Opis zrzutki

Czy ja i Wy, macie obowiązek udzielać pierwszej pomocy jako OBYWATELE?

Czy ja i Wy, macie obowiązek udzielania pierwszej pomocy jako KIEROWCY?

Czy ja i Wy, macie obowiązek udzielać pierwszej pomocy jako PRACOWNICY, będący w pracy?


Niby odpowiedź wydaje się wręcz oczywista....TAK....przecież nie jeden paragraf w przepisach prawa polskiego o tym mówi....

A jednak Was zaskoczę- zgodnie z wyrokiem sądu I instancji z dnia 18.11.2025 oraz późniejszej apelacji w sądzie II instancji- NIE. Tak, dobrze czytacie. NIE. NIE i jeszcze raz NIE. Zapytacie dlaczego? Dlatego, że udzielając pierwszej pomocy w pracy, ZRYWACIE związek z pracą....


Załączone zdjęcia z 21.04.2021 r., przedstawiają wypadek drogowy, w którym nawalony jak bela kierowca auta, bardzo "delikatnie" mówiąc potrącił kobietę, która wracała prawidłowo chodnikiem, z zakupów. Miała z 300 metrów do domu. Mówiąc DELIKATNIE, mam na myśli szereg niewyobrażalnych obrażeń, w tym fakt, że w moich rękach, trzymałam jej mózg.


Czy wiecie, co jest obowiązkiem wszystkich służb ratunkowych, które przyjeżdzają na miejsce wypadku? PRZEJĘCIE POSZKODOWANEGO od osoby niemedycznej, czyli od Nas. Wyobraźcie sobie, że na miejscu wypadku były 2 karetki pogotowia, 4 ratowników medycznych, którzy NIE PRZEJĘLI poszkodowanej kobiety ode mnie nawet na sekundę. Błagałam ich, aby wzięli ode mnie tą ....głowę, bo cała moja lewa dłoń wpadła do środka głowy kobiety....Nie przejęli jej ode mnie, czekali aż umrze. Zrzucili na mnie swoją ZAWODOWĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ i ludzką. Łaskawie przejęli ją ode mnie dopiero w karetce, jak ta ,,złośliwa" kobieta nie umarła, wbrew ich oczekiwaniom. Przecież była już stara....swoje przeżyła. Pani, o której piszę- ma dziś 85 lat, piecze świetny jabłecznik i pamięta słowa, które których nie ma prawa pamiętać, a które mówiłam do niej, na miejscu wypadku. Pamięta, że ,,jakiś anioł mówił jej, że ma się nie martwić, bo jest przy niej i nie pozwoli jej umrzeć"....Kilka miesięcy po wypadku, gdy miałam zaszczyt ją poznać, powtórzyła te słowa, pomimo, że była głęboko nieprzytomna i nikt nie mógł jej tych słów powtórzyć, bo byłyśmy wtedy same. Tak- same, w tłumie ludzi, jak to zazwyczaj bywa.


Jestem inspektorem BHP i ochrony przeciwpożarowej. W chwili wypadku byłam w pracy. Karygodne zachowanie pracowników pogotowia, wywołało uraz.

Zdiagnozowano u mnie PTSD i ciężki epizod depresyjny bez objawów psychotycznych. Leczę się do dziś.

Nie mam możliwości wrzucenia tutaj innego pliku jak zdjęcia, więc całą historię znajdziecie na moim Facebooku i Instagramie- Marta Cieślik (Loskot). Przepraszam Was za składnię, ale naprawdę ciężko było mi ją spisać, bo emocje są cały czas duże.


Jestem PRACOWNIKIEM, doznałam wypadku przy pracy. Zgłosiłam wypadek przy pracy swojemu pracodawcy, który dopiero po interwencji Państwowej Inspekcji Pracy, sporządził protokół powypadkowy, w którym uznał, że to zdarzenie nie było wypadkiem przy pracy....

