Zbiórka na ratowanie wiejskich kociaków.
Zbiórka na ratowanie wiejskich kociaków.
Opis zrzutki
Mieliśmy nie przyjmować już ani jednego kota. Drzwi zostały zamknięte, miejsca brakowało, siły też… A jednak życie po raz kolejny brutalnie przypomniało, że cierpienie nie poczeka, aż będziemy gotowi.
Na jednej z podpoznańskich wsi od miesięcy rozgrywa się cicha tragedia, o której nikt nie chce mówić.
A jednak ona tam jest — okrutna, codzienna, bez świadków.
Koty rozmnażają się bez żadnej kontroli.
Gmina umywa ręce.
Mieszkańcy milczą.
A zwierzęta… powoli znikają. Chorują. Głodują. Umierają, jakby nigdy nie istniały. ![]()
Na jednym podwórku w pół roku pojawiło się 10 kociąt (8 udało nam się odłowić).
Dziś mają zaledwie 3 i 6 miesięcy — a już zdążyły poznać smak strachu, chłodu i bólu. Za chwilę byłoby ich dwa razy więcej… i dwa razy więcej cierpienia.
Najbardziej boli jednak to, że dla wielu osób te maluchy są jedynie „atrakcją”.
Gdy przyjeżdżają wnuki, „są słodkie kociaki do zabawy”.
Do zabawy… kociaki wychudzone, brudne, z pełnymi robaków brzuszkami, z oczami zaropiałymi od chorób.
Dla tych zwierząt nie było jedzenia.
Czekały, aż ktoś rzuci im choć odrobinę — a często nie dostawały nic.
Kocie dzieci walczyły o każdy dzień, cienkie jak patyczki, drżące z zimna, bez sił.
Te, które udało nam się zabrać, są:
• zarobaczone
• zawszone
• przeziębione
• skrajnie niedożywione
• zaniedbane tak bardzo, że serce pęka, gdy patrzymy na ich maleńkie ciała ![]()
Część trafiła awaryjnie do domu tymczasowego, część do naszej kociarni.
Nie mogliśmy zostawić ich tam, gdzie nie miały żadnych szans — zwłaszcza że osoba zgłaszająca sprawę musi w trybie pilnym wyprowadzić się z miejsca, gdzie ludzie są agresywni i niebezpieczni.
Podczas łapanki nasze wolontariuszki najpierw musiały dbać… o własne bezpieczeństwo. Dopiero potem mogły ratować koty.
A teraz stoimy pod ścianą.
Te maluchy wymagają pełnej diagnostyki i leczenia:
odrobaczenia
testów FIV/FeLV
szczepień
kastracji
leczenie infekcji.
Nie mamy środków, by to wszystko opłacić.
A na miejscu zostało jeszcze około 6 dorosłych kotów, które także potrzebują pomocy — i których nie mamy gdzie umieścić.
Dlatego — choć czujemy wstyd, bezsilność i ból — musimy znów poprosić Was o wsparcie.
Bo te zwierzęta nie powiedzą, że cierpią.
Nie poproszą o ratunek.
One mają tylko nas. I Was. ![]()
Każda forma pomocy to dla nich różnica między życiem a powolnym umieraniem:
karma
żwirek
podkłady
wpłata
udostępnienie
dom stały lub tymczasowy
Pomóżmy im wyrwać się z miejsca, które nigdy nie powinno być domem dla żadnego kota.
Kaktusowy
Gosia wpłaca hajs Gabiego