Na walkę Marty z mukowiscydozą
Na walkę Marty z mukowiscydozą
Aktualności2
-
Witajcie Kochani.
Parę dni temu zorganizowaliśmy dla Marty zrzutkę. Długo myśleliśmy, czy w ogóle z nią wystartować. Zawsze było nam głupio prosić kogokolwiek o pomoc, tym bardziej o pomoc finansową. Stwierdziliśmy jednak, że dlaczego nie. Zawsze Marta, oszczędzała na swoim leczeniu, kupując tylko niezbędne leki lub wręcz zaniżając zalecane dawki leków. Niestety czasy się zmieniają, wirusy atakują i zmieniają gospodarkę. Dlatego podjęliśmy decyzję, żeby uzbierać parę groszy. Nie sądziliśmy jednak, że zrzutka osiągnie taki efekt!
Wszystkim Wam bardzo dziękujemy za okazane wsparcie. Byliśmy w wielkim szoku, jak okazało się, że po już 2h zebraliśmy całą kwotę. Nie udałoby się to bez Waszej pomocy, wsparcia i zaangażowania. Jesteście kochani!

Dodawaj aktualności i informuj wspierających o postępach akcji.
To zwiększy wiarygodność Twojej zrzutki i zaangażowanie darczyńców.
Opis zrzutki
Cześć, jestem Marta. Może nie wyglądam, ale choruję na mukowiscydozę, przez co czuję się — bez urazy — jak stara baba. Od urodzenia dużo chorowałam, rokowania nie były najlepsze, a lekarze nie wiedzieli co mi jest. Dopiero w 8 roku życia wykryto mi mukowiscydozę — genetyczną chorobę atakującą w głównej mierze układ oddechowy. Wówczas lekarze stwierdzili, że pożyję zaledwie kilka lat. W lipcu kończę 30tkę, więc wygląda na to, że chyba oszukałam system. Wraz z diagnozą całkowicie zmienił się mój świat. Z czasem, pielgrzymi po przychodniach były coraz częstsze, a ilość zażywanych leków rosła. Wizyty w szpitalu przestały już być tylko wizytami 2 - 3 dniowymi na badania, a zaczęły się znacznie wydłużać do 2 - 3 tygodni na przeleczenie. To strasznie frustrujące, że mimo tego, że o siebie dbam, robię inhalacje 4 razy dziennie, łykam stos tabletek, stosuję antybiotykoterapię na stałe, wykonuję rehabilitacje, stosuję odpowiednią dietę, dezynfekuję sprzęt medyczny, a i tak przegrywam z chorobą. I żeby było jasne, kocham swoje życie, ale leczenie w naszym kraju nie jest łatwe, zwłaszcza z rentą socjalną w wysokości 700 zł, bo tylko tyle mi przysługuje. Codziennie walczę o każdy szczegół, bo nawet zwykłe przeziębienie jest dla mnie zagrożeniem i może mnie wysłać na kolejne 2 tygodnie do szpitala.
Ostatni rok był naprawdę trudny. W ciągu ostatnich 6 miesięcy w szpitalu byłam już 3 razy, gdzie kiedyś jeden dwutygodniowy pobyt starczył mi na pół roku. Święta Bożego Narodzenia i Nowy Rok również spędziłam w szpitalu zamiast jak normalny człowiek z rodziną. Powoli zaczynam myśleć, że niedługo stanę się chodzącym sitkiem, bo niestety po tylu lat leczenia antybiotykami i niezliczonej ilości wkłuć, by podłączyć kroplówki, moje żyły są w opłakanym stanie. Nawet pielęgniarki boją się mnie kłuć, bo po prostu nie widzą żył, lub są tak słabe, że pękają.
Dlatego proszę Was o pomoc — przez nagłe pogorszenie stanu zdrowia, przez ciągłe zaostrzenia choroby oraz kryzys finansowy, związany z koronawirusem, który dopadł i nas. Aktualnie przy mojej rencie i wypłacie męża, nie jestem w stanie w 100% pokryć mojego zapotrzebowania na leczenie. Przez pandemię w ogóle nie wychodzę z domu, i nie chodzę po lekarzach. Mój szpital obecnie przyjmuje tylko krytyczne przypadki, przez co muszę się jakoś ratować, stosować leczenie domowe i robić wszystko co mogę, aby po prostu przeżyć, a to niestety kosztuje. Efekt takiego leczenia jest gorszy niż antybiotyk dożylny w szpitalu, ale przynajmniej jestem z rodziną. Jestem dobrej myśli i wierzę, że razem uda nam się zebrać parę groszy, abym mogła spokojnie spać i nie martwić się, czy będę miała za co się leczyć.


Od mikrusa
Dziękujemy za pomoc :) Marta
od Mikrusa
Dziękujemy za pomoc :) Marta
Mikro wpłata od Mikrusa!
Dziękujemy za pomoc :) Marta
Melduję wykonanie zadania ;)
Dziękujemy za pomoc :) Marta
Od admina Mikrusa :)
Dziękujemy za pomoc :) Marta