Mam ogromny dylemat prowadząc szkolenia BHP czy szkolenia z pierwszej pomocy przedmedycznej- co mam mówić uczestnikom tych szkoleń? Że mają udzielać pierwszej pomocy zgodnie z prawem, czy mają nie udzielać pierwszej pomocy, zgodnie z wyrokiem sądu z 18.11.2025?


Prawo jasno mówi o tym, że mamy obowiązek udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej osobom, których zdrowie i życie jest zagrożone. Mówi również o tym, że osoby udzielające pierwszej pomocy, są prawnie chronione.

Niestety tylko na papierze. Sąd stwierdził, że NIE JEST TO WYPADEK PRZY PRACY, bo ZERWAŁAM związek z pracą, ratując życie kobiecie. Wyrok Sądu Najwyższego mówi, źe ,,pracownik, nie zrywa związku z pracą, jeżeli jego działania są ugruntowane prawnie". A jednak. Uratowałam życie kobiecie, którą ratownicy medyczni spisali 5 lat temu na straty; ucierpiałam psychicznie, fizycznie, spolecznie, zawodowo i emocjonalnie. Leczę się do dziś, bo zgodnie z wyrokiem sądów- NIE MOGĘ W PRACY UDZIELAĆ PIERWSZEJ POMOCY MEDYCZNEJ, BO JAK MI SIĘ COŚ STANIE, TO BĘDZIE MOJA WINA, BO ZERWAŁAM ZWIĄZEK Z PRACĄ. ALE JEDNOCZEŚNIE ZAMKNĄ MNIE DO WIĘZIENIA NAWET NA 3 LATA, ZA NIEUDZIELENIE POMOCY....


Okazło się, że ta sprawa, to pierwszy taki przypadek w Polsce. Jest to ogromny PRECEDENS, ponieważ ustawa wypadkowa i prawo pracy, każe mi łamać przepisy Konstytucji, Kodeksu Karnego czy Ustawy o Ratownictwie Medycznym.


Do pierwszej i drugiej instancji walczyłam za siebie. Teraz PROSZĘ WAS, abyście stanęli ze mną w szeregu i zmienili samozparzeczające sobie prawo polskie.

Ja, na pierwszej sprawie sądowej, zrezygnowałam z jakichkolwiek odszkodowań czy zadośćuczynień. Chcę po prostu, aby PRAWO BYŁO PRAWEM A OFIARY WYPADKÓW I OSOBY UDZIELAJĄCE PIERWSZEJ POMOCY W TRAKCIE SWOJEJ PRACY- BYŁY BEZPIECZNE.


Prawda jednak kosztuje. Mnie nie stać na taki wydatek, tym bardziej, że prawnie, zwróci mi się tylko 365 zł. Już zapożyczyłam się, aby złożyć wniosek do Sądu Najwyższego.

Koszty prawdy:

  1. 10 800 zł- złożenie wstępnego pisma do Sądu Najwyższego.
  2. 10 800 zł- jeżeli Sąd Najwyższy, zdecyduje zająć się Naszą sprawą, to kolejne 10 800 zł.
  3. 20 000 zł- złożenie wniosku do trybunału w Strasburgu.


Bez tego wszystko przepadnie, tak samo jak społeczna chęć Polaków do udzielania pierwszej pomocy, by chronić swoje zdrowie i szeroko rozumiane bezpieczeńśtwo.


Wygrajmy to dla Nas wszystkich, dla Naszych dzieci i wnuków, razem mamy siłę!


Jeżeli po opłaceniu powyższej kwoty, na koncie Zrzutki pozostaną pieniądze- wszystkie przeleję na Fundacje zajmujące się ofiarami wypadków drogowych.

Dziś otrzymałam zaproszenie do listopadowego, Ogólnopolskiego Kongresu organizowanego przez fundacje pomagające ofiarom wypadków drogowych, aby zostać prelegentem, który złoży Nasz sprzeciw na dłonie polityków.


Proszę udostępniajcie i wpłacajcie. Każda 1 zł się liczy.


Komentarze 17

 
2500 znaków
Dbamy o bezpieczeństwo. W razie wątpliwości zgłoś tę zrzutkę przez