Organizator przesłał dokumenty potwierdzające wiarygodność opisu zrzutki

68 555 zł z 100 000 zł

68%

68 555 zł

z 100 000 zł

14 dni

do końca

767

wspierających
68%
Wpłać na zrzutkę

Opis zrzutki

Edit: Chcielibyśmy wszystkim podziękować, jesteście niesamowici. Nie będziemy już zwiększali zbiórki, ale będzie ona trwała dalej, jeżeli chcecie dalej pomagać naszej rodzinie, to jedyne co możemy zrobić to podziękować. Jesteście niesamowici. DZIĘKUJEMY! Ostra białaczka limfoblastyczna wtargnęła w nasze życie tuż przed pierwszymi urodzinami naszych dzieci. Oskar i jego siostrzyczka Nikola przez niemal rok dawały nam szczęście każdego dnia. Aż nagle... Mam na imię Kasia, mam 34 lata, wspaniałego narzeczonego i cudowne dzieci, roczne bliźniaki. Jedno z nich jest bardzo chore. Naszego synka może uratować albo cud, albo – z Twoją pomocą – wspaniali lekarze z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku. Proszę Cię o pomoc w walce o zdrowie Oskara. Proszę Cię o nadzieję dla jego siostry bliźniaczki, by nie straciła braciszka ani więzi, jaka łączy bliźnięta, by oboje nie stracili dzieciństwa.  Oskar i Nikola już na początku swego życia przysporzyli nam troski i łez – postanowili przyjść na świat o dwa miesiące za wcześnie. Nikolę intubowano, u Oskara stwierdzono sepsę. To był dla nas bardzo ciężki czas, okupiony hektolitrami łez i ogromnym strachem. Ale ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, nasze dzieci doszły do siebie, całą szczęśliwą czwórką wróciliśmy do domu. Przed nami były jeszcze dziesiątki wizyt u specjalistów, wykluczanie kolejnych powikłań wcześniaczych, godziny rehabilitacji, jednak wszystko szło dobrze, kolejni lekarze potwierdzali: Nikola i Oskar są zdrowi! O wcześniakach mówi się, że są wojownikami, i tak było. Oboje wygrali walkę. Nie wiedzieliśmy, że tak szybko wrócimy na pole bitwy...  Po tych trudnych przeżyciach przez kilka miesięcy żyliśmy jak w bańce mydlanej. To był cudowny czas obserwowania, jak nasze dzieci się rozwijają, zaczynają odwzajemniać uśmiech, jak ich spojrzenia stają się coraz bardziej rozumne i ufne, jak zmieniają się ich ruchy, gestykulacja… Bywało też trudno: trzecie piętro, brak windy, ciężki podwójny wózek, dzieci też przybierały na wadze… Wydawało nam się wtedy, że mamy problemy. Dziś mogłabym je nosić po tych schodach godzinami, byleby tylko móc cofnąć czas i nie usłyszeć diagnozy.  Usłyszeliśmy ją kilka dni przed pierwszymi urodzinami dzieci. Oskar nagle stał się marudny, śpiący, nie chciał jeść, na nóżkach pojawiły mu się siniaki. Pomyślałam, że jest płaczliwy, bo wyrzynają mu się ząby, może to skok rozwojowy, reakcja na jesienną zmianę pogody, siniaki może ma po zabawkach... Być może, gdyby nie Instagram, pewna chora na białaczkę Lili i jej mama – błądzilibyśmy dalej. Po powrocie taty z pracy postanowiliśmy pojechać na badanie krwi. Tego samego dnia o godzinie 19 zadzwonił telefon, a nasze dotychczasowe życie w jednej chwili przepadło. Nie pozostawiono nam żadnej wątpliwości: „Proszę natychmiast jechać z dzieckiem do najbliższego szpitala!”.  Ból. Tak ogromnego bólu nigdy dotąd nie czułam. Rozdzierał mnie od środka, rozrywał na strzępy. Myślałam, że synek jest marudny, a on walczył ze straszliwą chorobą, walczył z rakiem już przed pierwszymi urodzinami! Wyrzuty sumienia jakie wtedy miałam nie jest w stanie chyba nikt sobie wyobrazić. Do szpitala nie mogliśmy pojechać razem. Jedno z nas musiało zostać w domu z Nikolą, która zdezorientowana cichutko czekała, w milczeniu patrząc na rodziców, którzy zalewają się łzami.  Kiedy w gdyńskim szpitalu zbadano Oskara, lekarze natychmiast wezwali karetkę, która zabrała nas do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku na Oddział Hematologii Dziecięcej. Biopsja, punkcja i potwierdzenie najgorszego – ostra białaczka limfoblastyczna typu B. Dla nas brzmiało to jak wyrok. Byli przy nas lekarze, psycholodzy uspokajali nas, tłumacząc, co będzie dalej, jakie kroki przed nami. Chemia, sterydy, biopsje, punkcje. Łzy, żal, strach, cierpienie. I nadzieja. Wszystko po to, aby nasz syn żył. Żeby jego siostra miała swojego brata bliźniaka.  Nasze życie jest teraz polem walki o przetrwanie, o nadzieję. Nasza rodzina przeżywa ogromną próbę. Trudno nam być razem, trudno nam razem wspierać Nikolę, gdy mama jest w szpitalu z Oskarem, a tata w domu z Nikolą, a potem na odwrót. Nie pochodzimy z Trójmiasta, nasi bliscy mieszkają daleko. Tata musiał przerwać pracę, byśmy mogli opiekować się dziećmi. Córeczka nie może wejść na oddział, na którym leży Oskar, więc wymieniamy się dziećmi na korytarzu, a one jeszcze nie rozumie, co się dzieje, czemu raz są z mamą, raz z tatą. Wyobrażasz to sobie? Dwoje ludzi stoi drzwiach, wymieniają się dziećmi i nie mają chwili dla siebie, na przytulenie, rozmowę, wsparcie. Każde z nas boryka się z tym w pojedynkę.  Nasz syn jest na początku walki. Kończymy pierwszy blok chemii i sterydów. Za nami kilkukrotne przetaczanie krwi, wszytko po to by dźwignąć wyniki które nie są dobre. Oskar powoli opada z sił, chemia zaczyna robić spustoszenie. Po leczeniu w buzi utworzyły się nadżerki, które sprawiają mu ból, więc nie chce jeść. Ale jeszcze się uśmiecha... Walczy! Oddział hematologii, łyse główki dzieci walczących o życie i strach – świat, w którym nikt nigdy nie chciałby się znaleźć. Lekarze zapowiedzieli, że Oskar spędzi w szpitalu co najmniej 8 miesięcy, więc przez 8 miesięcy będziemy z narzeczonym mijać się w szpitalnych drzwiach. Całkowite leczenie potrwa minimum 2 lata, plus kolejne lata rehabilitacji i powrót do normalności. Psycholodzy ostrzegają, że będzie trudno że długa i bardzo trudna droga przed nami. Proszę, pomóż nam to przetrwać. Koszty codziennych dojazdów do szpitala, zakupu środków higienicznych, lekarstw i suplementów, prowadzenia zdrowej diety zaczynają nas przerastać. Ratowanie życia naszego synka pochłania wszystkie nasze oszczędności, a to dopiero początek wydatków. Lekarze potwierdzili że musimy być przygotowani na leczenie ponad standard i ponad limity, na leczenie skutków ubocznych chemioterapii, musimy zapewnić naszemu synowi jak najlepsze ochronne wsparcie teraz, podczas chemioterapii. Ci, którzy mnie znają, wiedzą, nigdy o nic nie prosiłam. Tym razem proszę: pomóż mojemu synowi i całej naszej rodzinie walczyć o kolejne dni...

