinie starczy na razie moja? Tatuś jest dla Amelii wszystkim. Codziennie mówi o tym co zrobimy jak tatuś już wróci. W jego szafce nocnej czekają już na niego rysunki, czekoladki… Wszystko to co Amelka dla niego zbiera. Gdy coś ją boli woła tatę, gdy jej czegoś zabraniam – biegnie się poskarżyć. Kiedy jest smutna tłumaczę jej wiele razy, że tatuś jeszcze jest chory, ale będzie dobrze. Czasem to ona tłumaczy mi.. Widzi moje łzy i opowiada mi, że tatuś się obudzi.. Na płacz Michalinki reaguje podobnie: „No co? Martwisz się o tatusia? Wyzdrowieje”. Amelka ogląda z Mariuszem bajki, masuje go, mówi do niego. Jest najdzielniejszą czterolatką na świecie.

Zastanawiamy się nad możliwością wszczepienia komórek macierzystych. Szukamy nowatorskich metod, które pozwolą nam na powrót Mariusza. Musimy kontynuować rehabilitację Mariusza. Zapewnić mu setki godzin rehabilitacji funkcjonalnej, stymulacji wielozmysłowej i terapii z neurologopedą. Tylko tak stan Mariusza ma szansę nadal się poprawiać. On musi do nas wrócić.

Bardzo trudno wyrazić mi wdzięczność jaką czuję wobec wszystkich tych, którzy już nam pomogli. Spotkała nas tragedia, ale musimy w niego wierzyć. Jest silny, wiele przeszkód już pokonał. On potrzebuje nas – my potrzebujemy jego. Zrobię wszystko, żeby Mariusz do nas wrócił. muszę walczyć o życie mojego męża, ale też o życie całej mojej rodziny. Razem tworzymy całość. Przez kilka miesięcy dawaliśmy sobie radę. Niestety rehabilitacja jest kosztowna i przekracza już nasze możliwości finansowe. To, że nasi znajomi, przyjaciele, rodzina, a także nasza parafia zdecydowali się nas wesprzeć organizując zbiórki jest dla nas ogromną pomocą. Oprócz kwoty, która została już wcześniej zebrana i przeznaczona na rehabilitację Mariusza dostałam coś jeszcze – nową siłę. To cudowne uczucie, wiedzieć, że otaczają nas ludzie, którym nie jest obojętny los Mariusza i są gotowi bezinteresownie mu pomóc. To wszystko daje mi jeszcze większą wiarę w siłę dobra. Głęboko wierzę w to, że Mariusz otoczony miłością i troską, z pomocą intensywnej rehabilitacji wróci do nas.

Dziękujemy wszystkim, którzy zdecydowali się nas wspomóc – nie tylko materialnie, ale też modlitwą, dobrą energią i pozytywnymi myślami.

Wpłacający 53

 
Dane ukryte
20 zł
OA
Od Adasia
300 zł
 
Dane ukryte
25 zł
 
Dane ukryte
200 zł
AT
Aleksandra Tomaszewska
150 zł
 
Dane ukryte
25 zł
E
Ewa kiełbus
50 zł
 
Dane ukryte
10 zł
 
Dane ukryte
25 zł
 
Dane ukryte
20 zł
Zobacz więcej

Komentarze 1

 
2500 znaków
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

625 020 zrzutek

i zebrali

375 985 387 zł

A ty na co dziś zbierasz?