Wpłacający767

AN
Apis Natural Cosmetics Sp.z.o.o
6 000 zł
 
Dane ukryte
2 000 zł
 
Dane ukryte
2 000 zł
 
Dane ukryte
1 000 zł
 
Dane ukryte
1 000 zł
MI
Marta i Adam
1 000 zł
 
Użytkownik niezarejestrowany
1 000 zł
 
Użytkownik niezarejestrowany
1 000 zł
AB
Anna Bialik
1 000 zł
 
Dane ukryte
1 000 zł
Zobacz więcej

Komentarze74

 
2500 znaków
  • Kamil Lewandowski

    BAAAAAARDZO ❤POZYTYWNA ZBIÓRKA❤ NA STRONIE: https: // www . zrzutka . pl / g9rfa8 Na tej zbiórce idzie dobrze, bo już mamy na koncie 570 złotych i już 9 osób wpłaciło. PRZYBYWA TAM LUDZI DOBREJ WOLI!!! Zachęcajcie tez pozostałych do zainteresowania tą zbiórką. Przed świętami było 210 złotych, a zaraz po nich już 511 złotych. Ludzie zaczynają się przekonywać, że warto mi pomóc, bym upamiętnił polski przemysł motoryzacyjny, bym nie zaprzepaścił włożonego trudu w zdobycie pierwszych numerów z tej serii wydawniczej. Na szczęście mam zaprzyjaźnioną Panią kioskarkę, która potrafi cierpliwie poczekać na to aż przyjdę i kupię zaległe numery sprzed nawet 3 tygodni, czy miesiąca. Będzie dobrze!!! :-) Głowa do góry! :-)

  • Wojciech Plechoć

    Wpłata dla Oskara od klasy 8B szkoły św.Jana de La Salle

    160 zł
  •  
    Użytkownik anonimowy

    Trzymaj się, Maluchu!

  •  
    Użytkownik anonimowy

    Myślami z Wami.

    25 zł
  •  
    Użytkownik anonimowy

    Powodzenia dla waszej całej rodziny. Wszystko będzie dobrze!!!❤

    10 zł
  • Zobacz więcej
Zrzutka - Brak zdjęć

Nikt jeszcze nie dodał komentarza, możesz być pierwszy!

Nasi użytkownicy założyli

439 067 zrzutek


A ty na co dziś zbierasz?